Ariana | Blogger | X X

środa, 7 lutego 2018

083. Recenzja: JUSTIN TIMBERLAKE 'Man Of The Woods' (2018)

Justin Timberlake karierę rozpoczynał w boysbandze N'Sync. Jako jedyny z pięcioosobowej grupy, osiągnął wielki, światowy sukces. Jego długa muzyczna kariera, przerywana była produkcjami filmowymi, w których Timberlake grał, ale także, do których produkował muzykę. 

Na najnowsze wydawnictwo Justina, fani musieli czekać pięć lat. Doniesienia o jego powrocie, krążyły po sieci od dłuższego czasu, aż w końcu, artysta opublikował zapowiedź nadchodzącego materiału. Zarówno fani piosenkarza, jak i krytycy muzyczni, spodziewali się po nim kolejnego spektakularnego krążka. Czy tak się stało? Czy Man Of The Woods jest kolejnym, wielkim muzycznym sukcesem Timberlake'a? Okazuje się, że nie do końca. Zapraszam do zapoznania się z recenzją. 

Swoje piąte wydawnictwo, Justin Timberlake zapowiadał numerem Filthy. Jest to nowoczesna, powiedziałabym nawet, że nowatorska kompozycja, utrzymana w electro-funkowej stylistyce. Przyznam szczerze, że na początku nie mogłam się do niej przekonać. Dziś mogę stwierdzić, iż numer zyskuje z czasem. Jest stylowy i taki...inny. To świetne otwarcie albumu, rzekłabym - epickie. Funkowe inspiracje wyczuwalne są również w kolejnych numerach. Weźmy na przykład Midnight Summer Jam. Jest to nieco imprezowy kawałek, przy którym można się dobrze pobawić. Jest porządny, ale niestety - nie zachwyca. Podobnie jest w przypadku zadziornego Sauce, w którym słaba warstwa tekstowa obniża wartość piosenki. Swoją łagodniejszą stronę, Timberlake ukazuje w tytułowym Man Of The Woods. To kompozycja, w której ciekawie połączono pop, soul i country. Jest to utwór w spokojnym, nieco leniwym klimacie.


Jedną z lepszych piosenek na krążku jest Higher Higher. To numer utrzymany w rhythmandblues'owej stylistyce, w którym doszukać się można soft rockowych inspiracji. Uwagę przykuwają tu genialne, gitarowe brzmienia w tle. Bardzo polubiłam ten kawałek. Warto po niego sięgnąć. Do moich ulubieńców zaliczam też Supplies. To, wyprodukowana przez Pharrella Williamsa, stylowa, świetnie brzmiąca kompozycja, utrzymana w nowoczesnej stylistyce. Jej atutem jest, może typowy, ale porządny bit. Co jeszcze oferuje nam wokalista? Mamy tu m.in. gitarowe, bardzo wyluzowane Wave, a także, flirtujące z brzmieniami reggae - Morning Light, w którym Justinowi towarzyszy Alicia Keys. Prawdziwą perełką jest natomiast Say Something. To moja ulubiona piosenka w całej stawce i póki co, moja ulubiona kompozycja roku 2018. W numerze umiejętnie połączono dźwięki muzyki country z pop rockiem. Sprawdził się także Chris Stapleton, którego wokal idealnie komponuje się z głosem Timberlake'a. 

Każdy krążek Justina Timberlake'a ma swoje dobre i złe momenty. Do tych lepszych zalicza się Montana. Jest to świetny kawałek, bardzo klimatyczny i charakterny. Podoba mi się Justin w soul'owej stylistyce. Uwagę przykuwa także Breeze Of The Pond, gdzie na pierwszy plan wysuwa się wokal piosenkarza. Do tych lepszych momentów zaliczyć muszę spokojniejsze, stonowane Livin' Off The Land. Niestety, nie mogę powiedzieć zbyt wielu dobrych słów o kompozycji Flannel. Jest utrzymana w balladowym, ale za spokojnym stylu. Wydaje mi się być zwyczajnie nudna, a nawet senna. Przeciętnie, nijako wypada The Hard Suff, a odrobinę wesołe, i trochę przesłodzone Young Man - nie zachęca do ponownego włączenia. 

Najnowsze wydawnictwo Justna Timberlake'a jest bardzo ryzykownym materiałem. Wokalista postanowił zaprezentować światu swoje nowe, zaskakujące, wydaje mi się - eksperymentalne oblicze. Na Man Of The Woods składają się kompozycje, w których dominują gitarowe brzmienia. Jest to album ryzykowny i niezwykle zróżnicowany. Mamy tu piosenki, bazujące na stylach takich jak: r&b, reggae, country czy funk. Nie do końca przekonuje mnie taka różnorodność w wykonaniu Timberlake'a. Nie jest to jednak krążek zły. Owszem, zaskakujący dla słuchaczy, nietypowy dla artysty, ale porządny. Tylko czy "porządny album" dla sympatyków twórczości Amerykanina, to zadowalająca sytuacja?

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐+
Najlepsze utwory: Filthy, Higher Higher, Supplies, Say Something, Montana


4 komentarze:

  1. Dawno nie słuchałam jego piosenek. Zapraszam na nowy post:magda-tul.blogspot.com .

    OdpowiedzUsuń
  2. Wciąż wstrzymuję się z przesłuchaniem, ale w przyszłym tygodniu planuję napisać swoją recenzję. Widziałam jednak mase hejtu i ciekawi mnie, czy jest uzasadniony.Filthy to już jedna z moich ulubionych piosenek 2018.

    Nowy wpis na http://the-rockferry.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przesłuchałam jeszcze całej płyty (odstrasza mnie trochę ilość piosenek), ale póki co mogę powiedzieć, że nie jest źle. Do "Filthy" też musiałam się długo przekonywać, ale teraz naprawdę doceniam ten utwór.
    Zapraszam na nowy wpis.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zupełnie się z Tobą zgadzam. Mam podobne uczucie w stosunku do tej płyty, bo szczerze mówiąc nie dałem rady wysłuchać wszystkich piosenek w całości. "Porządny" album od Justina to jednak za mało.

    Pozdrawiam serdecznie :)
    Bartek

    http://bartosz-po-prostu.com

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo ciekawa Twojej opinii. Zapraszam do komentowania!