niedziela, 20 maja 2018

103. Z naszego podwórka: ROSALIE, TACONAFIDE

ROSALIE. - Flashback (2018)

Rosalie Hoffman urodziła się w Berlinie, wychowała w Poznaniu. Na scenie muzycznej obecna jest od kilku lat, ale dopiero w 2018 roku ukazał się jej pierwszy longplay. Flashback do sklepów trafił w styczniu i od razu okrzyknięto go jednym z ciekawszych debiutów ostatnich miesięcy. 

Na pierwsze, poważne wydawnictwo piosenkarki złożyło się dwanaście kompozycji , utrzymanych w rhythmandblues'owej stylistyce, połączonej z neo-soul'owymi i elektronicznymi brzmieniami. To właśnie tym zaciekawiła mnie wokalistka. Takie połączenie gatunków jest dla mnie idealne, a jeśli dodamy do tego wyjątkową, niepowtarzalną barwę głosu, to otrzymujemy mieszkankę wybuchową. Do najciekawszych i zarazem najlepszych numerów na Flashback zaliczam przede wszystkim: Holding Back i TheOne. Pierwsze nagranie wywarło na mnie ogromne wrażenie tuż po pierwszym wysłuchaniu płyty. Jest to utwór z genialnym, powiedziałabym, że nieco hip-hopowym bitem, wychodzącym na pierwszy plan. TheOne z kolei zachwyca niezwykłym feelingiem i nastrojowością. Elitę krążka stanowi również kompozycja pt. Spokojnie. Ma ona w sobie dużo uroku, ale i sensualności. Moim zdaniem, powinna towarzyszyć każdemu w pracy lub w drodze do niej. Dzięki niej dzień staje się przyjemniejszy. Królowa zwraca na siebie uwagę świetną linią melodyczną. To ładny, odprężający kawałek, z mądrym, dobrze napisanym tekstem. Moje serce szybko zdobyły: emocjonalne, ujmujące Ocean oraz rewelacyjne Enuff, które zaskakuje odważnym, mocnym bitem. Co jeszcze warto znać? Z pewnością leniwe, wyważone U.N.D.E.R.S.T.A.N.D, subtelne Home, wyraziste Po Co, a także melancholijne A Pamiętasz?.

Rzadko słucham polskiej muzyki. Na palcach mogłabym policzyć albumy naszych wykonawców, które znam w całości. Kiedy trafiłam na recenzję tego krążka, nie mogłam powstrzymać się żeby go sprawdzić. Nie żałuję, bo Flashback to świetny materiał. Zmysłowość i subtelność tego wydawnictwa są nie do podrobienia. Płyta wywarła na mnie ogromne wrażenie. Jest pełna świeżości, lekkości i emocji. Numery są pięknie zaśpiewane, ładnie napisane, a produkcja stoi na wysokim poziomie. Czego chcieć więcej? 

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐
Najlepsze: Spokojnie, Holding Back, TheOne, Królowa, Enuff
Najsłabsze:

TACONAFIDE - Soma 0,5 mg (2018)

Duetu Taconafide nie muszę chyba nikomu przedstawiać. Gdy spotykają się dwaj najpopularniejsi raperzy i postanawiają nagrać wspólnie, nie jeden numer, ale cały album, to musi być sukces. Nie zawsze artystyczny, ale z pewnością sukces komercyjny. Panowie narobili tak dużego zamieszanie, że nawet ja - osoba, która w ogóle hip hopu nie słucha, włączyłam Somę

Wszystko zaczęło się niewinnie od piosenki Tamagotchi. Posłuchałam, pomyślałam - fajne to. I tak wpadłam bez reszty. Numer towarzyszył mi każdego dnia, po kilka, a nawet kilkanaście razy. W dniu premiery albumu, postanowiłam dość spontanicznie, że zapoznam się z tym materiałem. Pierwszy odsłuch przyniósł mieszane odczucia. Z każdym kolejnym było jednak coraz lepiej. Płytę otwiera Intro, nawiązujące do powieści Huxleya "Nowy wspaniały świat". To właśnie stąd panowie zaczerpnęli inspiracji, w kwestii tytułowej somy. Ten numer podoba mi się za sprawą minimalistycznego, porządnego bitu. Jednakże, nie zaliczyłabym go do najlepszych. Grono moich "ulubieńców" otwiera wspomniane Tamagotchi - utwór, który wkręca się z taką siłą, że ciężko się go pozbyć z głowy. Wszystko to za sprawą rewelacyjnego podkładu muzycznego. Póki co, to mój ulubiony kawałek tego roku. PIN to kolejna kompozycja, do której uwielbiam powracać. Genialna zwrotka Quebo i świetny refren w wykonaniu Taco Hemingwaya sprawiają, że piosnka w ogóle mi się nie nudzi. Uwielbiam również delikatne Mleko&Miód oraz sentymentalne Sectumsempra. Uwagę przykuwa wakacyjna, nieco dancehall'owa Visa, która ma duży potencjał...radiowy. Szybko polubiłam klimatyczny Nóż oraz subtelną, tytułową Somę. Ekodiesel i Kryptowaluty wywołują na mojej twarzy uśmiech, a lekkie Wiem, urzeka nastrojowością. Najsłabszym punktem albumu jest numer Art-B, w którym pozytywnie prezentuje się tylko nośny, chwytliwy refren. 

Zarzekłam się, że nie będę pisała recenzji tego krążka, bo przecież o polskim rapie wiem niewiele. Po długim namyśle, postanowiłam jednak wspomnieć o tej płycie. Nieczęsto zdarza się tak, że jakiś artysta i jego muzyka absorbuje tyle mojego czasu i uwagi. Tak stało się w przypadku Taconafide. Soma 0,5 mg zdominowała ostatnie tygodnie w moich słuchawkach. To album, w którym panowie rapują o sławie, pieniądzach, swoich dokonaniach i uczuciach. Filip i Kuba bardzo dobrze się uzupełniają. Są jak ogień i woda - dwa zupełnie inne style, inne charaktery, ale jednocześnie pasujące do siebie. Na Somie znajdziemy kilka melancholijnych utworów, kilka radiowych. Tak naprawdę, każdy znajdzie tu coś dla siebie. 

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐
Najlepsze: PIN, Tamagotchi, Visa, Mleko&Miód, Sectumsempra
Najsłabsze: Art-B

czwartek, 17 maja 2018

102. Ranking: najlepsze nie-singlowe piosenki Avril Lavigne


Subiektywny ranking nie-singlowych piosenek Avril Lavigne

MIEJSCE 10. FALLING FAST (AVRIL LAVIGNE 2013) - Zestawienie otwiera ładna, prosta ballada, w której do głosu dochodzą delikatne, spokojne dźwięki gitary. Podoba mi się Avril w tym numerze. Jest bardzo kobieca, pokazuje nam swoją łagodną, wyważoną stronę. Falling Fast zachwyciło mnie już przy pierwszym przesłuchaniu. To nagranie ma w sobie pewną magię.

MIEJSCE 9. ANYTHING BUT ORDINARY (LET GO 2002) - Oczko wyżej uplasował się hymn młodzieży sprzed ponad piętnastu lat. Anything But Ordinary to jedna z ulubionych piosenek fanów Kanadyjki. Najciekawszym jej punktem jest refren - przebojowy, chwytliwy, zapadający w pamięć. Jest to świetny numer, sprawiający, że uśmiech pojawia się na mojej twarzy.

MIEJSCE 8. RUNAWAY (THE BEST DAMN THING 2007) - Ten utwór poznałam dawno temu, gdy po raz pierwszy sięgnęłam po trzeci longplay wokalistki. Aczkolwiek, nie wiem czemu, nie utkwił on w mojej pamięci. Kilka dni temu odświeżyłam sobie dyskografię Avril i zachwyciłam się tym nagraniem. Ma genialny, energetyczny refren, od którego trudno się uwolnić. Szkoda, że piosenka nie została singlem...

MIEJSCE 7. BAD GIRL (AVRIL LAVIGNE 2013) - Im dalej, tym ciekawiej. Bad Girl to rockowy, dynamiczny, bardzo szybki utwór, z ciekawymi wstawkami Marilyna Mansona. Jest to jedna z niewielu piosenek na piątym albumie wokalistki, do których powracam z ogromną przyjemnością. Kto nie zna, musi koniecznie to nadrobić!

MIEJSCE 6. HUSH HUSH (AVRIL LAVIGNE 2013) - O tej kompozycji mogłabym powiedzieć wiele. Charakteryzują ją przede wszystkim: piękne dźwięki pianina, dobre wykonanie oraz świetna warstwa tekstowa. To nagranie emocjonalne, chwytające za serce. Mam nadzieję, że Avril jeszcze obdarzy słuchaczy takimi numerami, bo obok Hush Hush ciężko przejść obojętnie.

MIEJSCE 5. I WILL BE (THE BEST DAMN THING 2007) - Najlepszą piątkę otwiera numer I Will Be, którego słucha się z ogromną przyjemnością. To gitarowa ballada, w której stonowane momenty połączono z tymi mocniejszymi. Dało to fajny efekt. Według mnie to jedna z lepszych kompozycji w dyskografii Avril. Szkoda, że tak dobry utwór umieszczono tylko na rozszerzonej wersji płyty.

MIEJSCE 4. TAKE ME AWAY (UNDER MY SKIN 2004) - Drugi album wokalistki bogaty jest w świetne numery. Idealnym tego przykładem jest kompozycja Take Me Away, która reprezentuje wszystko to, co najbardziej podoba mi się na Under My Skin. Jest to nagranie niezwykle dynamiczne, dopracowane i uzależniające. Do twarzy Avril w takim drapieżnym, niegrzecznym wydaniu.

MIEJSCE 3. UNWANTED (LET GO 2002) - Podium zestawienia otwiera jedna z najbardziej niedocenianych piosenek Kanadyjki. Unwanted potwierdza tylko tezę, że Avril Lavigne korzystnie wypada w charakternych, zadziornych utworach. Tym razem mamy do czynienia z ciężkim nagraniem, opowiadającym o ignorowaniu i byciu niechcianym. Genialna kompozycja.

MIEJSCE 2. FORGOTTEN (UNDER MY SKIN 2004) - Miejsce drugie to prawdziwa bomba. Forgotten to bardzo rockowy utwór, ukazujący mroczniejszą stronę wokalistki. Jego największym atutem jest niepowtarzalny, niezwykle tajemniczy klimat. Nastrojowość tego kawałka jest tak potężna, że nie można nie zwrócić na niego uwagi. Swoje robi tu także elektryzująca linia melodyczna.

MIEJSCE 1. INNOCENCE (THE BEST DAMN THING 2007) - Ciężko było mi zdecydować, która piosenka powinna zająć pierwsze miejsce. Po długim namyśle, zdecydowałam, że to właśnie Innocence zasługuje na zwycięstwo. To wzruszająca kompozycja, w której królują: emocje, świetny tekst, subtelność i prostota. Dla takich utworów warto znać dyskografię Avril.

piątek, 11 maja 2018

101. Recenzja: ANNE-MARIE "Speak Your Mind" (2018)

Anne Marie urodziła się 7-go kwietnia 1991 roku w Essex. Jest brytyjską wokalistką i autorką tekstów. Zanim rozpoczęła muzyczną karierę, zawodowo uprawiała karate. W dyscyplinie tej zdobyła m.in. trzy tytuły Mistrzyni Świata. 

Pierwsze muzyczne kroki Anne-Marie stawiała w roku 2013. Wydała wtedy swoje pierwsze demo, zatytułowane Summer Love. Następnie współpracowała z zespołem Rudimental, z którym nagrała kilka piosenek i brała udział w ich trasie koncertowej. Rozgłos przyniosły jej single Alarm i Ciao Adios, które zapowiadać miały jej debiutanckie wydawnictwo. Numery zyskały sympatię słuchaczy, a piosenkarkę zaczęto nazywać nadzieją brytyjskiej sceny muzycznej. Jej kariera rozwijała się w bardzo szybkim tempie. Nagraniem Rockabye zdobyła serca fanów na całym świecie. Dwa lata po premierze Alarm, Anne-Marie prezentuje nam debiutancką płytę. Czy sprostała wysokim oczekiwaniom? Niezupełnie...


Na podstawową wersję Speak Your Mind składa się dwanaście kompozycji. Sześć z nich mogliśmy usłyszeć przed premierą krążka. Album utrzymany jest w tanecznym, przebojowym, bardzo popowym klimacie. Do najlepszych piosenek zaliczam przede wszystkim wspomniane wyżej Ciao Adios i Alarm. Pierwsze nagranie to ogromna dawka dancehall'owej energii. Polubiłam ten numer, ponieważ ma fajny, zadziorny tekst. Alarm to z kolei electropopowa bomba. Podoba mi się sposób, w jaki połączono nowoczesne brzmienia z "żywymi" instrumentami. Na uwagę zasługuje emocjonalne, ładne Then, w którym wyjątkowy wokal Anne-Marie brzmi po prostu idealnie. Swoje robi również Machine - kompozycja dobra, dopracowana, ze świetnymi, subtelnymi momentami. Przy czym jeszcze warto się zatrzymać? Przede wszystkim przy prostym, motywującym Perfect, a także przy imprezowym, chwytliwym FRIENDS, które już stało się wielkim hitem (nie tylko w Polsce).

Niestety, dalsza część płyty nie jest już tak dobra. Mamy tu np.  Bad Girlfriend, które jest nawet ciekawe, takie z pazurem, ale na dłuższą metę nie powala. Heavy natomiast ani na chwilę nie pozostaje w pamięci - jest kompletnie nijakie. Otwierające album Cry nudzi, a Trigger odpycha irytującym refrenem. O niebo lepiej wypada porządne 2002, napisane we współpracy z Ed'em Sheeran'em. Może nie jest to najlepsza  kompozycja, ale przynajmniej wyróżnia się. Ciekawostka, w piosence znaleźć możemy nawiązania do wielkich hitów sprzed lat, nagranych przez Britney Spears, N'Sync czy Jay'a Z.

Debiutanckie wydawnictwo Brytyjki nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Przyznam szczerze, że spodziewałam się po wokalistce dużo lepszego materiału. Anne-Marie narobiła fanom nie lada apetytu. Moim zdaniem nie podołała. O ile kilka kompozycji broni się, pozostałe szybko się nudzą i nie zachęcają do ponownego włączenia. Produkcja krążka pozostawia wiele do życzenia. Melodie są zróżnicowane, momentami podobają mi się bardzo, momentami drażnią lub nudzą. Warstwa tekstowa i wokalna zdają egzamin. Głos artystki jest wyrazisty, niebanalny, dlatego jest wartością dodaną tego materiału. Rewolucji na Speak Your Mind próżno szukać, ale warto poznać kilka kompozycji.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐
Najlepsze: Ciao Adios, Alarm, Then, Machine
Najsłabsze: Cry, Trigger, Heavy


niedziela, 6 maja 2018

100. Z list przebojów #3

Cześć czytelniku! :) W przerwie między kolejnymi recenzjami, chciałabym przybliżyć Wam kompozycje, które w ostatnim czasie podbijają listy przebojów na świecie. Dokonam ich charakterystyki oraz oceny. Zapraszam serdecznie do komentowania :)

DRAKE - NICE FOR WHAT
Drake jest jednym z tych artystów, którzy niezależnie od tego co nagrają, robią nie lada zamieszanie na listach przebojów. Każdy kolejny projekt rapera wzbudza ogrom emocji wśród jego fanów. Najnowsze numery wokalisty są tego idealnym przykładem. Najpierw Drake, przez kilka tygodni, okupował szczyt Billboardu utworem God's Plan, aby potem zdetronizować samego siebie kawałkiem Nice For What. To właśnie tym drugim nagraniem się zainteresowałam. To piosenka, która wciąga. Ma fajny, uzależniający flow. Nie jest to szczyt możliwości Kanadyjczyka, ale może się podobać. A teledysk? Przyzwoity. Zakładam, że szczególnie podoba się panom, ponieważ wystąpiła w nim cała plejada słynnych, pięknych pań. W klipie wystąpiły m.in.: Olivia Wilde, Zoe Saldana, Emma Roberts, Jourdan Dunn, Michelle Rodriguez, Syd. 

Piosenka: ⭐⭐⭐⭐
Teledysk: ⭐⭐⭐⭐


THE WEEKND - CALL OUT MY NAME
O piosence Call Out My Name wspominałam przy okazji recenzji najnowszej epki wokalisty (do przeczytania tutaj). Kanadyjczyk nagrał bardzo dobry, nastrojowy materiał, na którym znaleźć można stylowe, niebanalne numery, opowiadające o trudnej miłości. Cieszę się, że artysta postanowił, iż to właśnie Call Out My Name będzie singlem promującym My Dear Melancholy. Jest to wzruszające, świetnie brzmiące nagranie, z mocnym, genialnym refrenem. Wszystko to sprawia, że jest to moja ulubiona kompozycja w dyskografii piosenkarza, a także jedna z lepszych piosenek, jakie ukazały się w tym roku. Klip do utworu jest nieco tajemniczy, mroczny, dlatego idealnie odzwierciedla emocjonalność piosenki.

Piosenka: ⭐⭐⭐⭐⭐⭐
Teledysk: ⭐⭐⭐⭐⭐


ARIANA GRANDE - NO TEARS LEFT TO CRY
Ariana Grande jest jedną z ciekawszych wokalistek młodego pokolenia. Piosenkarka ma na swoim koncie wiele muzycznych sukcesów. Jej najnowsze wydawnictwo ma się ukazać jeszcze w tym roku. Przyznam, że artystka zaciekawiła mnie swoim powrotem. Nagranie No Tears Left To Cry zaskakuje ciekawymi, przyjemnymi, elektronicznymi brzmieniami. Numer wyróżnia się swoją stylistyką. Ponadto, jest dopracowany i fajnie buduje emocje. Początek mógłby sygnalizować balladę, ale piosenka szybko się rozkręca. Klip do utworu także przepełniony jest niebanalnymi efektami. Ogląda się go z zaciekawianiem i przyjemnością. Świetna robota!

Piosenka: ⭐⭐⭐⭐+
*Teledysk: ⭐⭐⭐⭐⭐


*ocena w skali 1-6

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

099. Moje muzyczne podsumowanie miesiąca: KWIECIEŃ'18

I. NAJLEPSZE UTWORY, KTÓRE UKAZAŁY SIĘ W KWIETNIU

TACONAFIDE - MELKO&MIÓD, PIN, SECTUMSEMPRA
Taco Hemingway i Quebonafide narobili nie lada zamieszania w muzycznym świecie.  Wydali album, który w dwa tygodnie po premierze uzyskał status platynowej płyty. Na krążku Soma 0,5 mg nie brakuje ciekawych, dobrych kompozycji. Postanowiłam wyróżnić aż trzy z nich. Mleko&Miód zaskakuje swoją nastrojowością i fajnym wykonaniem, PIN zwraca na siebie uwagę genialnym refrenem, a Sectumsempra zachwyciła mnie subtelnością i nawiązaniem do Harrego Pottera. 

ARIANA GRANDE - NO TEARS LEFT TO CRY
Wielki powrót w kwietniu zaliczyła Ariana Grande. Wokalistka wydała pierwszy singiel, promujący jej nadchodzące wydawnictwo. Nie powiem, że jakoś szczególnie odczułam muzyczną przerwę artystki. Nie czekałam też z niecierpliwością na jej nowy materiał, ale numer No Tears Left To Cry spodobał mi się. Początek sugerować mógł, że Ariana sprezentowała fanom balladę, jednakże w miarę trwania utwór zyskuje na przebojowości. 

TINASHE - JOYRIDE, FIRES AND FLAMES
Najnowsze wydawnictwo Tinashe miało premierę trzynastego kwietnia. Jedną z lepszych kompozycji na albumie jest tytułowe Joyride. To numer klimatyczny, nieco tajemniczy. Zrobił na mnie ogromne wrażenie po pierwszym wysłuchaniu, a jego melodyjne "la la la la la" na długo pozostaje w głowie. Fires And Falmes to z kolei, ładna, prosta ballada, w której Tinashe prezentuje cały wachlarz swoich wokalnych umiejętności. 

KHALID - OTW (FT. 6LACK & TY DOLLA $IGN)
W drugiej połowie kwietnia Khalid zaprezentował swój najnowszy singiel. W numerze towarzyszą mu: Ty Dolla $ign i 6LOCK. OTW to stylowa, melodyjna kompozycja, w której uwagę słuchacza przykuwa rytmiczny refren. Szybko polubiłam ten utwór. Jest lekki, nieskomplikowany, po prostu - bardzo przyjemny. Idealnie sprawdzi się w te piękne, wiosenne dni. 

SABRINA CLAUDIO - ALL TO YOU, DON'T LET ME DOWN (FT. KHALID)
Zastanawiałam się przez chwilę, który z dwóch wydanych przez młodziutką wokalistkę singli wybrać do zestawienia. Postanowiłam jednak wyróżnić obydwa. All To You to zmysłowa, subtelna kompozycja, przy której można odpłynąć. Don't Let Me Down ma bardziej żywiołowy bit, który fajnie kontrastuje z nieco leniwym wykonaniem. 

II. ALBUMY, KTÓRE POZNAŁAM W KWIETNIU


Początek miesiąca upłynął mi z albumem Expectations (2018) od Hayley Kiyoko. Recenzję tego krążka możecie przeczytać TUTAJ. Poznałam także debiutanckie wydawnictwo Jessie Ware. Devotion (2012) polubiłam za subtelność, prostotę i nastrojowość. Joyride (2018) od Tinashe to z kolei porządna dawka stylowego r&b. Podobne odczucia mam w stosunku do rewelacyjnego About Time (2017), wydanego przez Sabrinę Claudio. Jedną z lepszych kwietniowych pozycji jest Haunted Paradise (2016). Black Atlass nagrał płytę spójną, emocjonalną i bardzo stylową. Z pewnością będę często do niej wracała. Young Bloods (2014) (póki co) nie wywarła na mnie tak dużego wrażenia, ale zrobię do niej jeszcze kilka podejść. Debiutancki longplay spod ręki Bishop Briggs wybrzmiał w moich głośnikach tylko raz, dlatego nie zdążyłam wyrobić sobie o nim jednoznacznej opinii. Pozostałe albumy to (o dziwo) krążki hio-hopowe od Taconafide, Taco Hemingway'a i Quebonafide. Soma 0,5 mg (2018) wciągnęła mnie bez reszty, podobnie jak jej rozszerzona wersja 0,25 mg. Moja sympatia do tego materiału, spowodowała, iż postanowiłam zagłębić się w twórczość panów. Najpierw włączyłam Szprycer (2017), następnie Marmur (2016) i Wosk (2016). Po albumy Quebo sięgnęłam dopiero kilka dni temu. Podobnie jak w przypadku Taco, zaczęłam od najnowszych krążków. Dlatego do swojej muzycznej biblioteczki dodać mogę: Dla Fanek Euforii (2017), Dla Fanów Eklektyki (2017) i słynną Egzotykę (2017).

III. PODSUMOWANIE WG LAST.FM

TOP 5 PIOSENEK
1. Taconafide - Tamagotchi
2. Taco Hemingway - Dele
3. Taconafide - Visa
4. Taconafide - Mleko&Miód
5. Taconafide - Sectumsempra

TOP 5 ARTYSTÓW
1. Taconafide
2. Taco Hemingway
3. Tinashe
4. Quebonafide
5. Usher

TOP 5 ALBUMÓW
1. Taconafide "Soma 0,5 mg"
2. Taco Hemingway "Szprycer"
3. Tinashe "Joyride"
4. Taylor Swift "1989"
5. Taconafide "0,25 mg"

czwartek, 26 kwietnia 2018

098. Throwback: TAYLOR SWIFT "1989" (2014)

Taylor Swift jest wokalistką, wzbudzającą coraz większe emocje. Jedni jej nienawidzą, drudzy kochają. Potrafi być słodka, czarująca, ale także pyskata i skandaliczna. Jej każda kolejna płyta osiąga nie lada sukces, zarówno komercyjny jak i artystyczny. Jak zatem prezentuje się nagrodzony nagrodą Grammy album 1989? Zapraszam do przeczytania recenzji. 

Taylor Swift przeszła ogromną metamorfozę. Z grzecznej, skromnej piosenkarki country przemieniła się w pewną siebie, popową gwiazdkę. Album 1989 stał się dla niej nowym początkiem. Ukazał się w październiku 2014 roku i już w pierwszym tygodniu pobił niejeden rekord sprzedaży. Składa się na niego trzynaście popowych kompozycji, inspirowanych życiowymi doświadczeniami wokalistki. Płytę promowały utwory takie jak: Blank Space i Bad Blood


Krążek otwiera numer Welcome To New York. To przebojowa, wpadająca w ucho piosenka, oparta na klaskanym rytmie. Nagranie jest przyjemne, ale nie powiedziałabym, że jest to spektakularne otwarcie. Dużo lepiej wypada singlowe Blank Space. Swego czasu byłam zauroczona tą kompozycją. To jeden z lepiej brzmiących numerów w całej stawce. Podoba mi się w nim emocjonalne, ale nieprzekombinowane wykonanie oraz ładna, wyróżniająca się linia melodyczna. Do elity zaliczam również synth-popowe Style, zaskakujące nastrojowością i niepowtarzalnym klimatem. Pozytywne wrażenia pozostawiają po sobie energetyczne Out Of The Woods i rytmiczne How You Get The Girl. Na albumie wyraźnie słychać inspiracje muzyką country. Wyczuwalne są m.in. w uroczym All You Had To Do Was Stay oraz kobiecym Clean. O ile to pierwsze nagranie szybko się nudzi, tak drugie czaruje delikatnością i subtelnością. 

Taylor Swift nagrała album, na którym nie brakuje emocjonalnych, stylowych utworów. Idealnym przykładem jest bardzo dojrzałe, zmysłowo zaśpiewane Wildest Dreams, które zalicza się do moich ulubieńców od wokalistki. Obok tej kompozycji umieściłabym proste, a jednocześnie niebanalne This Love, w którym artystka zaimponowała mi autentycznością. Bardzo polubiłam ciekawe I Know Places. To numer przyjemny, w którym balladowy nastrój, świetnie połączono z mocniejszymi, charakternymi fragmentami. Przy tych nagraniach dosyć blado wypada hitowe Bad Blood. Piosenka jest zadziorna, ma swój pazur, ale w tym wszystkim jest też odrobinę mdła. Dużo bardziej spodobała mi się singlowa wersja tego utworu, w której sytuację ratuje Kendrick Lamar. Do najgorszych kompozycji na albumie zaliczyć muszę przereklamowane i troszkę chaotyczne Shake It Off. Ja za tym numerem nie przepadam. Mimo, że jest chwytliwy, wesoły, ma ciekawy przekaz, to brzmi kiczowato. Nie polubiłam również I Wish You Would, które bardzo szybko się nudzi i nie pozostaje w pamięci.

Taylor Swift jest jedną z tych wokalistek, za którymi nigdy nie przepadałam. Jej osoba zawsze wydawała mi się irytująca i zwyczajnie nijaka. Po album 1989 sięgnęłam z czystej ciekawości. Chciałam sprawdzić, co takiego ma w sobie krążek, który zdobył nagrodę Grammy w najważniejszej kategorii. Jak się okazało, jest to płyta dobra. Teksty są fajne, melodie ładne, lekkie, a produkcja stoi na wysokim poziomie. Nie jest to jednak album, po wysłuchaniu którego zaniemówiłabym z wrażenia. Czy zasłużył na tyle "ochów" i "achów"? Tylko po części. Należy pogratulować Taylor subtelności, którą obdarowuje swoje utwory. To ona sprawia, że nagrania wokalistki mają niepowtarzalny klimat. Niestety, gdzieniegdzie wkrada się nuda i powtarzalność, a to jest poważny zarzut. Całokształt oceniam pozytywnie. Spodziewałam się fajerwerków, a otrzymałam solidną dawkę przyjemnego popu.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Najlepsze: Blank Space, Style, Wildest Dreams, This Love, I Know Places
Najsłabsze: Shake It Off, I Wish You Would

Macie jakieś propozycje do kolejnej odsłony "Throwback"? Czekam na Wasze zgłoszenia w zakładce "ZGŁOŚ PŁYTĘ" xD

środa, 18 kwietnia 2018

097. Recenzja: TINASHE "Joyride" (2018)

Tinashe Kachingwe jest jedną z ciekawszych postaci we współczesnym świecie alternatywnego r&b. Szerszej publiczności dała się poznać za sprawą przeboju 2 On, wydanego w 2014 roku. Jej debiutancki krążek Aquarius narobił sporo zamieszania, zbierając tylko pozytywne recenzje. Niestety, droga do wydania kolejnej płyty okazała się być dla wokalistki zawiła.

Początkowo, Joyride miał się ukazać w październiku 2016 roku.  Promować go miały single takie jak: Player, Superlove czy Ride Of Your Life. Jak się okazało, część materiału trafiła do kosza, a Tinashe na pocieszenie ofiarowała fanom Nightride - klimatyczne, tajemnicze i zaskakująco dopracowane.  W styczniu bieżącego roku, piosenkarka powróciła z singlem No Drama, którym oznajmiła światu, że ma się dobrze, a jej muzyka wraca na odpowiednie tory.


"There's no turning back now". Tymi słowami Tinashe otwiera swoje najnowsze wydawnictwo. W krótkim, nieco dziwnym intro, wokalistka informuje słuchacza - przygotuj się na przejażdżkę. Co zatem znajdziemy na najnowszym krążku artyski? Mamy tu trzynaście kompozycji. Każda z nich utrzymana jest w rhythmandblues'owej stylistyce, wzbogaconej gdzieniegdzie o trapowe, klubowe i soul'owe brzmienia. Do grona najlepszych i najciekawszych numerów należy przede wszystkim tytułowe Joyride. Polubiłam ten utwór od pierwszego wysłuchania. Jest klimatyczny, a co najważniejsze - ukazuje Tinashe od najlepszej strony. To nagranie, od którego trudno się uwolnić. Nie można przejść obojętnie obok delikatnego He Don't Want It, które przywołuje na myśl twórczość Amerykanki za czasów Aquarius. Takich kompozycji potrzebuję.
I know what I got and I like what I like...
Don't come around with nothing, and I'm whipping out of time
We just ain't right, we just ain't right, no
Na Joyride nie brakuje dobrych numerów. Weźmy na przykład singlowe No Drama, w którym wykorzystano trapowe brzmienia. To utwór chwytliwy, przebojowy, o mrocznym, tajemniczym klimacie. Szkoda, że towarzyszący piosenkarce Offset,  nie ograniczył się tylko do swojej rapowanej zwrotki i postanowił wkurzać odbiorców dziwnymi wtrąceniami. Nie do końca wiem, co sądzić o Oh La La. Podoba mi się to jakże zmysłowe nagranie, ale przeszkadza mi w nim powtarzający się dźwięk, przypominający skrzypnięcie bujanego fotela. Jedną z lepszych piosenek na Joyride jest ładne Faded Love, nagrane we współpracy z raperem Future. To bardzo udana kompozycja. Lubię w niej delikatność i fajne, elektroniczne zabiegi w refrenie. Świetnym przerywnikiem pomiędzy numerami jest Ain't Good For Ya. Mimo, że jest bardzo krótki, to z łatwością zdobył moje uznanie. Warto posłuchać także minimalistycznego Salt oraz dopracowanego No Contest. Do grona moich faworytów zaliczam również piękną balladę Fires And Flames, w której głos Tinashe brzmi rewelacyjnie. Najsłabszym punktem krążka jest natomiast Me So Bad. To przebojowy utwór, ze sporym komercyjnym potencjałem. Niestety, nie zachwyca. Przeszkadza mi w nim przede wszystkim Ty Dolla $ign, którego partie są słabiutkie i męczące. French Montana wypada o niebo lepiej, ale nie powiedziałbym, że jest tu potrzebny. Tinashe za to, postanowiła pobawić się w Rihannę, co nie do końca mi się podoba.

Joyride to album dopracowany,  porządnie wyprodukowany i dobrze napisany. Obawiałam się o to, czy Tinashe podoła. Cieszę się, że porzuciła poprzednią, bardziej popową koncepcję na rzecz tego materiału. Jak się okazało, wokalistka znalazła złoty środek pomiędzy ambitnymi, alternatywnymi brzmieniami i przebojowymi, chwytliwymi numerami. Nagrała album dobry, stylowy i ciekawy. Jest to płyta, przy której się nie nudzę i do której będę często wracać. Mimo, że nie jest to krążek dorównujący debiutowi, to i tak może się podobać.

*MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐+
Najlepsze: Joyride, He Don't Want It, Faded Love, Fires And Flames
Najsłabsza: Me So Bad


*skala ocen 1-6

niedziela, 15 kwietnia 2018

096. Recenzja: HAYLEY KIYOKO "Expectations" (2018)

Hayley Kiyoko jest amerykańską wokalistką, aktorką, autorką tekstów oraz tancerką. Przygodę z show biznesem rozpoczynała od dziecięcych produkcji. Wystąpiła w kilkunastu filmach i serialach, m.in. w disney'owskim Lemoniada Gada, gdzie wcieliła się w jedną z głównych ról.

Hayley urodziła się w 1991 roku, w Los Angeles. Jej korzenie sięgają Japonii i Szwecji. Pierwsze muzyczne kroki, wokalistka stawiała w grupie The Stunners, gdzie występowała m.in. z Tinashe. Zespół funkcjonował w latach 2007-2011, a po jego rozpadzie, Kiyoko skupiła się na karierze aktorskiej. Do muzyki powróciła po dwóch latach, wydając epkę A Belle To Remember. Dziś ma w dorobku trzy mini-albumy i jeden longplay, który ukazał się w marcu bieżącego roku.


Debiut wokalistki składa się z trzynastu kompozycji. Wszystkie utrzymane są w delikatnej, synth-popowej stylistyce. O czym jest ten krążek? Przede wszystkim o miłości. Uściślając, o różnych jej odsłonach: od szczęśliwej, po trudną, niespełnioną. Hayley zapunktowała u mnie już od pierwszych sekund albumu. Numer Expectations (Overture) mimo, że jest tylko krótką zapowiedzią, to zaskoczył mnie swoją nastrojowością i delikatnością. Spodobało mi się to nagranie. Następne piosenki troszkę odbiegają od tego klimatu. Feelings to przebojowy, popowy utwór, opowiadający o pożądaniu i uczuciach. Jest bardzo przyjemny w odbiorze. Z kompozycją What I Need mam problem. Niby jest chwytliwa, nie brakuje jej pozytywnej energii, ale szybko się nudzi. Plusem jest tu obecność Kehlani, która swoim ciepłym wokalem dodaje numerowi subtelności. Jedną z ciekawszych piosenek w stawce jest sensualne Sleepover, czarujące niezwykle brzmiącym refrenem. Nagranie opowiada o platonicznym, trudnym uczuciu. 
But at least I got you in my head, oh yeah
At least I got you in my head, in my head
Sleepovers in my bed, oh yeah
Na Expectations królują stonowane, wyciszone brzmienia. Dlatego też, warto zwrócić uwagę na utwór Mercy/Gatekeeper, w którym wokal Hayley schowano za porządnym, ciekawym bitem. Druga część numeru ma swoje lepsze i gorsze momenty, ale całość odbieram bardzo dobrze. Polubiłam wyróżniające się Under The Blue/Take Me In. Kompozycja ta ma w sobie pewną tajemniczość, powodującą, że trudno zapomnieć o tej piosence.  Nagranie Curious nie zrobiło na mnie większego wrażenia. To dance-popowy utwór, na temat którego przeczytałam wiele pozytywnych opinii. Według mnie, jest zwyczajnie przeciętny. O niebo lepiej wypada Wanna Be Missed. To bardzo ładna, prosta kompozycja, że świetnym, rytmicznym refrenem. Z kolei,  He'll Never Love You nudzi i nie przykuwa uwagi słuchacza, jest zbędnym zapychaczem. Lekkie Palm Dreams wprowadza beztroski, wyciszający klimacik, w którym łatwo się zatracić. Album zamyka spokojne, nieco balladowe Let It Be, będące idealnym podsumowaniem krążka.

Expectations od Hayley Kiyoko jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością Amerykanki.  To dobry, porządny materiał, który pozostawia po sobie przyjemne wrażenia. Najmocniejszym jego punktem jest ładny, pełen subtelności i delikatności wokal artystki. Barwa piosenkarki ma w sobie coś szczególnego. Plusem płyty są także ciekawe, stylowe melodie. Niestety, nie jest to płyta, która zostaje na długo w pamięci. Piosenki szybko zlewają się ze sobą, a następnie uciekają w niepamięć. Szkoda, bo stylistyka, w której obraca się Hayley Kiyoko jest naprawdę interesująca.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐+
Najlepsze: Expectations (Overture), Feeling, Sleepover, Wanna Be Missed
Najsłabsze: What I Need, He'll Never Love You.

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

095. Recenzje EP'ek: THE WEEKND & NONCHALANT SAVANT

THE WEEKND - My Dear Melancholy, (2018)

Abel Tesfaye, znany jako The Weeknd, jest jedną z ciekawszych i popularniejszych gwiazd współczesnej muzyki. Wokalista ma w swoim dorobku trzy studyjne albumy oraz kilka mixtape'ów i ep'ek. W marcu tego roku ukazał się najnowszy mini-album Kanadyjczyka, zatytułowany My Dear Melancholy,

Najnowsze dzieło piosenkarza ukazało się dość niepodziewanie - bez promocji, bez większych zapowiedzi. Składa się na nie sześć kompozycji, bazujących przede wszystkim na brzmieniach alternatywnego r&b. Na krążku dominują: smutek, tajemniczość i tytułowa melancholia. Najlepszą piosenką w stawce jest szczere Call Out My Name, od którego trudno się uwolnić. Numer ma interesujące, niebanalne brzmienie i z pełnym przekonaniem przyznam, że jest to mój ulubiony utwór, jaki wyszedł spod ręki Kanadyjczyka. Warto zwrócić także uwagę na pulsujące Wasted Times, wyprodukowane przez Skrillex'a oraz na proste Privilege, będące najspokojniejszym nagraniem w stawce. Dwie kompozycje powstały we współpracy z Gesaffelstein, są to: I Was Never There oraz Hurt You. Bardziej spodobała mi się ta druga. Jest subtelna, nastrojowa, ma fajny, rytmiczny refren. Za niekonwencjonalne Try Me odpowiada Make Will Made It. To numer, który urzekł mnie od samego początku dobrym bitem. Jeśli dodamy do tego emocjonalność to w wyniku otrzymujemy porządny utwór.

The Weeknd powrócił  z przytupem. Zawiedziona przeciętnym, nużącym i zdecydowanie za długim Starboy, nie oczekiwałam od wokalisty tak dobrego materiału. Cieszę się, że moje obawy nie okazały się trafne. Ep'ka My Dear Melancholy zawiera nagrania intymne, smutne, zdecydowanie ambitniejsze i jeszcze bardziej mroczne. Kanadyjczyk pokazał słuchaczom swoją wrażliwą stronę i wyszło mu to na dobre. To wciągający i pochłaniający album. Słuchając go, nie można przejść obojętnie obok stylowych melodii, świetnych tekstów i porządnej produkcji. 
MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐
Najlepsze: Call Out My Name, Wasted Times, Hurt You
Najsłabsze: -

NONCHALANT SAVANT - !Spark! (2018)

Nicholas Pimentel, występujący pod pseudonimem Nonchalant Savant, do niedawna był postacią kompletnie mi obcą, nieznaną. O wokaliście dowiedziałam się w dniu premiery jego debiutanckiej ep'ki, na którą "wpadłam" z pomocą mediów społecznościowych. Przeglądając internet niewiele dowiedziałam się o piosenkarzu. Wiem o nim tylko to, że jest młodszym bratem Miguel'a i debiutuje na rynku muzycznym. 

Ep'ka !Spark! składa się z jedenastu piosenek. W większości są to raczej krótkie kompozycje. Nagrane zostały we współczesnej rhythmandblues'owej stylistyce. Najciekawiej prezentuje się numer Mixed Signals. To stonowany utwór, w którym wokalista umiejętnie wykorzystuje swój delikatny głos. Przyjemnie wypada ciekawe Vino, charakteryzujące się powolnym, wręcz leniwym wykonaniem. Kontrastuje ono z rytmicznym, żywszym bitem. Quotable z kolei, przyciąga uwagę melodią, w której obok elektroniki wykorzystano instrumenty dęte. Spodobało mi się ładne, nastrojowe ...calling. Mocnym punktem mini-albumu jest Cupcakes, które wzbogacono o damski wokal. Jest to prosta kompozycja, w której szczególnie lubię refren. Króciutkie Hacerlo jest natomiast świetnym przejściem pomiędzy kolejnymi numerami. W Deepends nagromadzono całe mnóstwo dziwnych, niebanalnych dźwięków i brzmi to nieźle. Nużącym i troszkę przekombinowanym nagraniem jest Same Way. Nie do końca zrozumiałam zamysł na ten utwór. Jest to piosenka słaba i dziwaczna. 

Nonchalant Savant obraca się wokół ciekawej, interesującej estetyki. Numery, znajdujące się na jego debiutanckim krążku są rytmiczne, klimatyczne, bardzo przyjemne. Niestety, po kilkukrotnym przesłuchaniu materiał szybko się nudzi. Brakuje mu przebojowości i błysku. Jednakże, !Spark! pozostawia po sobie przyjemne odczucia. Debiut wokalisty oceniam pozytywnie. Nonchalant Savant jest bardzo ciekawą postacią. Będę śledzić rozwój jego muzycznej przygody. 
MOJA OCENA: ⭐⭐⭐+
Najlepsze: Mixed Signals, Hacerlo
Najsłabsza: Same Way

piątek, 6 kwietnia 2018

094. Throwback: RIHANNA "Talk That Talk" (2011) & "Unapologetic" (2012)

Talk That Talk

Trudno o drugą taką postać w show biznesie. Wydawała płyty rok po roku, osiągała ogromne komercyjne sukcesy, ma w swoim dorobku kilkanaście singlowych hitów, jest osobą nietuzinkową, szczerą, kontrowersyjną, a czasami nawet bezczelną, ale przede wszystkim jest lubiana. 

Przenieśmy się w czasie do roku 2011. Dokładnie dwanaście miesięcy po wydaniu płyty Loud, Rihanna prezentuje światu nowy materiał. Album Talk That Talk, promowany przez megahit We Found Love, ukazuje się w listopadzie i osiąga spory, lecz nie tak spektakularny sukces, jakby się tego spodziewano. Na szóstką płytę Barbadoski złożyło się jedenaście kompozycji, utrzymanych w stylistyce łączącej gatunki takie jak: r&b, hip hop i elektronika. 

Album otwiera popowy numer You Da One, w którym w fajny, ciekawy sposób wykorzystano elementy reggae. To bardzo przebojowa i chwytliwa piosenka, pozostawiająca po sobie miłe wspomnienia. Do lepszych momentów krążka zaliczam również, nieco hip-hopowe Talk That Talk. Ten utwór to moje guilty pleasure. Refren brzmi w nim obłędnie dobrze, a rapowana zwrotka Jay'a Z po prostu tu pasuje. Jak dla mnie bomba! Szybko polubiłam króciutką kompozycję Brithday Cake, która ma w sobie niepowtarzalny, odrobinę tajemniczy charakter. Ten rhythmandblues'owy numer szybko wpada w ucho za sprawą genialnego bitu. Pokochałam piosenkę Drunk On Love, w której głos Rihanny wypada nad wyraz dobrze. Jest to piękne, nostalgiczne nagranie, godne polecenia. Jedną z lepszych nie-singlowych kompozycji wokalistki jest synthpopowy utwór Roc Me Out. Jest to mocna, energetyczna kompozycja, w której swoje robi świetny podkład muzyczny. Warto sięgnąć po trochę dziwne, ale przyjemne Cookiness oraz po balladowe, spokojne We All Want Love. Mieszane uczucia towarzyszą mi gdy słucham We Found Love. Z jednej strony, podobają mi się ładne, ślicznie wykonane zwrotki, z drugiej zaś, nie mogę się przekonać do tych elektronicznych, tanecznych bitów, wyprodukowanych przez Calivina Harrisa. Dużo słabiej wypada natomiast Where Have You Been, którego zwyczajnie nie lubię. To piosenka męcząca, przeładowana elektroniką.

Szósty krążek Rihanny to dobry materiał. Polubiłam go za jego pozytywną energię, fajne, niebanalne bity, urozmaicone podkłady muzyczne i świetną produkcję. To album, do którego warto czasem wracać, żeby poprawić sobie nastrój. Talk That Talk zaskakuje swoją przebojowością, dlatego też bardzo szybko go polubiłam.
MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐+
Najlepsze: Talk That Talk, Brithday Cake, Drunk On Love, Roc Me Out
Najsłabsze: Where Have You Been



Unapologetic

Rok 2012. Kolejna płyta. Rihanna nie zwalniała tempa. Błyskawicznie przeskakiwała z jednej ery do drugiej, tworząc przy tym kolejne hity. Można się zastanawiać, ile czasu potrzeba, aby nagrać porządny album? Barbadoska zrobiła to w pięć miesięcy. Gdy inni skupiają się na minusach Unapologetic, ja szukam jego plusów. Kilka znalazłam.

Na Unapologetic znajdziemy czternaście kompozycji. Brzmienie krążka jest urozmaicone. Obok "typowych" dla wokalistki rhythmandblues'owych numerów, znajdziemy również utwory utrzymane w gatunkach takich jak dubstep i electro-dance.

Do najmocniejszych punktów Unapologetic zaliczam przede wszystkim Diamonds. To popowo-rhythmandblues'owa kompozycja, wzbogacona o elektroniczne brzmienia. Barbadoska brzmi tutaj bardzo korzystnie. Ponadto, buduje tajemniczy, nieco podniosły nastrój. Warto zatrzymać się na chwilę przy trapowym Pour It Up. To numer charakterny, zadziorny, z pazurem. Taką Rihannę lubię najbardziej. W Stay natomiast, piosenkarka czaruje głosem i emocjami. Piosenka Loveeeeeee Song zaskakuje swoją delikatnością, subtelnością. Wokalistce towarzyszy tu raper Future i przyznam, że nie spodziewałam się, że tak dobrze będzie pasował do tego utworu. Do "elity" zaliczam także Love Without Tragedy/Mother Mary. Nagranie składa się z dwóch części. W obydwu wyczuwalne są inspiracje latami osiemdziesiątymi. Kompozycja Jump jest z pewnością jedną z ciekawszych na krążku. To dupstep'owy numer, w którym najbardziej polubiłam ładne, delikatne zwrotki. Numb z kolei, brzmi dobrze do momentu, w którym pojawia się Eminem. Do swoich korzeni, Barbadoska powraca w lekkim No Love Allowed, utrzymanym w stylistyce reggae. Troszkę wynudziłam się przy ładnym, ale niezachwycającym Get It Over It. Do najgorszych momentów należą natomiast utwory Phresh Out The Runaway i Right Now. Obydwa wyprodukowane zostały przez Davida Guettę i powiedzmy sobie szczerze - brzmią "tanio" i irytująco.

Unapologetic to album, z którym trzeba się porządnie osłuchać. W pewnym momencie byłam skłonna wylać na wokalistkę wiadro pomyj, ale powstrzymałam się i dalej słuchałam. Jak się okazało, płyta zyskuje z czasem i warto po nią sięgnąć. Ja nie żałuję, że to zrobiłam i cieszę się, że nie poddałam się po drugim odsłuchu. Dużo tu szaleństwa, zabawy. Może nie jest to album w 100% dopracowany, ale ma swoje dobre momenty.
MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Najlepsze: Diamonds, Pour It Up, Loveeeeeee Song, Stay
Najsłabsze: Phresh Out The Runaway, Right Now


sobota, 31 marca 2018

093. Moje muzyczne podsumowanie miesiąca: MARZEC'18

I. NAJLEPSZE UTWORY, KTÓRE UKAZAŁY SIĘ W MARCU

KYGO FT. MIGUEL - REMIND ME TO FORGET
Szesnastego marca ukazał się najnowszy singiel norweskiego dj'a i producenta - Kygo. W piosence gościnnie występuje Miguel, którego wokal (jak zwykle 😃) świetnie brzmi. Mimo, że nie lubię muzyki z pogranicza dance/electronic, to ten kawałek polubiłam. Nie będę ukrywać, że jest to znaczna zasługa mojego ulubionego wokalisty.

NONCHALANT SAVANT - MIXED SIGNALS
Swoją premierę w marcu miała debiutancka ep'ka wokalisty, nagrywającego pod pseudonimem Nonchalant Savant. Mini-album !Spark! składa się z jedenastu, w większości krótkich kompozycji, utrzymanych w nowoczesnym, rhythmandblues'owym brzmieniu. Najlepszą piosenką w stawce jest stonowane, stylowe Mixed Signals, które od pierwszego przesłuchania skradło moje serce.

CALUM SCOTT - HOTEL ROOM
Swój debiut zaliczył także, znany z Brytyjskiego Mam Talent, Calum Scott. Jego pierwszy studyjny longplay pełen jest emocjonalnych, balladowych kompozycji. Jedną z ciekawszych jest pięknie zaśpiewane Hotel Room, zamykające krążek. To numer wyrazisty, z mocnym, genialnie brzmiącym refrenem. Polecam wszystkim fanom Sama Smith'a.

ADY SULEIMAN - NOT GIVING UP & NEED SOMEBODY TO LOVE
Długo zastanawiałam się, które piosenki wokalisty wyróżnić. Mam kilku ulubieńców z debiutanckiej płyty Brytyjczyka, dlatego ciężko mi było się zdecydować tylko na dwa numery. Finalnie, zdecydowałam, że muszę tu wspomnieć o lekkim, pełnym świeżości Need Somebody To Love i o wyluzowanym, wciągającym Not Giving Up. Kto nie zna, musi KONIECZNIE nadrobić!

II. ALBUMY, KTÓRE POZNAŁAM W MARCU


Czego słuchałam w marcu? Przede wszystkim r&b. Poznałam najnowsze wydawnictwo rapera (wokalisty), ukrywającego się pod pseudonimem Xxxtentacion. Album "?" nie należy do najdłuższych. Co ciekawe, na trackliście znajdziemy aż 18 pozycji, ale cały krążek trwa zaledwie 37 minut. Bardzo polubiłam się z debiutanckim materiałem Rosalie. Falshback mnie absolutnie zaczarowało. Podobne wrażenie wywarł na mnie album Memories od Ady'ego Suleiman'a. To krążek zarówno przebojowy, jak i emocjonalny. Bardzo dobrze odebrałam debiuty wokalistek: Jorji Smith i Sabriny Claudio. Obydwie panie wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Ciekawym muzycznym doznaniem są także ep'ki: !Spark! (Nonchalant Savant) i Twos (anders). Ogromnym zaskoczeniem jest dla mnie najnowszy mini-krążek The Weeknd'a. Od wczoraj słuchałam go zaledwie trzy razy, ale już zdążyłam go polubić. Wypada o niebo lepiej niż jego poprzedni longplay. Porządny debiut zaliczył, wspomniany wcześniej Calum Scott. Marcowe zestawienie uzupełniją: OneRepublic (Dreaming Out Loud), Kali Uchis (Por Vida) oraz zbiór ep'ek Ed'a Sheeran'a (5).

III. PODSUMOWANIE WG LAST.FM

TOP 5 PIOSENEK
1.  Kygo ft. Miguel - Remind Me To Forget
2. Ady Suleiman - Sad Story Refix
3. Calum Scott - Dancing On My Own
4. Ady Suleiman - Not Giving Up
5. Calum Scott - Hotel Room

TOP 5 ARTYSTÓW
1. Ed Scheeran
2. Ady Suleiman
3. Calum Scott
4. Khalid
5. Nonchalant Savant

TOP 5 ALBUMÓW
1. Ady Suleiman "Memories"
2. Calum Scott "Only Human"
3. Khalid "American Teen"
4. Nonchalant Savant "!Spark!"
5. Sabrina Claudio "Confidently Lost"

poniedziałek, 26 marca 2018

092. Ranking: najlepsze nie-singlowe piosenki Ed'a Sheeran'a


Subiektywny ranking nie-singlowych piosenek Ed'a Sheeran'a. 

MIEJSCE 10.  DIVE - Odliczanie zaczynam od kompozycji, pochodzącej z krążka Divide. Przyznam, że nie jest mój ulubiony album Ed'a, ale niektóre utwory sprawiają, że nie da się przejść obok nich obojętnie. Dive to emocjonalnie wykonana, ładna piosenka, którą określiłabym jako "typową" dla wokalisty. Jest to romantyczny numer, idealnie sprawdzający się w roli serenady. 


MIEJSCE 9. RUNAWAY - Oczko wyżej jeden z tych utworów, które określam jako swoje "guilty pleasure". Zdaję sobie sprawę, że piosenka Runaway nie jest najambitniejszą kompozycją wokalisty, ale słucha się niezwykle przyjemnie. To wesoły, wpadający w ucho numer, będący wynikiem współpracy Ed'a z Pharrell'em Williams'em. To jedno z bardziej przebojowych nagrań w dyskografii artysty.


MIEJSCE 8. AFIRE LOVE - Ed Sheeran rozpoczął prace nad tym utworem dwa tygodnie przed śmiercią swojego dziadka, który był chory na Alzheimera. Plotka głosi, że wokalista skończył pisać numer w dniu pogrzebu. Emocje w tej kompozycji są ogromne. Afire Love to śliczna, popowa ballada, udowadniająca, że Ed jest mistrzem w pisaniu dobrych, osobistych tekstów.


MIEJSCE 7. ERASER - Jednym z mocniejszych punktów Divide jest Eraser. To numer, opowiadający o sławie i o drodze, jaką musiał przejść wokalista, aby stać się gwiazdą muzyki. Rapowane zwrotki, połączono tu z chwytliwym, rytmicznym refrenem, co spowodowało, że piosenka jest jedną z ciekawszych w dyskografii Sheeran'a. Ja ją uwielbiam i często do niej wracam.


MIEJSCE 6. HAPPIER - Kolejna kompozycja w moim zestawieniu, to numer o dawnej miłości, będącej teraz u boku innej osoby. Happier ma wszystko to, co powinna mieć popowa ballada - od bardzo dobrego tekstu, po ładną linię melodyczną. To jeden z najbardziej niedocenianych numerów piosenkarza. Piosenka ta zasługuje na znaczenie większą uwagę.


MIEJSCE 5. NINA - Przebojowy, bujający, chwytliwy - tymi słowami opisać należy ten numer. Nina to jeden z lepszych momentów płyty x. Uwagę przykuwa tu przede wszystkim genialna produkcja. Podoba mi się także sposób, w jaki połączono rhythmandblues'owe brzmienia z gitarowym graniem. Ręce same składają się do oklasków.

MIEJSCE 4. SUPERMARKET FLOWERS - Miejsce tuż za podium zajmuje jedna z lepszych ballad Ed'a. Supermarket Flowers chwyta słuchacza za serce. To utwór, który został napisany przez wokalistę z perspektywy kobiety, która straciła swoją matkę. Jest to dość nietypowy, ale jakże ciekawy zabieg. Piosenka ujmuje swoją prostotą i dojrzałością.


MIEJSCE 3. MAKE IT RAIN - Numer ten poznałam zaledwie kilka dni temu. Jest to piosenka, która powstała na potrzeby serialu "Synowie Anarchii". Nie jest to utwór napisany przez Ed'a Sheeran'a, ale jest przez niego genialnie wykonany. Blues'owe inspiracje, gitarowe brzmienia i mocny wokal - te elementy składają się na sukces kompozycji.


MIEJSCE 2. THE MAN - Być może dla niektórych "rapujący" Ed Sheeran brzmi dziwnie, a nawet komicznie, ale ja lubię go w takim wydaniu. W The Man wokalista wypadł naprawdę dobrze. To numer utrzymany w stylistyce, łączącej nieco hip-hopowe brzmienia z soul'em. Najmocniejszym fragmentem piosenki jest refren, który uzależnia i na długo pozostaje w głowie. To jeden z lepszych refrenów, jakie słyszałam.


MIEJSCE 1. KISS ME - Nie mogło być inaczej. Kiss Me to moja ulubiona nie-singlowa kompozycja Ed'a Sheeran'a. Jest delikatnie zaśpiewana i zagrana. To niezwykłe, klimatyczne nagranie, do którego mam ogromny sentyment. Piękna, prosta melodia, wzbogacona została o dźwięki skrzypiec. Słuchając tego utworu, mam wrażenie jakby wokalista szeptał mi do ucha.


Kolejne miejsca: 11. So, 12. The City, 13. Lately, 14. Sunburn, 15. What Do I Know?

czwartek, 22 marca 2018

091. Recenzja: ADY SULEIMAN "Memories" (2018)


Ady Suleiman urodził się w 1992 roku, w Wielkiej Brytanii. Jest wokalistą i autorem tekstów. Artysta ma w swoim dorobku trzy studyjne ep'ki, a marcu bieżącego roku ukazał się jego debiutancki longplay, zatytułowany Memories

Lubię debiuty artystów, którzy dokładnie wiedzą, jaką muzykę chcą nagrywać i nie błądzą, szukając swojego brzmienia. Takim właśnie wokalistą jest Ady Suleiman. To zdolny, młody człowiek, nagrywający przede wszystkim soul'owe numery. Na jego debiutancki materiał trafiłam zupełnie przypadkowo. W jednej z polecanych mi playlist na Spotify, znalazłam jedną z piosenek Brytyjczyka. Utwór spodobał mi się tak bardzo, że postanowiłam przesłuchać całą płytę, czego nie żałuję, bo to kawał dobrej, stylowej muzyki.


Na Memories składa się trzynaście kompozycji, utrzymanych w gitarowo-soul'owych brzmieniach. Moją ulubioną piosenką z całej stawki jest Sad Story - Refix. To odświeżona wersja numeru Out Of Luck, wydanego przez wokalistę w 2015 roku. Ponadto, utwór ten możemy usłyszeć prawie w każdej stacji radiowej, w zremiksowanej wersji duetu Merk & Kremont. To uzależniająca kompozycja, z bardzo przebojowym i chwytliwym refrenem, który na długo po przesłuchaniu tkwi w umyśle słuchacza. Bardzo polubiłam stylową, emocjonalną piosenkę Memories, będącą jednym z mocniejszych punktów krążka. Nie sposób przejść obojętnie obok numeru Serious. Utwór zaskakuje rytmicznym, świetnie brzmiącym podkładem muzycznym.
So when will you start to hear my voice speak
So I can say what's on my mind
Oh no, no, no, no you don't want to listen to me
Cause you're scared that I might be right
Ady Suleiman czaruje słuchacza nie tylko pięknym wokalem i lekkimi melodiami, ale także dobrymi, przemyślanymi i osobistymi tekstami. Od tej strony genialnie wypada Need Somebody To Love. To ładne, soul'owe nagranie, pełne świeżości i autentyczności. Podobne odczucia towarzyszą mi, gdy słucham leniwego, wciągającego Say So. Jest to kompozycja, w której fajnie wykorzystano stonowane, elektroniczne brzmienia. Do moich ulubieńców zalicza się także wyluzowany numer Not Giving Up, który podobnie jak poprzednicy - wciąga bez reszty. Co jeszcze oferuje nam wokalista? Na Memories znajdziemy: bujające, przyjemne w odbiorze I Remember, stonowane Longing For Your Love oraz ładne, balladowe If I Die. Każda z nich zasługuje na uwagę i dobre słowo. To kompozycje ciekawe, zróżnicowane, ale pasujące do tego jakże wyjątkowego materiału. 

Memories to album więcej niż dobry. To krążek pełen świeżości, emocji i dojrzałości. Podoba mi się ten materiał. Jest taki nieoczywisty, niebanalny, stonowany i przebojowy zarazem. Suleiman zabiera słuchacza w podróż, przekazuje mu swoje wspomnienia i przeżycia. Opowiada on historię w sposób ciekawy i wciągający. Uwagę przykuwa spójność tego materiału. Żaden utwór nie znalazł się tu przez przypadek. Każdy kolejny numer, idealnie wkomponowuje się w całość. Jeśli lubicie soul'owe kompozycje i gitarowe brzmienia, to jest to płyta idealna dla Was. Polecam serdecznie, bo genialnie się przy niej bawiłam, a czasem nawet wzruszałam. 

*MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐+
Najlepsze: Need Somebody To Love, Serious, Memories. Not Giving Up, Sad Story - Refix
Najsłabsze:

*skala ocen 1-6

niedziela, 18 marca 2018

090. Recenzje EP'ek: SABRINA CLAUDIO, JORJA SMITH

SABRINA CLAUDIO - Confidently Lost (2017)

Sabrina Claudio urodziła się w 1996 roku, w Stanach Zjednoczonych. Jest wokalistką i autorką tekstów, pochodzącą z Miami. Pierwsze poważne muzyczne kroki stawiała w roku 2016, udostępniając swoją muzykę w internecie. W marcu ubiegłego roku ukazał się jej debiutancki materiał, zatytułowany Confidently Lost

Ep'ka młodej wokalistki składa się z siedmiu kompozycji, utrzymanych w stylistyce łączącej alternatywne r&b z soulem. Jedną z ciekawszych piosenek na mini-albumie jest nieco oldschool'owe To Much To Late. To fajny, bujający numer, z chwytliwym, zapadającym w pamięć refrenem. Spodobało mi się także, seksowne, sensualne, bardzo klimatyczne Tell Me, w którym wyczuwalne są jazz'owe i soul'owe inspiracje. Tytułowe Confidently Lost zachwyca swoją subtelnością. Ponadto, piosenka jest świetnie skomponowana i ślicznie zaśpiewana. Uwagę przykuwa głęboki, hipnotyzujący numer Orion's Belt oraz prosta ballada Runnin' Thru Lovers. Warto posłuchać kompozycji I Don't, która najlepiej ukazuje wokalne możliwości Sabriny Claudio. To właśnie wokal gra pierwsze skrzypce w tym utworze. 

Debiutancka ep'ka Sabriny Claudio jest świetnym materiałem. Jest to album pełen świeżości i delikatności. Nie brakuje tu refleksyjnych i "życiowych" tekstów, wokale są śliczne i bardzo harmonijne, a produkcja stoi na wysokim poziomie. Wokalistkę polubiłam bardzo szybko, dlatego koniecznie muszę się zapoznać z całym jej muzycznym dorobkiem. 

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐
Najlepsze: To Much To Late, Tell Me, Confidently Lost
Najsłabsze: -

JORJA SMITH - Project 11 (2016)

Jorja Smith to jedno z gorętszych nazwisk w brytyjskim przemyśle muzycznym. Urodzona w 1997 roku wokalistka ma w swoim dorobku m.in: współpracę  z Drake'm oraz nagrodę krytyków Brit Awards 2018. Uwagę słuchaczy przykuwa mocnym, głębokim wokalem i niespotykaną charyzmą. Debiutancka ep'ka artystki ukazała się w listopadzie 2016 roku.

Na Project 11 składa się pięć pozycji. Każda z nich utrzymana jest w klimatycznym, wyjątkowym nastroju. Kompozycje bazują przede wszystkim na brzmieniach z pogranicza jazz'u, soul'u i alternatywnego r&b. Album otwiera Something In The Way, które intryguje swoim tajemniczym, zaskakującym wstępem. To numer, który określić można jako zderzenie jazz'owych brzmień ze stylowym popem. W melancholijnym So Lonely króluje natomiast ogromna dojrzałość i emocjonalność. Piękny wokal Jorji idealnie brzmi przy spokojnym akompaniamencie fortepianu. Podobnie jest w przypadku Carry Me Home, w którym gościnnie śpiewa Maverick Sabre. Ep'kę zamyka numer Inperfect Circle. To świetna kompozycja, w której na pierwszy plan wychodzą bass i perkusja. Prosty, nieskomplikowany refren brzmi bardzo nowatorsko i przyjemnie.

Project 11 to bardzo udany debiut. Jorja Smith jest wokalistką niezwykle wyrazistą i doskonale to wykorzystuje. Jej charyzma dodaje utworom niepowtarzalnego charakteru, co powoduje, że z ogromną przyjemnością się do nich powraca. To materiał traktujący nie tylko o miłości, ale także o życiu i nienawiści. Czekam na dalsze poczynania wokalistki.

*MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐+
Najlepsze: So Lonely, Inperfect Circle
Najsłabsze:


*skala ocen 1-6

poniedziałek, 12 marca 2018

089. Recenzja: KHALID "American Teen" (2017)

Khalid Donnel Robinson urodził się w 1998 roku, u Stanach Zjednoczonych. Jest wokalistą i autorem tekstów. Zadebiutował dwa lata temu singlem Location, który dotarł do szesnastego miejsca Billboard Hot 100. W marcu ubiegłego roku ukazał się debiutancki krążek wokalisty, zatytułowany American Teen. Khalid ma na swoim koncie pięć nominacji do nagród Grammy, w kategoriach takich jak: najlepszy nowy artysta oraz najlepsza piosenka r&b. 

Pewna plotka głosi, że Kylie Jenner na jednym z filmików na Snapchacie, słuchała piosenki Location, dlatego to dzięki niej numer stał się popularny. Owszem, wierzę w potęgę internetu oraz w medialną potęgę rodziny Kardashian'ów/Jenner'ów, ale teoria ta wydaje mi się być naciągana. Khalid jest postacią wyrazistą, utalentowaną i zwyczajnie ciekawą. Z takimi cechami droga po sukces nie jest szczególnie wyboista.

Album American Teen składa się z piętnastu kompozycji, utrzymanych w stylistyce alternatywnego r&b i synth-popu. Do najlepszych, a raczej do moich ulubionych piosenek zaliczam m.in. singlowe Location. To utwór klimatyczny, hipnotyzujący, z bardzo aktualnym, dobrym przekazem. Warto sięgnąć po nieco smutne Saved, w którym uwagę przykuwa świetna linia melodyczna. Numer opowiada o tęsknocie za dawną miłością. Polubiłam również chwytliwe, odprężające Young Dumb & Broke, charakteryzującym się nieśpiesznym, pozytywnym nastrojem.
So you're still thinking of me
Just like I know you should
American Teen to krążek wyrazisty, na którym dominują stonowane brzmienia. Mocnym jego punktem jest utwór tytułowy. American Teen to numer, z którym utożsamiać może się wielu amerykańskich nastolatków. Podobnie jest w przypadku energetycznego 8TEEN i bujającego Let's Go. Spodobała mi się kompozycja Another Sad Love Song, w której przebojowy refren podszyto, wpadającym w ucho bitem. Nie można przejść obojętnie obok piosenki Cold Blooded. Utwór traktuje o cierpieniu, o bólu. Jest spokojny, delikatnie zaśpiewany i ładnie skomponowany. W podobnym nastroju utrzymane jest, zaaranżowane na pianino - Coaster. Spodobały mi się także: oldschool'owe, opowiadające o samotności Winter, nieco poetyckie, balladowe Angels oraz stylowe, urzekające Therapy. Nie do końca "kupuję" piosenki Keep Me i Shot Down. Są przeciętne, nie wyróżniają się. Nazwałabym je tzw. "zapychaczami". 

Debiut młodziutkiego wokalisty uważam za udany. Khalid urzekł mnie autentycznością, swobodą z jaką podchodzi do swojej twórczości, a także dojrzałością. American Teen charakteryzuje się minimalizmem i wyrazistością. To krążek bogaty w ładne melodie i ciekawe, niebanalne teksty. Album jest o młodości, dorastaniu, ale przede wszystkim o miłości. Mocnym punktem płyty jest wokal. Khalid ma głęboką, szorstką i nieco smutną barwę, sprawiającą że numery są jeszcze bardziej wyjątkowe. Trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, że nie każdy takie wokale lubi, dlatego niektórzy mogą się troszkę z tym materiałem pomęczyć. Minusem albumu jest jednak zbyt duża liczba piosenek. Krążek jest troszeczkę za długi, a niektóre numery są niepotrzebne. Podsumowując, American Teen to materiał dobry, idealny zarówno na zimowe wieczory, jak i na lekkie, wiosenne popołudnia. 

*MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐+
Najlepsze: Young Dumb & Broke, Location, Saved, Cold Blooded
Najsłabsze: Keep Me, Shot Down

*skala ocen: 1-6

poniedziałek, 5 marca 2018

088. Recenzja: BLACK PANTHER THE ALBUM (2018)

W dzisiejszych czasach, soundtacki są nieodłącznym elementem niejednego filmu. Ukazują się coraz częściej. Jedne mają duże powodzenie, inne przechodzą bez większego echa. Ścieżka dźwiękowa do najnowszej produkcji Marvel'a, narobiła nie lada zamieszania w muzycznym świecie i to nie bez powodu. 

Można powiedzieć, że powstanie filmu "Czarna Pantera" jest momentem przełomowym dla dużej części Amerykanów. Dlaczego? Ponieważ, po raz pierwszy na ekrany kin przeniesiono czarnoskórego superbohatera. Premiera filmu odbyła się 16 lutego, a tydzień wcześniej ukazał się album, z utworami do tej produkcji. Za płytę odpowiada m.in. Kendrick Lamar, który jest producentem wykonawczym krążka. 

Album składa się z czternastu kompozycji, łączących hip hopowe i rhythmandblues'owe dźwięki z afrykańskimi brzmieniami. Płytę otwiera piosenka, nagrana przez Kendrick'a Lamar'a - Black Panther. Jest to numer dość dziwny. Z jednej strony, jest klimatyczny, ciekawy, a z drugiej - ciężko się go słucha. Dużo lepiej wypada singlowe All The Stars (Kendrick Lamar & SZA). O tym utworze wspominałam już kilkakrotnie. To przebojowa, coraz popularniejsza ostatnio kompozycja, utrzymana w klasycznym, rhythmandblues'owym klimacie. Mnie ta piosenka wciągnęła bez reszty i ciągle mam w głowie fragment "love, let's talk about love". Uwagę przyciągają również: melodyjne, rytmiczne X (ScHoolboy Q, 2 Chainz, Saudi) oraz wyluzowane, odprężające The Ways (Khalid, Swee Lee). 

Im dalej, tym ciekawiej. Weźmy na przykład numer Opps (Vince Staples, Yugen Blakrok). To utwór, w którym umiejętnie połączono nowoczesną elektronikę z afrykańskimi brzmieniami. O bardzo wysokim poziomie krążka świadczy m.in. kompozycja Paramedic! (SOBxRBE). W tej piosence wyróżnia się ciekawy, pełen świeżości refren. Swoje trzy grosze dorzuciła także młodziutka Jorja Smith. Wokalistka nagrała numer I Am, który jest jednym z lepszych w całej stawce. Elektryzujący wokal i mroczny, nieco "brudny" bit, sprawiają, że utwór jest absolutnie wyjątkowy. 
I been out here tryin' to see my homecoming
And of course, somebody's always gonna say something
Try and shoot me down for voicing my own opinion
Triggering a part of me that's always been indifferent
Prawdziwą "petardą" na albumie jest King's Dead. Za numer ten odpowiadają: Jay Rock, Kendrick Lamar, Future i James Blake. Jest to genialny utwór, który w najlepszy sposób ukazuje umiejętności raperów. Szalony bit i niezwykły flow sprawiają, że nie można przejść obojętnie obok tej piosenki. Moją ulubioną kompozycją jest jednak Seasons (Mozzy, Sjava, Reason). To niebanalny numer z ciekawym podkładem muzycznym, bardzo fajną warstwą tekstową i jakże wyrazistym wykonaniem. Polubiłam także: stonowane Bloody Waters ( Ab-Soul, Anderson Paak, James Blake) oraz ciekawe Big Shot (Kendrick Lamar, Travis Scott). Nie przekonała mnie kompozycja Redemption (Zacari, Babes Wodumo). Idealnie oddaje klimat filmu, ale nie w żaden sposób nie zachwyca. Płytę zamyka przebojowy utwór Pray For Me, nagrany przez wokalistę The Weeknd. To piosenka odrobinę przewidywalna, typowa, ale mimo to, może się podobać. 

Balck Panther: The Album to materiał energetyczny, momentami nostalgiczny i tajemniczy, ale przede wszystkim - oddający klimat filmu.  Numery są świetnie wyprodukowane, melodie są wciągające i rytmiczne, a teksty po prostu dobre. Nie wiem do czego miałabym się przyczepić. Plusem krążka jest także obsada. Obok powszechnie znanych postaci takich jak Kendrick Lamar czy Future, usłyszeć możemy wschodzące gwiazdy "czarnej muzyki", należą do nich m.in.: SZA, Khalid czy Jorja Smith. Z czystym sumieniem mogę polecić ten album. Jest bardzo dobry i spójny. Polubiłam go mimo, że nie słucham na co dzień hip hopu.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐
Najlepsze: All The Stars, I Am, Paramedic!, King's Dead, Seasons
Najsłabsze: Redemption

środa, 28 lutego 2018

087. Moje muzyczne podsumowanie miesiąca: LUTY'18


I. NAJLEPSZE UTWORY, KTÓRE UKAZAŁY SIĘ W LUTYM

JUSTIN TIMBERLAKE - HIGHER HIGHER
Drugiego lutego ukazał się piąty studyjny krążek Justin'a Timberlake'a. Jednym z lepszych numerów na albumie jest Higher Higher. Jest to udana kompozycja, utrzymana w rhythmandblues'owej stylistyce, w której doszukać się można nieco rockowych inspiracji. Ten numer "katuję" od początku miesiąca i nie potrafię się uwolnić od rytmicznego: success is cool, money is fine, but you're special, another level.

MOZZY, SJAVA, REASON - SEASONS
W lutym swoją premierę miała ścieżka dźwiękowa do filmu Czarna Pantera. Jedną z lepszych, a nawet najlepszą piosenką jest Seasons. To niebanalna kompozycja, z mocnym, ciekawym podkładem muzycznym, fajną warstwą tekstową i jakże wyrazistym wykonaniem. Podoba mi się nieco tajemniczy nastrój utworu, dzięki któremu numer zyskuje na wyjątkowości. 

JORJA SMITH - I AM
Słuchając albumu z muzyką do Czarnej Pantery, nie można przejść obojętnie obok numeru I Am, nagranego przez młodziutką Jorję Smith. Ciężki, mroczny bit jest najmocniejszym punktem piosenki. Swoje robi także, elektryzujący, świetny głos wokalistki. Ponadto, podoba mi się bridge, w którym usłyszeć możemy Kendrick'a Lamar'a. 

BLACK ATLASS FT. JESSIE REYEZ - SACRIFICE
Kolejną ścieżką dźwiękową, która ukazała się w lutym jest muzyka do filmu Nowe Oblicze Grey'a. Moją ulubioną kompozycją na krążku jest Sacrifice, za które odpowiadają Black Atlass i Jessie Reyez. Utwór jest wyważony, nastrojowy, zmysłowy i świetnie zaśpiewany.  Przyjemnie się go słucha, dlatego bardzo lubię do niego powracać. 

RHYE - COUNT TO FIVE
W lutym ukazał się drugi album Rhye. Blood pełne jest stonowanych, nastrojowych i odprężających dźwięków. Moją ulubioną kompozycją na krążku jest Count To Five. To numer utrzymany w stylistyce, łączącej elektronikę, r&b i soul. Brzmi bardzo stylowo, ma niepowtarzalny charakter, który czyni muzykę Rhye niepowtarzalną i wyjątkową. 

Wyróżnienia: JAY ROCK, KENDRICK LAMAR, JAMES BLAKE, FUTURE - KING'S DEAD; TINASHE - FADED LOVE (FT. FUTURE); SOB X RBE - PARAMEDIC!; THE WEEKND & KENDRICK LAMAR - PRAY FOR ME; AB SOUL, ANDERSON PAAK, JAMES BLAKE - BLOODY WATERS; RHYE - PHOENIX; JUSTIN TIMBERLAKE - MONTANA

II. ALBUMY, KTÓRE POZNAŁAM W LUTYM
W lutym udało mi się poznać dziesięć albumów. Pojawiło się parę nowości, do których podeszłam z prawdziwym entuzjazmem. Poznałam także kilka klasyków sprzed lat. Pierwsza połowa lutego upłynęła mi z muzyką Justin'a Timberake'a. W związku z premierą najnowszego materiału wokalisty, postanowiłam bliżej przyjrzeć się jego wcześniejszej twórczości. Najbardziej polubiłam seksowne FutureSex/LoveSounds (2006) i poukładane, dopracowane The 20/20 Experience 2 of 2 (2013). Obydwie płyty trafiają na półkę z moimi ulubionymi krążkami.


W lutym udało mi się zakończyć poznawanie dyskografii Rihanny. Unapologetic (2012) był jedynym albumem wokalistki, którego nie znałam w całości. Polubiłam go. Może nie jest to jej najlepszy materiał, ale przynajmniej jest poukładany i "jakiś". Zapoznałam się także z twórczością Rhye. Co prawda, z Woman (2013) ciągle się osłuchuję, ale o Blood (2018) zdążyłam wyrobić sobie opinię. To płyta ciekawa, nastrojowa, a nawet kojąca. Luty przyniósł nam dwa porządne soundtracki. Pierwszy to ścieżka dźwiękowa z ostatniej części przygód Grey'a. To materiał dobry, z kilkoma perełkami. Bardziej polubiłam jednak album z muzyką z Czarnej Pantery. Widziałam ten film, dlatego mogę stwierdzić, iż krążek oddaje jego wyjątkowy charakter.


III. PODSUMOWANIE LUTEGO WG LAST.FM

TOP 5 PIOSENEK
1. Miguel - Sure Thing
2. Justin Timberlake - Higher Higher
3. Jhene Aiko ft. Rae Sremmurd - Sativa
4. Mozzy, Sjava, Reason - Seasons
5. Tinashe ft. Future - Faded Love

TOP 5 ARTYSTÓW
1. Justin Timberlake
2. Miguel
3. Rhye
4. Khalid
5. Rihanna

TOP 5 ALBUMÓW
1. Fifthy Shades Freed: Soundtrack
2. Black Panther: The Album
3. Justin Timberlake "Man Of The Woods"
4. Justin Timberlake "FutureSex/LoveSounds"
5. Rhye "Blood"

Lydia Land of Grafic