Ariana | Blogger | X X

piątek, 17 sierpnia 2018

121. Recenzje EP'ek: H.E.R & KIANA LEDE

H.E.R "I Used To Know Her: The Prelude" EP (2018)
H.E.R, a właściwie Gabriella Wilson, urodziła się w 1997 roku, w Kalifornii. Jest wokalistką młodego pokolenia, reprezentującą współczesne r&b. Ma w swoim  dorobku jeden longplay z roku 2017 i cztery epkki. Ostatnia z nich ukazała się kilkanaście dni temu.

Z twórczością H.E.R zetknęłam się niedawno. Pierwszy raz usłyszałam o niej w czerwcu, za sprawą numeru This Way, nagranego z Khalidem. Piosenka ta szybko przypadła mi do gustu, a młodziutka artystka wzbudziła moją ciekawość. Jej najnowszy materiał, zatytułowany I Used To Know Her: The Prelude, zaintrygował mnie. Składa się on z sześciu kompozycji, utrzymanych w ciekawym, stonowanym brzmieniu. Płytę otwiera utwór Lost Souls, inspirowany twórczością Lauryn Hill. Jest to fajne nagranie, w którym szczególną uwagę przykuwa mocny, nieco agresywny, hip-hopowy bit. Wokalistka  postanowiła zaprezentować nam swoje rapujące oblicze. Porusza tu tematy takie jak pewność siebie czy feminizm. Do najlepszych momentów zaliczam mgliste, pełne żalu Could've Been. Jest to klimatyczny, stonowany numer, w którym usłyszeć możemy Bryson'a Tiller'a. Jego obecność jest ogromnym atutem kompozycji. Szybko do gustu przypadło mi Feel a Way. To dobry, urozmaicony utwór, prosty w swoim przesłaniu, ale pełen czaru. Harmonijny, genialnie zaśpiewany refren stanowi najmocniejszy punkt nagrania.  Co jeszcze podarowała nam H.E.R? Mamy tu króciutkie, ale bardzo przyjemne w odbiorze Be On My Way oraz rytmiczne, zwracające na siebie uwagę As I Am. Mieszane odczucia budzi delikatne Against Me. Tempo jest jednostajne i nie dzieje się tu nic szczególnego. Atutem kawałka jest recytowana końcówka.

I Used To Know Her: The Prelude pokazuje, że H.E.R jest ważną postacią w kobiecym r&b. Epka ta jest naprawdę dobra. Mimo kilku niedociągnięć, pozostawia po sobie same pozytywne wrażenia. Każda z piosenek jest skomponowana w ciekawy sposób. Album jest brutalnie szczery i bogaty w różnorodne emocje. Podobają mi się osobiste teksty i nowoczesne bity. Co mogę zarzucić artystce? Na pewno to, że momentami robi się odrobinę monotonnie.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Najlepsze utwory: Lost Souls, Could've Been, Feel a Way


KIANA LEDE "Selfless" EP (2018)
Kiana Lede jest wokalistką, autorką tekstów, aktorką i producentką. Urodziła się i dorastała w Arizonie. Ma na swoim koncie kilka ról telewizyjnych i filmowych. Muzyczną przygodę zaczynała od coverów. Jej interpretacje numerów Rihanny, Drake'a czy Khalid'a można odnaleźć na platformie Spotify. 

Na ep'kę Kiany Lede trafiłam, gdy szukałam dla siebie nowej muzyki. Jak się okazało, z wokalistką miałam już do czynienia kilka miesięcy temu, ponieważ jedna z jej kompozycji znalazła się na, recenzowanym przeze mnie, soundtracku do ostatniej części przygód Christina Grey'a. Selfless to pierwszy, tak poważny projekt piosenkarki. Ukazał się on trzynastego lipca, nakładem wytwórni Republic Records. Na debiut artystki zebrało się siedem numerów. Bazują one na gatunkach takich jak r&b czy soul. Epkę otwiera utwór Get In The Way. Jest chwytliwy, prosty i pozostaje w głowie na długo po wysłuchaniu. Podobnie jest w przypadku piosenki Shame, która pełna jest pozytywnych wibracji. Nagranie to, ukazuje wokalne umiejętności Kiany od najlepszej strony. Przebojowe Show Love utrzymane jest w klubowej, rhythmandblues'owej stylistyce. To porządna kompozycja, inspirowana wczesnymi latami dwutysięcznymi. Do lepszych numerów zaliczam sensualne, delikatne Ex. Jest tu dużo uroku i swobody, a gitarowe intro buduje cudowny klimat. Pozytywna energia bije od Wicked Games, w którym podoba mi się aranżacja. Akustyczne, rozmarzone Take It All jest niezwykle czarujące, a lekkie Fairplay (Remix) zachwyca bitem i nieco miejskim brzmieniem. 

Debiutancki materiał Kiany Lede nie należy do najambitniejszych albumów. Jednakże, docenić muszę zaangażowanie artystki oraz jej koncepcję na krążek. Selfless pełne jest pozytywnych wibracji i przyjemnych brzmień. Epka jest udana, aczkolwiek brakuje mi tu porządnej, chwytającej za serce ballady. Numery zawarte na płycie są lekkie i łatwo wpadają w ucho, a głos wokalistki urzeka swoim ciepłem. Niby nic wielkiego, a cieszy ucho. 

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Najlepsze utwory: Show Love, Ex, Firepaly (Remix)

sobota, 11 sierpnia 2018

120. Recenzja: KALI UCHIS "Isolation" (2018)

Urodziła się w Kolumbii, ale większość życia spędziła w Stanach Zjednoczonych. Karly-Marina Loaiza jest wokalistką, producentką oraz autorką tekstów. Zadebiutowała w roku 2012 mixtapem Drunken Babble. Jej kariera nabrała rozpędu trzy lata później, za sprawą epki Por Vida. Dziś jest jedną z ciekawszych i najbardziej charyzmatycznych artystek. Przyciąga uwagę niebanalną urodą i czarującą twórczością. 

Co należy zrobić by spełnić swoje marzenia? Kali Uchis poświęciła wiele. Jako nastolatka wyprowadziła się z rodzinnego domu i zamieszkała w samochodzie. Pisała tam pierwsze teksty swoich piosenek. Śmiało kroczyła do przodu, nie zważając na przeszkody. Wszystko to, by spełnić swoje marzenie o byciu piosenkarką. Mnóstwo wyrzeczeń, jeszcze więcej ciężkiej pracy. Kali Uchis dopięła swego i nagrała jedną z lepszych płyt tego roku. Isolation to bardzo dobry album. Dlaczego? Zaraz Wam to wyjaśnię. 


Krążek składa się z piętnastu kompozycji, utrzymanych w neo-soulowej stylistyce. Całość otwiera Body Language Intro. To marzycielskie, klimatyczne nagranie, pełne lekkości i wdzięku. Bardzo dobrze prezentuje się sensualne, odprężające Miami, w którym wokalistce towarzyszy raperka BIA. Piosenka chwyta od pierwszych kilku sekund. Wolniejsze tempo sprawia, że nie można się od niej uwolnić. W pulsującym Just a Stranger udziela się Steve Lacy z The Internet. To utwór wypełniony energią, zabawą  i pozytywnymi wibracjami. Od spokojnego Flight 22 biją urok i elegancja. Podoba mi się ten numer, ponieważ jego brzmienie jest wyważone i nieco romantyczne. W Your Teeth In My Neck uwagę przykuwa linia melodyczna z ciekawymi zmianami tempa. Dead To Me to z kolei imprezowe nagranie. Kompozycja jest wyjątkowo przebojowa, ale i eksperymentalna. 
"They said he want me in his video, like ground one
But why would I be Kim, I could be Kanye
In the land of opportunity and palm trees"
-miami-
Do grona lepszych piosenek zaliczam hiszpańskojęzyczne Nuestro Planeta. Jest to udany utwór, w którym genialnie sprawdziłaby się Shakira. Numer jest bardzo przyjemny w odbiorze. Melodia sprawia, że chce się pokręcić biodrami. Na co jeszcze warto zwrócić uwagę? Z pewnością na Tyrant, nagrane z Jorją Smith oraz In My Dreams, w którym zastosowano brzmienia indie i electro-popu. Moim ulubionym nagraniem jest natomiast Tommorow. Za produkcję piosenki odpowiada Kevin Parker z Tame Impala. Utwór kusi nastrojowością i genialnym klimatem. Muszę przyznać, że zajmuje wysokie miejsce w moim prywatnym rankingu najlepszych utworów roku. Warto posłuchać "przerywników": sennego, delikatnego Gotta Get Up oraz zróżnicowanego Coming Home. Mocnym punktem albumu jest kompozycja After The Storm. Artystce towarzyszą tu Tyler, The Creator i Bootsy Collins. Numer wprowadza nas w stylistykę lat 70-tych. Sposób, w jaki wykorzystano tu męskie wokale jest absolutnie rewelacyjny. Płytę zamyka stonowane Killer, reprezentujące oldschool'owe brzmienie. 

Debiutancki longplay Kolumbijki, nagrywającej pod pseudonimem Kali Uchis, to porządny, idealnie skrojony materiał. Jest bardzo stylowy i spójny. Miękki, elektryzujący głos wokalistki tworzy niepowtarzalny nastrój. To właśnie on jest najważniejszym elementem albumu. Kali czaruje, uwodzi i rozkochuje w sobie słuchaczy. Robi to z ogromną gracją i pełną elegancją. Bardzo podoba mi się cała ta otoczka. Numery są sensualne, odprężające i klimatyczne. Tak naprawdę, żaden z utworów nie odstaje poziomem od całości. Jest to ogromna zaleta Isolation. Podobnie jest z tekstami - są dobrze napisane, poruszają ciekawe tematy i zawierają kilka bystrych spostrzeżeń. Kto tego albumu jeszcze nie zna, to polecam szybko nadrobić zaległości, bowiem Kali Uchis stanowi jedno z najważniejszych dóbr narodowych Kolumbii. 

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐
Najlepsze utwory: Miami, Just a Stranger, Nuestro Planeta, Tomorrow, After The Storm


wtorek, 7 sierpnia 2018

119. Recenzja: JESSIE J "R.O.S.E" (2018)

Jessie J podbiła serca słuchaczy w roku 2011. Jej debiutancki album Who You Are narobił sporego zamieszania na brytyjskim rynku muzycznym. Krążek zgarnął wiele pozytywnych opinii, a wokalistce przyniósł dużą sławę. Niestety, z drugą płytą nie było już tak kolorowo. Wydane w 2013 roku Alive okazało się słabym materiałem. Piosenkarka, chcąc ratować sytuację, kilkanaście miesięcy później wydaje nowy album. Sweet Talker mimo, że nie zachwyca, to i tak bije na łeb poprzednika. Jak zatem po tych wszystkich zawirowaniach prezentuje się najnowsze wydawnictwo Brytyjki? Moim zdaniem dobrze. 

R.O.S.E jest ciekawym, nieco eksperymentalnym projektem. Składa się on z czterech epek, zatytułowanych kolejno: Realisations, Obsessions, Sex i Empowerment. Kompozycje na nich zawarte, utrzymane są w stylistyce łączącej pop z r&b. Podoba mi się to, że każda z części albumu ukazuje inną, artystyczną stronę wokalistki. Pierwsza epka jest moją ulubioną. Realisations otwiera spokojne Oh Lord, będące bardzo dobrym, nastrojowym wprowadzeniem w całość. W głosie piosenkarki wyczuwalne są bezsilność i rezygnacja, co nadaje utworowi emocjonalnego charakteru. Think About That to ładny rhythmandblues'owy numer, w którym wokalistka uwalnia swoje frustracje w niezwykle osobistym tekście. Piosenka wyróżnia się pomysłową linią melodyczną, opartą na pianinie i hip-hopowym bicie. Szybko do gustu przypadło mi Dopamine. Jest to rytmiczne, sensualne nagranie, z cudowanie brzmiącym, subtelnym refrenem. Kompozycja jest przebojowa i uzależniająca. Pierwszą część zamyka emocjonalne Easy On Me, w którym wykorzystano głos dziadka piosenkarki. Numer opowiada o słabościach i niezagojonych ranach.  

Obsessions zaczyna się mocnym uderzeniem. Real Deal to ciekawy, chwytliwy utwór z gatunku r&b. Ponadto, wprowadza przyjemny, oldschool'owy klimat. W Petty podoba mi się kontrast pomiędzy delikatnymi zwrotkami, a żywszym, rytmicznym refrenem. Proste Not My Ex wzbudza wiele uczuć. Wokalistka śpiewa tu o trudnej przeszłości, byłym partnerze i miłości. Świetną warstwę tekstową ma również Four Letter Word, w którym Brytyjka przyznaje, iż myśli już o zostaniu mamą.  Jest to ładna, nieco soulowa kompozycja, obok której nie da się przejść obojętnie.
"The pain, it makes me so impulsive
I hate I can't control what I do
Even though I know the reason, I still cry out for you
So many highs, it's balanced"
Trzecia epka podoba mi się tylko w połowie. Do lepszych piosenek zaliczam odważne One Night Lover, zaskakujące słodyczą i urokiem. Rewelacyjne Queen niesie za sobą świetne przesłanie, mówiące, że każdy człowiek jest unikatowy i wartościowy, niezależnie od wyglądu czy poglądów. Jest to niezwykle "dzisiejszy" utwór. Podoba mi się w nim nowoczesna melodia i  wyraziste wykonanie. Mieszane odczucia budzą we mnie Dangerous i Play. Pierwsze nagranie jest odrobinę nijakie. Nudny, nużący początek zabija całą kompozycję. W Play fajnie brzmią sample z Got To Be Real Cheryl Lynn, ale poza tym niczym nie zaskakuje. 

Ostatnią, finałową część R.O.S.E otwiera utwór Glory. Szybko go polubiłam, ponieważ ma dużo klasy, elegancji, a co najważniejsze - ukazuje Jessie od najlepszej strony. Numer utrzymany jest w musicalowej stylistyce, zahaczającej momentami o muzykę gospel. Rose Challenge jest ślicznym, instrumentalnym przerywnikiem. Można się przy nim wyciszyć i rozmarzyć. W tym nastroju przechodzimy do pięknego Someone's Lady. Jazzowe inspiracje, genialna linia basu, pianino - to tylko niektóre powody, zachęcające do powtórnego przesłuchania. Całość zamyka dobrze wyprodukowane I Believe In Love. Jest to bogate w dźwięki nagranie, dopracowane w każdym calu.

Czwarte wydawnictwo Jessie J odbieram bardzo pozytywnie. R.O.S.E to materiał, na którym królują: kobiecość, subtelność, ale i drapieżność, pazur. Wokalistka postanowiła pokazać słuchaczom swoją nową, artystyczną stronę. Nie szuka już komercyjnych, radiowych brzmień, tylko skupia się na muzyce. Jej twórczość jest teraz ambitniejsza i ciekawsza. Brytyjka odzyskała swoją autentyczność i pewność siebie. Zaowocowało to porządnym materiałem, któremu warto poświęcić czas.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Najlepsze utwory: Think About That, Dopamine, Queen, One Night Lover, Someone's Lady

czwartek, 2 sierpnia 2018

118. Recenzja: LEON BRIDGES "Good Thing" (2018)

Todd Michael Bridges urodził się i wychował w Fort Worth w Teksasie. Jest wokalistą, autorem tekstów i producentem muzycznym. W swojej twórczości łączy klasyczny soul z elementami r&b. W dorobku ma dwa studyjne krążki: Coming Home z 2015 roku oraz Good Thing z roku bieżącego. 

Śpiewał w Białym Domu, był dwukrotnie nominowany do nagrody Grammy, zdobył uznanie słuchaczy na całym świecie. Mimo, ze Leon Bridges nie należy do grona artystów niezwykle popularnych, to i tak muzyka wokalisty dotarła do szerokiego grona odbiorców. Najnowszy materiał Amerykanina wzbudził wiele emocji. Jedni są nim zachwyceni, inni zarzucają artyście, że poszedł w stronę komercji. Cóż, jedno jest pewne - Good Thing to krążek, który warto znać. Czemu? Jest ku temu kilka, istotnych powodów. 


Najnowsze wydawnictwo Leona składa się z dziesięciu kompozycji. Są one utrzymane w soulowej stylistyce, wzbogaconej gdzieniegdzie o brzmienia jazzowe i rhythmandblues'owe, a także funk oraz electro-pop. Album otwiera balladowe Bet Ain't Worth The Hand. Jest to relaksujący numer, wprowadzający w klimat lat 70-tych. Utwór zbudowano na dźwiękach smyczków i harfy, co dodaje mu elegancji. W Bad Bad News uwagę przykuwają: świetny groove i pulsująca, rytmiczna melodia. Piosenka jest uznawana przez krytyków, za jedną z najlepszych kompozycji roku. Wokalista sporo czerpie w tym nagraniu z electro-popu, aczkolwiek spokojnego, bardzo wyważonego. Neo-soulowe Shy wyróżnia się gitarowym tłem i urokiem. To ciekawy numer, utrzymany w średnim, bujającym tempie. Szybko do gustu przypadł mi utwór Beyond. Jest romantyczny, nastrojowy i ma w sobie odrobinę słodyczy. Słuchając refrenu w tym utworze, można się rozpłynąć. W emocjonalnym Forgive You podobać się może produkcja. Idealnie wyeksponowano tu piękny, czysty wokal Leona. 
"You're so comfortable with white lies
Lookin' like a fool
What else could I do?
After all we've been through it still hurts"
Co jeszcze znajdziemy na albumie? Mamy tu np. eksperymentalne Lions, które budzi we mnie mieszane odczucia. To ciekawa piosenka, z jazzowymi inspiracjami. Przeszkadza mi w niej chaotyczny rytm - jest raczej dziwny. Mimo to, kompozycja ma w sobie coś intrygującego, zaskakującego. Dużo lepiej wypada nieco dyskotekowe, oldschool'owe If It Feels Good (Then It Must Be). To wybuchowe nagranie, flirtujące z funkiem i popem. Numer jest bardzo dobry i podrywa do tańca. Optymistyczne You Don't Know przenosi nas w klimaty lat 80-tych i 90-tych. Numer zapada w pamięć za sprawą genialnej linii basu. Podobają mi się: senność w głosie wokalisty oraz sprytnie przemycone elementy muzyki disco. W Mrs. dominuje delikatność. Jest to ładna, wyciszająca, sentymentalna piosenka, opowiadająca o miłości. Georgia To Texas z kolei zachowuje tradycyjny, rhythmandblues'owy klimacik. Dużo tu swobody i klasy. Ogromnym atutem kompozycji jest jej autobiograficzny charakter. 

Good Thing to album, na którym sporo się dzieje. Mimo różnorodności, krążek jest bardzo spójny.  Każda kolejna piosenka wnosi nową jakość. Polubiłam ten materiał za umiejętne łączenie klasyki z nowoczesnością. Wokalista idealnie odnajduje się w swojej stylistyce, porusza się z gracją, elegancją po kolejnych dźwiękach. Na dobre słowo zasługują także melodie. Są ślicznie zaaranżowane, dominują w nich "żywe" instrumenty, a elektronicznych rozwiązań jest tu jak na lekarstwo. Podoba mi się to, że Leon Bridges nie jest zachowawczy, przeciwnie - szuka innych brzmień. Amerykanin obrał nowy kierunek w swojej twórczości. Moim zdaniem, dobrze wykonał swoją pracę. Good Thing to dobry album. Słuchając go, spędziłam miło czas.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐+
Najlepsze utwory: Bad Bad News, Beyond, Forgive You, If It Feels Good (Then It Must Be)

wtorek, 31 lipca 2018

117. Moje muzyczne podsumowanie miesiąca: LIPIEC'18


I. NAJLEPSZE UTWORY, KTÓRE UKAZAŁY SIĘ W LIPCU

BLACK ATLASS - SHADOWS & KINDA LIKE IT
Najnowsze wydawnictwo kanadyjskiego wokalisty, ukrywającego się pod pseudonimem Black Atlass, przyniosło nam kilka perełek. Romantyczne Shadows urzekło mnie swoją delikatnością, wyważonym tempem i spokojem. Wokalista zachwyca  pięknym, bardzo lekkim wykonaniem tej ballady. Kinda Like It to z kolei niezwykle przebojowy numer - szybko wpada w ucho i przyjemnie buja. Utwór pełen jest pozytywnych, nastrojowych wibracji. 

TACO HEMINGWAY - WSZYSTKO NA NIBY, 2031, MODIGLIANI
Filip Szcześniak zdążył już przyzwyczaić swoich fanów do tego, że jego albumy pojawiają się dosyć niespodziewanie, bez wcześniejszych zapowiedzi. Tak było i tym razem. Na Cafe Belga wyróżniają się trzy numery: świetnie brzmiące Wszystko Na Niby,  niebanalne, pomysłowe 2031 oraz oparte na genialnym bicie Modigliani. Do każdej z tych piosenek lubię wracać i ciężko jest mi wskazać najlepszą. 

TWENTY ONE PILOTS - NICO AND THE NINERS & JUMPSUIT
Na ten powrót czekałam z ogromną niecierpliwością. Panowie z formacji twenty one pilots zaprezentowali światu dwa nowe single, zapowiedzieli trasę koncertową i opublikowali okładkę nadchodzącego krążka. W utworze Nico And The Niners umiejętnie połączono muzykę reggae z hip hopem. Brzmi to lekko i świeżo. Jumpsuit natomiast utrzymane jest w mocniejszych, bardzo rockowych klimatach. Obydwa numery odbiegają od "typowej" konwencji zwrotka-refren, co bardzo mi się podoba. 

LENNY KRAVITZ - 5 MORE DAYS 'TIL SUMMER
W lipcu swoją premierę miał także najnowszy numer Lennego Kravitza. Wokalista przymierza się do wydania swojego jedenastego albumu, którego premiera odbędzie się we wrześniu. 5 More Days 'Til Summer to wakacyjna, lekka, bardzo chwytliwa kompozycja. Szybko ją polubiłam, ponieważ ma w sobie dużo uroku, luzu i przebojowości. Ach... słuchając jej można się rozmarzyć...

IMAGINE DRAGONS - NATURAL
Najnowszy utwór grupy Imagine Dragons to prawdziwa petarda. Czemu? Wszystko za sprawą świetnego, mocnego, jakże uzależniającego refrenu. Jest tu pozytywna energia, przebojowość i styl. Cieszę się, że zespół powraca na właściwe tory, bo ich ostatnie dokonania pozostawiały wiele do życzenia. Oby tak dalej panowie, trzymam kciuki. 

II. ALBUMY, KTÓRE POZNAŁAM W LIPCU


Początek miesiąca minął mi z muzyką Teyany Taylor. K.T.S.E (2018) to fajny, stylowy materiał.  Krążek wywarł na mnie pozytywne wrażenie i sprostał moim oczekiwaniom. Mimo, że doszukać się tu można kilku niedociągnięć, to i tak warto docenić jego klimat, nastrojowość i ciekawy charakter. Polubiłam także epkę młodziutkiej Ravyn Lenae. Na Crush (2018) szczególnie spodobały mi się The Night Song i 4 Leaf Clover. Black Atlass i jego Pain & Pleasure (2018) odrobinę mnie zawiodło, ale nie na tyle, bym mogła napisać, że to zła płyta. Ma swoje świetne momenty, dlatego warto zapoznać się tym wydawnictwem. Taco Hemingway kupił mnie bardzo dobrymi melodiami. Cafe Belga i Flagey EP (2018) są spójne i poukładane. Szkoda, że tylko trzy-cztery kompozycje pozostają w pamięci na dłużej. Pozostałym brak siły przebicia. Poznałam również Here I Am (2011) Kelly Rowland, 5 (1998) Lennego Kravitza, People To People EP (2018) od grupy DNCE oraz dwa mini-albumy, za które odpowiada utalentowany Ady Suleiman. Skusiłam się także na dyskografię formacji o wdzięcznej nazwie Cigarettes After Sex. Panowie nagrywają bardzo przyjemną, klimatyczną  muzykę, dlatego na pewno będę śledzić ich dalsze poczynania. 

III. PODSUMOWANIE LIPCA WG LAST.FM

TOP 5 PIOSENEK
1. twenty one pilots - Nico And The Niners
2. twenty one pilots - Jumpsuit
3. Imagine Dragons - Natural
4. Lady Pank ft. Tomasz Organek - Kryzysowa Narzeczona
4. TACONAFIDE - Tamagotchi

TOP 5 ARTYSTÓW
1.Usher
2. Taco Hemingway
3. Black Atlass
4. twenty one pilots
5. Lenny Kravitz

TOP 5 ALBUMÓW
1. Black Atlass "Pain & Pleasure" 
2. Taco Hemingway "Cafe Belga"
3. TACONAFIDE "Soma 0,5 mg"
4. Usher "Here I Stand"
5. Teyana Taylor "K.T.S.E"

piątek, 27 lipca 2018

116. Throwback: USHER "Here I Stand" (2008)

Usher Raymond IV rozpoczął karierę ponad dwie dekady temu. W tym czasie wydał osiem albumów, które podbijały listy przebojów. Ma na swoim koncie kilkanaście hitów i wiele prestiżowych nagród muzycznych. Nie bez powodu okrzyknięto go "królem r&b". Dziś przyjrzę się płycie Here I Stand, która swoją premierę miała dziesięć lat temu, a dokładniej - 27 maja 2008. 

Fanką twórczości Usher'a zostałam osiem lat temu. Przez ten czas rzadko zdarzało mi się sięgać po album Here I Stand. Przyznam się, że byłam do niego odrobinę uprzedzona. Po latach postanowiłam go sobie odświeżyć. Była to bardzo dobra decyzja, ponieważ spojrzałam na niego z innej perspektywy. Jak się okazało, jest to jeden z ciekawszych materiałów spod ręki piosenkarza. Składa się na niego aż osiemnaście kompozycji, utrzymanych w rhytmandblues'owej stylistyce. Nie będę ukrywać, że liczba numerów jest nieco przytłaczająca. Długość krążka stanowi największy problem. Poza tym, minusów jest tu jak na lekarstwo.


Album otwiera krótkie, zaaranżowane na fortepian Intro. Utwór wyróżnia się dojrzałym, powiedziałabym szorstkim wykonaniem. Singlowe Love In This Club mimo, że nie zachwyca, to i tak pozostawia po sobie pozytywne wrażenia. Jest to "typowa" rhythmandblues'owa kompozycja, którą mogę nazwać swoim guilty pleasure. Warto zwrócić uwagę na This Ain't Sex. Świetny groove, uzależniająca linia melodyczna, elementy neo-disco i pełen luz. To właśnie te elementy sprawiają, że o  numerze nie można zapomnieć. W Trading Places z kolei podoba mi się koncepcja. Jest to fajnie zbudowane nagranie, pełne lekkości i uroku. Stanowcze, emocjonalne Moving Mountains zachwyca brawurowym bitem, a harmonijne Something Special szykiem i klasą. Znajdziemy tu także: wyprodukowane przez will.i.am'a, dance-popowe What's Your Name oraz odrobinę monotonne Love You Gently. Pierwsza piosenka jest poprawna, stylowa, drugą zaś wyróżnia podniosły charakter. Do moich "ulubieńców" zaliczam chwytliwe Best Thing, w którym Usher'a wspomaga raper Jay-Z. Jest to utwór inspirowany muzyką funky, zaskakujący świeżością i przebojowością. 
"I can't be fake I can't be phonie
Acting all hard thats the niggas thats lonely"
Piąte wydawnictwo Amerykanina bogate jest w ballady. Znajdziemy tu ładne Before I Met You oraz pomysłowe What's A Man To Do.  Najciekawiej wypada jednak His Mistakes. Jest to solidnie skomponowany numer, a jego wykonanie wypełnione jest szczerymi emocjami. Swoją najlepszą wokalną stronę, Usher prezentuje w soul'owym Here I Stand. W tym obdarzonym elegancją nagraniu, szczególną uwagę przykuwa piękny, wyniosły refren. Subtelny, klubowy klimacik wyczuwalny jest w Love In This Club Part II. Piosenka przyjemnie buja, ale po duecie Usher & Beyonce można było się spodziewać czegoś lepszego. Najlepszym utworem na płycie jest genialne Appetite. Nie jest to, ani ballada, ani taneczny numer - znajduje się raczej pośrodku. Jego ogromnym atutem są rewelacyjne hooki i idealny refren. Rapowany bridge jest fajnym nawiązaniem do hitowego Nice & Slow z 1997 roku. Nie polubiłam natomiast przeciętnego Lifetime. Kawałek nie wyróżnia się niczym szczególnym, a na tle pozostałych zwyczajnie ginie. 

Ślub i narodziny dziecka znacznie wpłynęły na twórczość wokalisty. Jego piąty krążek jest przede wszystkim dojrzalszy. Dużo tu elegancji i uroku. Kompozycje są wyważone i pozbawione zbędnego "ulepszania". Wokalnie Here I Stand ma się bardzo dobrze. Typowe dla Usher'a falsety, zastąpiły poważniejsze, bardziej męskie wykonania. Album jest spójny i uporządkowany. Moim zdaniem, to jedna z lepszych płyt artysty. Szkoda, że jest tak niedoceniana i pomijana. Stanowi świetną odskocznię od przebojowych Confessions, Raymond v. Raymond czy 8701.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐
Najlepsze utwory: This Ain't Sex, Best Thing, His Mistakes, Appetite


wtorek, 24 lipca 2018

115. Ranking: albumy Rihanny

Subiektywny ranking albumów Rihanny
Uwaga! Płyty uszeregowałam od najlepszej do najsłabszej, według własnej opinii. Nie kierowałam się ani popularnością, ani recenzjami krytyków. 


1. ANTI (2016)
MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐+
Ranking zaczynam od najlepszej płyty w karierze Barbadoski. ANTI ukazało się w styczniu 2016 roku, nakładem wytwórni Roc Nation. Ósme wydawnictwo wokalistki zebrało wiele pochlebnych opinii. Wszystko to za sprawą ciekawych tekstów, genialnej produkcji i dopracowanych aranżacji. Do najlepszych momentów krążka zaliczam przede wszystkim Love On The Brain. To piękna kompozycja w stylu retro, świetnie oddająca klimat lat 50-tych i 60-tych. Numer Kiss It Better z kolei zachwyca swoim romantycznym nastrojem i obłędną gitarą w tle. Warto posłuchać nowoczesnego Consideration oraz emocjonalnego Higher. Swoje robi także rhytmandblues'owe Needed Me i oparte na hip-hopowym bicie Desperado. Szybko polubiłam Some Ol' Mistakes. Jest to udany cover piosenki zespołu Tame Impala. Utwór ma tajemniczy, intrygujący klimat, sprawiający, że trudno się od niego oderwać. Singlowe Work może i denerwuje, ale ma w sobie luz i lekkość. To przyzwoite, chwytliwe nagranie, utrzymane w stylistyce z pogranicza reggae i muzyki dancehall. Największym atutem albumu ANTI jest brak słabych stron. Rihanna zaprezentowała nam swoją najlepszą odsłonę, zarówno wokalną, jak i wizerunkową. Na swojej ósmej płycie jest dojrzała, emocjonalna, czasami szalona, ale przede wszystkim odważna i stylowa. 

2. RATED R (2009)
MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐
Jest rok 2009. Świat obiega informacja, że Rihanna została brutalnie pobita przez swojego ówczesnego chłopka - Chrisa Browna. Współpracownicy wokalistki zapowiadają, że Rated R będzie swego rodzaju wyzwoleniem Rihanny. Sama zainteresowana natomiast, określiła to wydawnictwo, jako jej najbardziej osobiste. Które piosenki wypadają najlepiej? Nie można oderwać się od genialnego Wait Your Turn, które łączy ze sobą hip-hop i dubstep. Imponująco brzmi również mocne Hard, w którym Rihanna brzmi ogromnie korzystnie. Rated R pełne jest numerów, w których artystka pokazuje swój "pazur". Jednym z nich jest odrobinę wściekłe Rockstar 101. Utwór jest idealnym połączeniem muzyki rhythandblues'owej z rockiem. Uwielbiam także zadziorne, seksowne Rude Boy, w którym wykorzystano elementy dancehallu. Niestety, krążek ma również słabe punkty, którymi są Fire Bomb i Photographs. Pierwsza z nich jest troszeczkę nieuporządkowana, druga natomiast kompletnie nie pasuje mi do ogólnego zamysłu albumu. Czwarty krążek Rihanny. Rated R jest materiałem bardzo spójnym i uporządkowanym.  Kompozycje zawarte na płycie, w niczym nie przypominają jej wcześniejszych dokonań. Są przepełnione dojrzałością, odwagą, siłą. Bardzo lubię Rihannę w takim właśnie wydaniu - drapieżnym, w nieco gangsterskim stylu. 

3. TALK THAT TALK (2011)
MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Przenieśmy się w czasie do roku 2011. Album Talk That Talk, promowany przez megahit We Found Love, ukazuje się w listopadzie i osiąga spory, lecz nie tak spektakularny sukces, jakby się tego spodziewano. Na szóstką płytę Barbadoski złożyło się jedenaście kompozycji, utrzymanych w stylistyce łączącej gatunki takie jak: r&b, hip hop i elektronika. Album otwiera popowy numer You Da One, w którym w fajny, ciekawy sposób wykorzystano elementy reggae. To bardzo przebojowa i chwytliwa piosenka, pozostawiająca po sobie miłe wspomnienia. Do lepszych momentów krążka zaliczam również, nieco hip-hopowe Talk That Talk. Szybko polubiłam króciutką kompozycję Brithday Cake, która ma w sobie niepowtarzalny, odrobinę tajemniczy charakter. Pokochałam piosenkę Drunk On Love, w której głos Rihanny wypada nad wyraz dobrze. Jedną z lepszych nie-singlowych kompozycji wokalistki jest synthpopowy utwór Roc Me Out. Jest to mocna, energetyczna kompozycja, w której swoje robi świetny podkład muzyczny. Talk That Talk to dobry materiał. Polubiłam go za jego pozytywną energię, fajne, niebanalne bity, urozmaicone podkłady muzyczne i świetną produkcję. To album, do którego warto czasem wracać, żeby poprawić sobie nastrój. 

4. UNAPOLOGETIC (2012)
MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Rok 2012. Kolejna płyta. Rihanna nie zwalniała tempa. Błyskawicznie przeskakiwała z jednej ery do drugiej, tworząc przy tym kolejne hity. Na Unapologetic znajdziemy czternaście kompozycji. Brzmienie krążka jest urozmaicone. Obok "typowych" dla wokalistki rhythmandblues'owych numerów, znajdziemy również utwory utrzymane w gatunkach takich jak dubstep i electro-dance. Do najmocniejszych punktów Unapologetic zaliczam przede wszystkim Diamonds. To popowo-rhythmandblues'owa kompozycja, wzbogacona o elektroniczne brzmienia. Warto zatrzymać się na chwilę przy trapowym Pour It Up. To numer charakterny, zadziorny, z pazurem. W Stay natomiast, piosenkarka czaruje głosem i emocjami. Piosenka Loveeeeeee Song zaskakuje swoją delikatnością, subtelnością. Wokalistce towarzyszy tu raper Future i przyznam, że nie spodziewałam się, że tak dobrze będzie pasował do tego utworu. Do "elity" zaliczam także Love Without Tragedy/Mother Mary. Najgorzej wypadają utwory Phresh Out The Runaway i Right Now. Obydwa wyprodukowane zostały przez Davida Guettę i powiedzmy sobie szczerze - brzmią "tanio" i irytująco. Siódma płyta zyskuje z czasem i warto po nią sięgnąć. Dużo tu szaleństwa, zabawy. Może nie jest to album w 100% dopracowany, ale ma swoje dobre momenty. 

5. MUSIC OF THE SUN (2005)
MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Drogę do wielkiej, światowej kariery otworzył Rihannie album Music Of The Sun. Jak się okazuje, debiut Barbadoski nie wypada tak źle na tle innych, bardziej popularnych krążków. Warto znać przebojowe Pon De Replay. Utwór utrzymany jest w stylu r&b połączonego z dancehallem, oznacza to, że otrzymaliśmy niezłą, taneczną mieszankę. Nie gorzej prezentuje się Here I Go Again. Piosenka łatwo wpada w ucho za sprawą rytmicznego, klimatycznego reggae. Warto zwrócić uwagę na numery: That La La La i Let Me.  Utwory te są połączeniem r&b i hip-hopu. Bardzo przyjemnie się ich słucha. If It's Lovin' That You Want czaruje słuchacza niezwykłą lekkością, a You Don't Love Me zabiera w odległe, ciepłe kraje. Wyróżniającą się piosenką jest zdecydowanie tytułowe Music Of The Sun.  Utwór otwierają przyjemne dźwięki gitary, ale to tekst i wykonanie zasługują na największe pochwały. Najsłabszymi punktami albumu są kompozycje: The Last Time i There's A Thug In My Life. Album Music Of The Sun to bardzo dobry, ciekawy krążek, który idealnie nadaje się na ciepłe, letnie dni, jak i na zimowe wieczory. Piosenkarka zabiera nas w muzyczną podróż po słonecznych Karaibach, a w czasie tej podróży po prostu nie można się nudzić. 

6. GOOD GIRL GONE BAD (2007)
MOJA OCENA: ⭐⭐⭐
Era Good Girl Gone Bad, oprócz wielkich hitów, przyniosła przede wszystkim nowy wizerunek Rihanny. Wokalistka porzuciła dotychczasowy image zwykłej, grzecznej dziewczyny z sąsiedztwa na rzecz pewnej siebie, seksownej kobiety. Good Girl Gone Bad zaczyna się bardzo tanecznie. Mamy tu ciekawe, utrzymane w electro-popowej stylistyce Push Up On Me oraz klubowe Don't Stop The Music. Są to piosenki, przy których z całą pewnością można się nieźle pobawić. Moim ulubionym numerem na krążku jest Breakin' Dishes. Podoba mi się bardzo klimat tego utworu. Rihanna świetnie wypada w takich zadziornych kompozycjach z pazurem. Nie najgorzej prezentuje się singlowe Shut Up And Drive, w którym artystka sięga po nieco rockowe brzmienia. Bardzo mocnym punktem albumu jest kompozycja Question Existing. Piosenka ta jest bardzo dobrze zaśpiewana. Podoba mi się jej zmysłowość oraz klimatyczna, mówiona wstawka. Nie polubiłam za to przesłodzonego Say It oraz męczącego Lemme Get That. Good Girl Gone Bad momentami jest strasznie chaotyczny. Problem stanowi też wokal Rihanny. Dziewczyna ma niezły głos, ale gdzieniegdzie brzmi strasznie irytująco, męcząco. Uważam, że producenci przesadzili z "ulepszaniem" jej. 

7. A GIRL LIKE ME (2006)
MOJA OCENA: ⭐⭐⭐
Płytę A Girl Like Me można podzielić na kilka części. Pierwszą z nich tworzą imprezowe, taneczne przeboje, drugą spokojne ballady, trzecią zaś numery w klimacie reggae. Oprócz tego mamy tak zwane 'odgrzewane kotlety', czyli dwa remixy piosenek z debiutanckiego wydawnictwa. Świetnie wypada tu singlowe SOS i chwytliwe Kisses Don't Lie. Nie mogłam przejść obojętnie obok piosenki Break It Off, której najmocniejszym punktem jest świetny, zapadający w pamięć refren. Nie najgorzej prezentuje się smutne Final Goodbye, czy spokojne P.S (I'm Still Not Over You). Największymi minusami na płycie są natomiast Crazy Little Thing Called Love i tytułowe A Girl Like Me. Pierwsza z nich utrzymana jest w stylu reggae i nie wyróżnia się niczym szczególnym, jest po prostu nudna. Druga natomiast to przeciętna, niezapadająca w pamięci kompozycja, którą można określić słowem: słaba. Na A Girl Like Me znaleźć można kilka naprawdę dobrych, stylowych numerów. Niestety nie brakuje tu także przeciętnych, nic niewnoszących piosenek. Myślę, że nie jest to do końca dopracowana płyta. Za krótka przerwa pomiędzy pierwszym a drugim krążkiem zrobiła swoje.

8. LOUD (2010)
MOJA OCENA: ⭐⭐+
Swoje piąte wydawnictwo, Rihanna zaprezentowała światu w roku 2010. Jak sama wcześniej zapowiadała, miał to być jej najbardziej energetyczny album. Artystka chciała się zabawić i stworzyć iście klubowy, taneczny materiał. Krążek otwiera piosenka S&M. Jest to bardzo seksowny, taneczny, przepełniony elektroniką kawałek. Przyznam, że denerwuje mnie ta kompozycja. Zwrotek da się jeszcze  słuchać, ale irytujący refren wszystko zabija. Lepiej wypada lekkie i chwytliwe What's My Name. Utwór jest połączeniem rhythmandblues'owych brzmień z elektroniką, które idealnie sprawdziło się w radiach na całym świecie. Prawdziwą energetyczną bombą jest, nagrodzone nagrodą Grammy, Only Girl (In The World). Ta jakże przebojowa piosenka, jest idealna na każdą imprezę. Do najlepszych numerów należą: stonowane, stylowe Man Down oraz sensualne, zmysłowe Skin. Na miano najgorszej kompozycji zasługuje koszmarne Raining Men. Nie jestem w stanie zrozumieć fenomenu tego krążka. Niby jest przebojowy, kompozycje są chwytliwe, ale to wszystko jest bardzo puste.

czwartek, 19 lipca 2018

114. Recenzja: BLACK ATLASS "Pain & Pleasure" (2018)

Black Atlass, a właściwie Alex Fleming, to kanadyjski wokalista i producent muzyczny. W swojej twórczości umiejętnie łączy melodyjne, rhythmandblues'owe brzmienia z synth-popem. Ma na swoim koncie kilka ep'ek, trzy studyjne krążki oraz współpracę z Woodkid'em. Od 2018 roku należy do wytwórni XO, której założycielem jest The Weeknd. 

Swoją "przygodę" z muzyką Black Atlass rozpoczęłam niedawno. Twórczość Kanadyjczyka odkryłam za sprawą piosenki Sacrifice, nagranej na potrzeby soundtracku Nowe Oblicze Grey'a. Szybko ją polubiłam i postanowiłam "zagłębić się" w dyskografię muzyka. Mam już za sobą genialny album Haunted Paradise, bardzo ciekawą epkę Young Bloods oraz najnowszy album piosenkarza, który ukazał się dwunastego lipca. Na krążek Pain & Pleasure składa się osiem przyjemnych, klimatycznych kompozycji, nagranych w stylistyce r&b. 


Płytę otwiera emocjonalne Something Real. Jest to dobry numer, w którym szczególnie podobają mi się zmiany tempa. Utwór się rozwija, nie jest jednostajny, dlatego zwraca na siebie uwagę słuchacza. Klimatyczne Fantasy to ukłon w stronę starszej twórczości wokalisty. Nagranie to polubiłam za swego rodzaju dramatyzm, towarzyszący całej kompozycji. Singlowe Pain & Pleasure ukazało się kilka miesięcy przed premierą krążka.  Piosenka charakteryzuje się zgrabną i rytmiczną melodią, opartą na świetnym bicie i gitarze. To porządna dawka "miejskiego" r&b. Moim ulubionym numerem jest natomiast romantyczne Shadows. Black Atlass zachwycił mnie przede wszystkim pięknym, bardzo lekkim wykonaniem tej ballady. Ponadto, piosenka utrzymana jest w delikatnym, wyważonym, tempie, a towarzyszy jej urok i spokój. 
"Broken, bruised, I'm lost
Yeah, they've all torn me up
But when the shadows calling"
Drugą część albumu otwiera Kinda Like It. To jedna z ciekawszych kompozycji w stawce. Jest chwytliwa i niezwykle szybko wpada w ucho. Warto tu zwrócić uwagę na bujającą melodię i świetny groove. Numer pełen jest pozytywnych, nastrojowych wibracji. Nie do końca przekonuje mnie Feel. To nagranie, o którym bardzo szybko się zapomina. Jest przekombinowane i odrobinę nudne. Plusem tej piosenki jest jedynie elegancja. W nowoczesnym If They Only Knew zastosowano ciekawe, urozmaicone zabiegi elektroniczne. To kompozycja, przy której możemy zarówno się odprężyć, jak i pobawić. Album zamyka dobry, ale szybko nudzący się numer My Life.

Najnowszy album Kanadyjczyka to porządna dawka elektryzującego, rhythmandblues'owego grania. Nie będę jednak ukrywać, że spodziewałam się po nim odrobinę więcej. Pain & Pleasure to album inny niż poprzednie. Jest bardziej przebojowy, ale nie tak ambitny. Wszystkie numery utrzymują bardzo podobny, niezły poziom. Atutem płyty jest wokal artysty. Ma w sobie słodycz i dojrzałość, a falsety w jego wykonaniu są idealne. Z najnowszego wydawnictwa piosenkarza biją autentyczność i uczciwość. Dzieje się tak za sprawą przemyślanych, dopracowanych tekstów, opowiadających przede wszystkim o różnych obliczach miłości. Pomimo, że jestem trochę zawiedziona tą płytą, to i tak cieszę się, Black Atlass z powodzeniem realizuje swoje kolejne cele i założenia. Trzymam kciuki za jego dalszy rozwój.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐+
Najlepsze utwory: Pain&Pleasure, Shadows, Kinda Like It


niedziela, 15 lipca 2018

113. Recenzje EP'ek: RAVYN LENAE & DNCE

RAVYN LENAE "Crush EP" (2018)
Ravyn Lenae to pochodząca z Chicago, wokalistka i autorka tekstów. Ma w swoim dorobku trzy mini-albumy, a ostatni z nich - Crush, ukazał się w lutym bieżącego roku. Piosenkarka nagrywa muzykę z pogranicza r&b i neo-soul'u. Po najnowszy materiał Ravyn Lenae sięgnęłam odruchowo. Nie miałam styczności z jej wcześniejszą twórczością, mimo to, bez wahania włączyłam epkę Crush. Znalazłam tam pięć ciekawych, utrzymanych w rhythmandblues'owej stylistyce kompozycji. Za produkcję krążka w całości odpowiada Steve Lacy, którego możemy usłyszeć w dwóch piosenkach.

Mini-album Crush otwiera singiel Sticky. Jest to chwytliwy, przebojowy numer, inspirowany muzyką funky. Podoba mi się w nim jego retro klimat, nawiązujący do lat 70-tych oraz bardzo dobra warstwa tekstowa. Zastosowano tu pewne niekonwencjonalne rozwiązania, sprawiające, że piosenka ma w sobie coś wyjątkowego i szalonego. Closer (Ode 2 U) to z kolei ładny utwór, w którym uwagę przykuwają falsety wokalistki, świetne gitarowe tło oraz prosty, minimalistyczny refren. Najjaśniejszym punktem epki jest kompozycja The Night Song - aksamitna, seksowna, przyjemna. Wokal Ravyn brzmi tu cudownie. Polubiłam także harmonijne 4 Leaf Clover, zaskakujące swoją słodyczą i urokiem. Obydwie piosenki trafiły do playlisty z moimi ulubionymi numerami tego roku, za sprawą swojego niepowtarzalnego klimatu. Najsłabiej wypada utwór Computer Luv. Jest to melancholijny kawałek, nie przykuwający uwagi słuchacza.

Crush to bardzo fajny materiał, pozostawiający po sobie dobre wrażenie. Spodobały mi się jazzowe i soulowe inspiracje, wyczuwalne na krążku oraz ciekawe, oldschool'owe brzmienia. Plusami wydawnictwa są świetne linie melodyczne oraz porządna, przemyślana produkcja. Swoje robi także aksamitny wokal piosenkarki. Od Ravyn Lenae bije niezwykłe ciepło, powodujące, że młodziutka artystka wzbudza sympatię słuchacza. Wyrasta nam kolejna, intrygująca postać w kobiecym r&b, której dalsze losy warto śledzić.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐+
Najlepsze utwory: The Night Song, 4 Leaf Clover


DNCE "People To People EP" (2018)
Formacja DNCE powstała w 2015 roku. Jej założycielem jest znany z Jonas Brothers, wokalista Joe Jonas. Oprócz niego, w skład zespołu wchodzą: perkusista Jack Lawless, basista Cole Whittle oraz gitarzystka JinJoo Lee. Grupa ma w swojej dyskografii dwie epki oraz jeden studyjny longplay, wydany w 2016 roku. Po dobrym, jakże tanecznym debiucie, formacja DNCE powróciła z nowym mini-albumem. People To People ukazało się piętnastego czerwca, nakładem wytwórni Republic. Na krążek złożyły się zaledwie cztery kompozycje, utrzymane w spokojnym, popowym klimacie.

Piosenką otwierającą album jest TV In The Morning. Polubiłam ją po pierwszym wysłuchaniu. To spokojna, wyluzowana kompozycja, utrzymana w powolnym tempie. Jej ogromnym plusem jest delikatne, odprężające wykonanie. W takim wydaniu, grupa DNCE może się podobać. Drugi numer to emocjonalne Still Good. Utwór ten charakteryzują: bujający nastrój, lekka melancholia oraz przebojowy refren. Lose My Cool z kolei zaskakuje spokojem. To stonowana, dobra piosenka, przykuwająca uwagę ciekawymi zmianami tempa. Na początku nie podobała mi się, ale z czasem zmieniałam zdanie. Bardzo przyjemnie się jej słucha. Płytę zamyka Man On Fire. Jest to powrót grupy do przebojowych, wpadających w ucho, tanecznych klimatów. Ten inspirowany glam rockiem numer, intryguje i pozostaje w głowie na długo po wysłuchaniu. Podobnie jak poprzednie kompozycje, wywołuje uśmiech na twarzy.

Grupa DNCE jest jedną z najbardziej niedocenianych, popowych formacji. Zespół tworzy przyjemną, chwytliwą muzykę, która świetnie sprawdzałaby się w stacjach radiowych. People To People to fajny materiał, ukazujący progres grupy. Brzmienie zespołu jest bardziej stonowane, ale w dalszym ciągu przebojowe i autentyczne. Melodie są wyważone, przemyślane i dopracowane, a wokal Joe Jonas'a brzmi bardzo dobrze w każdej kompozycji. Mimo, że twórczości DNCE nie nazwałabym wybitną, to i tak wolałabym słyszeć ich w radiu częściej, niż np. przereklamowane Maroon 5.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Najlepsze utwory: TV In The Morning, Still Good

poniedziałek, 9 lipca 2018

112. Recenzja: TEYANA TAYLOR "K.T.S.E" (2018)

Teyana Taylor urodziła się w 1990 roku, w Nowym Jorku. Jest aktorką, tancerką, choreografem, modelką i wokalistką. Współpracowała ze sławami takimi jak: Usher, Chris Brown, Beyonce czy Pharrell Williams. Ma w swoim dorobku dwie studyjne płyty, jedną epkę oraz kilkanaście ról filmowych. Zasłynęła także występem w klipie do piosenki Fade Kanye West'a. Od 2012 roku należy do wytwórni muzycznej GOOD Music.

W czerwcu, światło dzienne ujrzał drugi longplay artystki, zatytułowany K.T.S.E (Keep The Same Energy). Trafiłam na niego przypadkowo. Zaciekawiła mnie pozytywna opinia na temat jednej z piosenek, którą przeczytałam na pewnym muzycznym portalu. A ponieważ są to "moje klimaty", to w ogóle się nie zastanawiałam i włączyłam płytę. Za produkcję materiału odpowiada przede wszystkim raper Kanye West. Znajdziemy tu osiem ciekawych kompozycji, opartych na klasycznym, rhythmandblues'owym brzmieniu.


Album otwiera ładnie skomponowane No Manners. To krótki numer, oparty przede wszystkim na dźwiękach skrzypiec i fortepianu. Podoba mi się w nim pewien uwodzicielski charakter. Spokojne Gonna Love Me utrzymane jest w stylu retro. Doszukać się w nim można inspiracji latami 90-tymi, a nawet 60-tymi. Szybko polubiłam to nagranie, ponieważ bije od niego autentyczność. Oldschool'owe granie wyczuwalne jest także w ładnym Issues/Hold On. Najciekawszym utworem na krążku jest seksowne, sensualne, ciekawie brzmiące Hurry, w którym wokalistce towarzyszy wspomniany już Kanye West. Słuchając tej piosenki, odbiorca może odnieść wrażenie, że Teyana śpiewa z uśmiechem na ustach. Jej specyficzna barwa brzmi momentami bardzo ciepło, co jest ogromnym atutem całej kompozycji. 
"I don’t know no patience, ain't got no more time to waste
Serious need that one or two or three more times after foreplay"
Kolejnym gościem, choć nie tak "jawnym" jest Ty Dolla $ign. Szczerze przyznam, że rzadko kiedy jego obecność w jakimkolwiek numerze jest dla mnie znośna. W wolnym 3Way brzmi on korzystnie, a co najważniejsze - fajnie współgra z piosenkarką. Teyana Taylor urzeka słuchacza swoim aksamitnym głosem już od pierwszych dźwięków. Utwór jest  niebanalny i jakże...fantazyjny. Jedną z lepszych kompozycji jest Rose In Harlem. Nawiązuje ona do ciężkich przeżyć Amerykanki. Nagranie ma ciekawą energię i swego rodzaju pazur. Podoba mi się w nim mocniejszy, zadziorny refren. Never Would Have Made It ukazuje nam kolejną wokalną odsłonę artystki - powiedziałabym, że odważniejszą. To porządny numer, w którym do gustu najbardziej przypadł mi bridge. Płytę zamyka nieco klubowe WTP. Moim zdaniem, to najsłabsze nagranie w stawce. Jest dynamiczne, pompatyczne i odrobinę męczące. Nie przekonuje mnie, ani melodia, ani tekst. Szkoda.

K.T.S.E to fajny, stylowy materiał.  Krążek wywarł na mnie pozytywne wrażenie i sprostał moim oczekiwaniom. Mimo, że doszukać się tu można kilku niedociągnięć, to i tak warto docenić jego klimat, nastrojowość i ciekawy charakter. Album poświęcono przede wszystkim miłości, uczuciom. Przepełniony jest sensualnością i kobiecością. Jednym z plusów płyty jest głęboki, aksamitny wokal Teyany. Piosenkarka wie jak nim operować, by brzmiał urzekająco. Komu polecam ten materiał? Z pewnością fanom Lauryn Hill, Amy Winehouse, czy też Alici Keys.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Najlepsze utwory: Gonna Love Me, Hurry, Rose In Harlem

wtorek, 3 lipca 2018

111. Recenzja: THE CARTERS "Everything Is Love" (2018)

Beyonce i Jay Z tworzą jedną z najpopularniejszych i najpotężniejszych par show biznesu. Od lat nie schodzą z ust dziennikarzy, krytyków muzycznych i słuchaczy. Każdy kolejny projekt, wychodzący spod ich ręki wzbudza ogromne emocje i nie lada zamieszanie. Jak zatem prezentuje się pierwsze, wspólne muzyczne dziecko pary? 

Najpierw ona oskarżała go o liczne zdrady na Lemonade, potem on przepraszał ją na 4:44. Teraz zapewniają, że "miłość jest wszystkim", a najgorsze jest już na nimi. Najnowszy materiał gwiazdorskiej pary, mimo że ukazał się bez żadnej zapowiedzi, to i tak zaskoczeniem nie był. Od dłuższego czasu spekulowano na jego temat. Tak więc, po licznych domysłach światło dzienne ujrzał krążek Everything Is Love, który ukazał się 16-tego czerwca nakładem wytwórni Roc Nation.


Everything Is Love składa się z dziewięciu kompozycji, utrzymanych w stylistyce, bazującej na hip hopowych i rhytmandblues'owych brzmieniach. Do najciekawszych momentów albumu zaliczam sensualne Summer. Jest to romantyczny, wyluzowany numer, w którym Jay Z pozwala żonie pięknie błyszczeć. Jego rapowana zwrotka jest tylko fajnym dopełnieniem. Przyjemnie wypada również singlowe Apeshit, oparte na mocnych, ciężkich bitach. Podoba mi się bardzo zróżnicowane tempo tego utworu oraz rapująca Beyonce. Przyznam się, że nie na początku nie lubiłam tej piosenki, ale z czasem zmieniłam zdanie. To naprawdę świetne nagranie. Odprężające Boss zachwyca melodią, opartą na dźwiękach trąbek. Utwór opowiada o pieniądzach, pozycji, sławie. Szybko wpada w ucho, za sprawą chwytliwego refrenu.
"Ain't nothing to it, I boss so I bought my momma a whip
My great-great-grandchildren already rich
That's a lot of brown chil'ren on your Forbes list
Probably lookin' around my compound on my fortress, boss"
Dalsza część krążka niczym nie ustępuje poprzedniej. Mamy tu przebojowe Nice, wyprodukowane przez Pharrell'a Williams'a. Udziela się on także wokalnie, nadając piosence odrobinę luzu. W wyważonym Friends podoba mi się ładny, nienachalny refren, sprawiający, że mam ochotę włączyć numer jeszcze raz. Polubiłam także popowo brzmiące Heard About Us, będące fajną odskocznią od ciężkich, trapowych bitów. 713 budzi mieszane odczucia. Zaczyna się świetnie, ale z czasem wkrada się chaos, który trochę psuje utwór. Gdyby uprościć linię melodyczną o kilka zbędnych dźwięków, to byłoby o niebo lepiej. Black Effect natomiast nie wzbudza żadnych większych emocji. To poprawna kompozycja, w której ładną, prostą melodię, wzbogacono o typowy, hip-hopowy bit. Album zamyka nagranie Lovehappy, kompletnie zdominowane przez Beyonce. Najmocniejszym punktem numeru jest cudownie brzmiący refren.

Jeśli ktoś z Was myślał, że Carterowie nagrają piosenki w stylu Crazy In Love czy Deja Vu, to gorzko się pomylił. Everything Is Love nie grzeszy ani przebojowością ani radiowym potencjałem. To ambitny materiał, z lepszymi i gorszymi momentami. Warto pochwalić go za genialną produkcję, ciekawą warstwę tekstową oraz stylowe melodie, łączące klasykę hip hopu z nowoczesnością. Mimo, że nie zasługuje na miano płyty roku, to i tak trzeba oddać Carterom, że jak się już za coś zabierają, to robią to dobrze. Everything Is Love ukazuje siłę i ciągle wysoką formę małżeństwa. Bo kto inny mógłby wpaść na pomysł nagrania klipu w Luwrze?

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Najlepsze utwory: Summer, Apeshit, Lovehappy


sobota, 30 czerwca 2018

110. Moje muzyczne podsumowanie miesiąca: CZERWIEC'18


I. ALBUMY, KTÓRE POZNAŁAM W CZERWCU
Czerwiec przyniósł mi cztery premiery. Najpierw za serce chwyciła mnie Jorja Smith ze swoją debiutancką płytą Lost&Found, a potem Christina Aguilera ze świetnym Liberation. Obie panie z pewnością zajmą wysoką pozycję w moim personalnym rankingu najlepszych krążków roku. Gwiazdorskie małżeństwo państwa Carterów również zrobiło na mnie pozytywne wrażenie. Everything Is Love to różnorodny, porządny materiał, którego recenzję już niedługo znajdziecie na moim blogu.Debiutancki longplay Bebe Rexhy (Expectations) gościł u mnie w słuchawkach tylko raz, ale mogę już powiedzieć, że nie przekonał mnie na tyle, żeby sięgnąć po niego kolejny raz. Nadrobiłam także zaległości sprzed dwóch miesięcy i przesłuchałam Invasion Of Privacy od Cardi B. Ponadto poznałam trzy kolejne krążki Lennego Kravitza, z których najbardziej do gustu przypadł mi Mamma Said oraz debiut wokalistki, nagrywającej pod pseudonimem SZA (Ctrl). Do grona moich ulubionych rhythmandblues'owych albumów dodać mogę Channel Orange, za które odpowiada Frank Ocean. Zestawienie zamyka Stripped i Back To Basic Christiny Aguilery.

II. NAJLEPSZE UTWORY, KTÓRE UKAZAŁY SIĘ W CZERWCU
 
JORJA SMITH - WANDERING ROMANCE
W czerwcu swoją premierę miała debiutancka płyta Jorji Smith. Na albumie znaleźć można wiele stylowych, bardzo dobrych utworów. Do tego grona zaliczam kompozycję Wandering Romace. To ładna piosenka, w której pomysłowo wykorzystano męski wokal w tle. Poza tym numer budują: tajemniczość, subtelność i nietypowa przebojowość.
CHRISTINA AGUILERA - PIPE & SICK OF SITTIN'
W poprzednim miesiącu zachwycałam się piosenką Twice, a w tym rozpływam się nad mocnym, zadziornym, nieco rockowym Sick Of Sittin' oraz nad sensualnym, bardzo subtelnym i kobiecym Pipe. Obydwie kompozycje są mocnymi punktami najnowszego wydawnictwa Christiny Aguilery. Sprawiają, że o Liberation będzie się jeszcze długo i dobrze mówić.
CHEAT CODES FT. LITTLE MIX - ONLY YOU
Najnowsza kompozycja od amerykańskiej grupy Cheat Codes powstała na potrzeby składanki "Love Island".  Swój gościnny udział w nagraniu zaliczyły panie z Little Mix. Only You to śliczny, bardzo dobrze brzmiący numer, z ambicjami na hit lata. Ogromnym atutem utworu jest jego przebojowość, chwytliwość i wykonanie. Po raz kolejny zachwycam się głosami dziewczyn, których słucha się z ogromną przyjemnością.
DEMI LOVATO - SOBER
Jeszcze do niedawna nie byłam w stanie słychać numerów Demi Lovato. Wokalistka zawsze mnie irytowała swoimi przerysowanymi, aż nadto emocjonalnymi, wykrzyczanymi wykonaniami piosenek. W ostatnim czasie zaczęła mnie do siebie przekonywać. Sober to ładne, melodyjne nagranie, poruszające delikatnością. Oby tak dalej Demi!
KHALID FT. H.E.R - THIS WAY
Khalid co jakiś czas zaskakuje słuchaczy nowymi numerami. Tym razem nagrał piosenkę na potrzeby soundtracku Superfly. This Way to niezwykle nastrojowy i klimatyczny utwór, przy którym można się odprężyć, wyluzować i odpłynąć. Wokale Khalida i H.E.R brzmią razem idealnie. Nie sposób przejść obok tej kompozycji obojętnie i bez żadnych emocji.
GOLDLINK FT. MIGUEL - GOT FRIENDS
O raperze, ukrywającym się pod pseudonimem GoldLink, pierwszy raz usłyszałam za sprawą numeru Christiny Aguilery Like I Do. Okazuje się, że artysta ma na swoim koncie bardzo udaną kolaborację z inną gwiazdą. Got Friends, w którym usłyszeć możemy Miguel'a, to fajny numer, utrzymany w powolnym, stonowanym tempie. Uwielbiam do niego powracać.

III. PODSUMOWANIE WG LAST.FM

TOP 5 PIOSENEK
1. Lenny Kravitz - Low
2. Taconafide - Tamagotchi
3. Cheat Codes ft. Little Mix - Only You
4. Taconafide - Mleko&Miód
5. Cardi B ft. Bad Bunny & J Balvin - I Like It

TOP 5 ARTYSTÓW
1. Christina Aguilera
2. Taconafide
3. Usher
4. Lenny Kravitz
5. Jorja Smith

TOP 5 ALBUMÓW
1. Jorja Smith "Lost&Found"
2. Taconafide "Soma 0,5 mg"
3. Christina Aguilera "Liberation"
4. The Carters "Everything Is Love"
5. Christina Aguilera "Stripped"

poniedziałek, 25 czerwca 2018

109. Z list przebojów #4

W przerwie między kolejnymi recenzjami, chciałabym przybliżyć Wam kompozycje, które w ostatnim czasie podbijają listy przebojów na świecie. Dokonam ich charakterystyki oraz oceny. W najnowszym wydaniu przyjrzę się hitom od: Calvina Harrisa, Cardi B oraz Liam'a Payne'a. Zapraszam serdecznie do komentowania :)


CALVIN HARRIS FT. DUA LIPA - ONE KISS
Jaka jest recepta na komercyjny sukces piosenki? Porządny bit, chwytliwy, łatwy do zapamiętania refren i popularna piosenkarka na wokalu. Wszystko to sprawiło, że Calvin Harris zanotował na swoim koncie kolejny przebój. Mnie One Kiss nie zachwyciło. Mimo, że jest to przyjemna, lekka kompozycja, to jednocześnie jest bardzo męcząca. A teledysk? Wakacyjny, minimalistyczny, z fajnymi momentami, ale bez większych fajerwerków.
Piosenka: ⭐⭐⭐
Teledysk: ⭐⭐⭐



CARDI B FT. BAD BUNNY & J BALVIN - I LIKE IT
Jeszcze do niedawna fenomen Cardi B był dla mnie nie do zrozumienia. Jej pierwszy hit (Bodak Yellow) nie podobał mi się, a dziwny akcent raperki strasznie mnie irytował. Dziś zachwycam się piosenką I Like It, w której Amerykanka brzmi bardzo korzystnie. To lekka, wakacyjna kompozycja, do której nagrano przyjemny, klimatyczny teledysk. Okazuje się, że połączenie hip-hopowych bitów z latynoskimi rytmami to świetne rozwiązanie. 
Piosenka: ⭐⭐⭐⭐⭐
Teledysk: ⭐⭐⭐⭐


LIAM PAYNE FT. J BALVIN - FAMILIAR
Liam Payne jest kolejnym wokalistą zespołu One Direction, który przymierza się do wydania solowego albumu. Jednym z singli, zapowiadających debiutanckie wydawnictwo piosenkarza jest przebojowe Familiar. Numer utrzymany jest w popowo-rhythmandblues'owym klimacie, wzbogaconym o popularne ostatnio latynoskie rytmy.  Teledysk nie posiada żadnej rozbudowanej fabuły. Miał być po prostu przyjemny dla oka. Czy tak się stało? Mogło być lepiej.

Piosenka: ⭐⭐⭐⭐
Teledysk: ⭐⭐⭐*


*skala ocen - 1-6

wtorek, 19 czerwca 2018

108. Recenzja: Christina Aguilera "Liberation" (2018)

Od debiutu Christiny Aguilery na rynku muzycznym minęło niemalże dwadzieścia lat. Przez ten czas wokalistka wydała osiem studyjnych krążków, zanotowała kilka wzlotów i upadków, zdobyła także rzeszę wiernych fanów. Na swój najnowszy materiał, artystka kazała czekać słuchaczom sześć długich lat, ale z pewnością ich nie zawiodła. 

Była już słodką, grzeczną dziewczyną z sąsiedztwa, zadziorną seksbombą oraz stylową diwą. Kim zatem jest Christina na Liberation? Wokalistka na swojej najnowszej płycie jest przede wszystkim sobą. Nikogo nie udaje, czasami jest romantyczna, niekiedy odważna - przede wszystkim jest autentyczna. To bardzo istotny powód, dla którego należy ten album poznać, ale czy jedyny? Zapraszam do przeczytania recenzji.


Autentyczność i naturalność emanują już z samej okładki płyty. Piękne, czarno-białe zdjęcie Christiny, pozbawionej mocnego, zbędnego makijażu przykuwa uwagę i sprawia, że obraz ten na długo pozostaje w pamięci. Przenosi się to także na muzykę. Najnowsze dziecko Aguilery składa się z piętnastu pozycji, utrzymanych w popowo-rhythmandblues'owej stylistyce. Album otwiera tytułowe Liberation, będące krótką, ale bardzo tajemniczą i nastrojową zapowiedzią dalszej części. To co szczególnie mnie zachwyciło w tym numerze, to genialna, jakże klimatyczna melodia. Warto poświecić parę chwil piosence Maria, w której wokalistka śpiewa o szukaniu "swojego ja". To mocny, neo-soulowy utwór, wyprodukowany przez Kanye Westa. Polubiłam go za świetną warstwę tekstową i odważne wykonanie. Prawdziwą petardą jest Sick Of Sittin'. To jedna z lepszych kompozycji na płycie. Oparta jest na oldchool'owych, rockowych brzmieniach, sprawiających, że nie łatwo o niej zapomnieć. Fall In Line z kolei opowiada o sile kobiet. To porządny numer, zaadresowany w szczególności do młodszych pań. Podoba mi się jego podniosły charakter.
"All the youth in the world will not save you from growing older
And all the truth in the girl is too precious to be stolen from her"
Na Liberation nie brakuje dobrych, stylowych nagrań. Moim ulubieńcem w całej stawce jest Twice. To piękny, wzruszający utwór, który lubię za minimalizm, prostotę i emocjonalność. Szybko do gustu przypadło mi popowe Deserve, za które odpowiada MNEK oraz rhythmandblues'owe, nowoczesne Like I Do, nagrane we współpracy z raperem GoldLink. Uwagę słuchacza przykuwa także sensualna, odprężająca kompozycja Pipe, utrzymana w przyjemnym, bardzo kobiecym stylu. Masochist pełne jest uroku i wdzięku, natomiast w Unless It's With You Christina czaruje swoim głosem. Eksperymentalne Right Moves nie zachwyca, ale wprowadza fajny, bujający klimat muzyki reggae. Najgorszą piosenką na Liberation jest przekombinowane Accelerate. To bardzo odważna kompozycja, ale niestety słaba. Przeszkadza mi w niej przede wszystkim Ty Dolla $ign, który jest chyba nie do przebicia, w kwestii psucia numerów.

Najnowsze, ósme już wydawnictwo Christiny Aguilery to dobry materiał.  Po wielu zawirowaniach, piosenkarka wraca na właściwe tory, a Liberation jest tego najlepszym dowodem. Wyzwolenie artystki poskutkowało stylowym, bardo przyjemnym materiałem, o którym warto mówić i do którego warto wracać. Podoba mi się sposób, w jaki wokalistka przekazuje swoje emocje. Jest w tym bardzo naturalna, nic nie robi na siłę. Liberation to materiał dojrzały i kobiecy, nadający się zarówno na imprezę, jak i na samotne wieczory.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐+
Najlepsze utwory: Liberation, Maria, Sick Of Sittin', Twice, Pipe

czwartek, 14 czerwca 2018

107. Recenzja: JORJA SMITH "Lost&Found" (2018)

Urodziła się w 1997 roku. Na swoim koncie ma współprace z Drake'm, Stormzy'm i Kendrick'em Lamar'em. Jest laureatką nagrody krytyków Brits 2018. Jorja Smith to prawdziwe objawienie Brytyjskiej sceny muzycznej. W czerwcu ukazał się jej debiutancki longplay, na który czekałam z ogromną niecierpliwością. 

Na tą młodziutką wokalistkę uwagę zwróciłam kilka miesięcy temu, gdy ukazał się album ze ścieżką do filmu Czarna Pantera. Jorja miała tam swój mały, ale jakże wyrazisty wkład. Utwór I Am szybko zdobył moje serce, dlatego postanowiłam prześledzić losy artystki. Nie ukrywam, że epka Project 11 (której recenzję przeczytacie tutaj) zaostrzyła mój apetyt i oczekiwania względem Brytyjki. Jak zatem poradziła sobie piosenkarka? Zapraszam do przeczytania mojej recenzji.



Na debiutanckim albumie Jorji Smith znajdziemy dwanaście kompozycji, utrzymanych w stylistyce, łączącej ze sobą gatunki takie jak: neo-soul, r&b i pop. Płytę otwiera  utwór Lost & Found. To fajne nagranie z genialną linią melodyczną i rytmicznym, ciekawym bitem. Teenage Fantasy z kolei zaskakuje mocnym, emocjonalnym przekazem. Szybko polubiłam chwytliwe Where Did I Go? oraz śliczną balladę On Your Own. Do moich ulubieńców muszę zaliczyć numer February 3rd, w którym na pierwszy plan wychodzą: tęsknota, melancholia i nastrojowość. Wokal artystki w tym utworze brzmi rewelacyjne. Jest w nim delikatność i swego rodzaju słodycz. Odprężające The One natomiast wprowadza słuchacza w spokojny, kojący nastrój.
"Meet someone
I don't want to need no one
I'm not tryna let you in
Even if I've found the one"
Gdy pierwszy raz słuchałam krążka Lost&Found, do gustu najbardziej przypadło mi nagranie Wandering Romance. Jest to ładna piosenka, w której pomysłowo wykorzystano męski wokal w tle. Poza tym, budują ją tajemniczość, subtelność i nietypowa przebojowość. Blue Lights, czyli główny singiel promujący płytę, chwyta za serce bardzo dobrym tekstem. Jest to numer, obok którego ciężko przejść bez emocji, ot tak. Przykuwa uwagę słuchacza i sprawia, że chce się więcej. Końcówka albumu jest bardzo emocjonalna. Zacznę od ładnej, minimalistycznej kompozycji Goodbyes, w której spodobała mi się aranżacja na gitarę akustyczną. Tomorrow to z kolei utwór, przy którym można się rozpłynąć. Stonowane dźwięki na początku dobrze współgrają z "żywszym" rozwinięciem. Całość zamyka piękne Don't Watch Me Cry.

Jorja Smith nad debiutanckim materiałem pracowała trzy lata. Efekty tej pracy są powalające. Lost&Found zrobiło na mnie bardzo duże wrażenie.  To album spójny, żadna piosenka nie znalazła się tu przypadkowo. Co więcej, każda kolejna współgra z poprzednią. Wokalistka przywołała nieco oldchool'owe brzmienia lat 90-tych i wzbogaciła je o nowoczesne rozwiązania. Efektem tego połączenia jest dwanaście równych, świetnie brzmiących kompozycji, z których ciężko jest wskazać chociażby jedną słabszą. Ogromnym atutem Brytyjki są charyzma i autentyczność, przekładające się na jej twórczość. Na płycie dominują młodość, uczucia i cierpienie. Artystka oddaje słuchaczowi całą siebie, przekazując mu swoje emocje i przeżycia. Melodie są świetne, teksty zwracają na siebie uwagę, a wokal Jorji jest niezwykle elektryzujący. Bardzo serdecznie polecam ten materiał.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐⭐
Najlepsze utwory: Teenage Fantasy, Feburary 3rd, Wandering Romance, Blue Lights


środa, 6 czerwca 2018

106. Recenzja: SHAWN MENDES "Shawn Mendes" (2018)

Shawn Mendes wdarł się przebojem na rynek muzyczny. Początkowo publikował swoje nagrania na YouTubie. Został odkryty w roku 2014, a rok później ukazał się jego debiutancki krążek pt. Handwritten, z którego pochodzi przebój Stitches. Dziś ma w dorobku trzy studyjne albumy, rzeszę wiernych fanek i kilka bardzo dużych hitów. A ma zaledwie 19 lat.

Do twórczości tego wokalisty podchodziłam z ogromnym dystansem. Na wstępie przyznam, że nie znam w całości jego poprzednich płyt. Najnowszy materiał Kanadyjczyka jest moim pierwszym, tak bliskim spotkaniem z twórczością piosenkarza. Czego się spodziewałam? Z pewnością przyjemnych, ale niezbyt ambitnych, popowych numerów. Co otrzymałam? Dokładnie to.


Imienny album Shawna Mendesa składa się z czternastu kompozycji, utrzymanych przede wszystkim w popowej stylistyce. Płytę otwiera In My Blood. To ładna, pop-rockowa piosenka, w której spokojne zwrotki fajnie kontrastują z mocnym refrenem. Nervous z kolei zaskakuje lekkością. Ten przebojowy, dobrze brzmiący utwór idealnie sprawdziłby się w roli singla. Spodobało mi się nagranie pt. Lost In Japan. To jedna z lepszych pozycji na krążku. Oparta jest na stylowym, klaskanym rytmie. Mimo, że jest raczej wyważona i spokojna, to i tak nazwałabym ją chwytliwą. Zmysłowość i nastrojowość płyną z kompozycji Where Were You In The Morning?, reprezentującej przyjemne, gitarowe brzmienia.  Duet z Julią Michaels nie przekonuje mnie. Akustyczne Like To Be zaczyna nudzić po kilkudziesięciu sekundach. Fallin' All In You ma natomiast bardzo dobry, ślicznie zaśpiewany refren. 
"You are bringing out a different kind of me
There's no safety net that's underneath, I'm free
Falling all in you"
Kolejną pozycją na albumie jest Particular Taste. Utwór ten łudząco przypomina piosenkę Bad Liar Seleny Gomez. Niestety, brakuje mu oryginalności. Why wpada jednym uchem, wypada drugim. Nie pozostaje w pamięci nawet na chwilę. Jest to proste, niezwykle senne nagranie. Gdy słucham Because I Had You, mam wrażenie, że gdzieś już to słyszałam. Czyżby Love Yourself 2.0.? W Queen uwagę przykuwa linia melodyczna, ale poza tym, niewiele dobrego mogę o tej kompozycji powiedzieć. O niebo lepiej wypada popowo-rhythmandblues'owe Youth. Gościnny występ Khalida był świetnym pomysłem. Jest to spotkanie dwóch młodziutkich wokalistów, reprezentujących różne gatunki muzyczne. Ich głosy są kompletnie od siebie oddalone, ale pozostają w fajnej kolektywie. W pamięci pozostaje także numer Mutual, wypełniony pozytywną energią.  Bardzo polubiłam to nagranie. Perfectly Wrong to romantyczna, ale odrobinę nudna piosenka, zaaranżowana na pianino i gitarę akustyczną. Płytę zamyka utwór When You're Ready, od którego bije niezwykłe ciepło. 

Trzeci studyjny album Shawna Mendesa to dawka porządnego, akustycznego popu. Mimo, że nie wszystkie kompozycje przypadły mi do gustu, to i tak odbieram pozytywnie ten krążek.  Nie jest to materiał, do którego będę wracała często, ale na pewno zapamiętam piosenki takie jak: Lost In Japan czy Mutual. Do słabych stron wydawnictwa zaliczam jego długość (niektóre nagrania są zbędnymi zapychaczami) i brak oryginalności. Wokalista sprawia wrażenie osoby, która wie czego chce, a mimo to momentami się pogubił. Plusem płyty jest lekkość, subtelność i wdzięk. Teksty są porządne, ciekawie napisane, a melodie ładnie skomponowane. Czy polecam ten krążek? Cóż, z pewnością polecam kilka pojedynczych utworów. 

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐+
Najlepsze utwory: Nervous, Lost In Japan, Where Were You In The Morning?, Mutual