czwartek, 30 listopada 2017

072. Recenzja: TAYLOR SWIFT 'Reputation' (2017)

Taylor Swift rozpoczęła karierę jako wokalistka country. To właśnie w tej stylistyce nagrała większość swoich albumów. W 2012 roku piosenkarka po raz pierwszy zaprezentowała się światu w popowym brzmieniu. Z czasem stała się jedną z największych gwiazd muzyki. Liczne nagrody, sukcesy na listach przebojów oraz kolejne skandale z jej udziałem stały się chlebem powszednim. Po zakończeniu ery albumu 1989, Taylor zniknęła z mediów na kilka miesięcy. Pracowała w tym czasie nad nowym materiałem, który miał być jej odpowiedzią na ostatnie konflikty. 

"I'm sorry, the old Taylor can't come to the phone right now. Why? Oh, 'couse she's dead". Tymi słowami wokalistka zapowiadała swoje nadchodzące wydawnictwo. Dała znak światu, że zamierza rozliczyć się ze swoimi wrogami, a także zmienić brzmienie. W sierpniu ukazał się pierwszy singiel zapowiadający album - Look What You Made Me Do. To właśnie z tego numeru pochodzą wspomniane słowa. Utwór utrzymany jest w mrocznej, electro-popowej stylistyce, a tekst piosenki poświęcony został największemu wrogowi Taylor - Kanye West'owi.
I don't trust nobody and nobody trusts me
I'll be the actress starring in your bad dreams
Na album Reputation składa się piętnaście kompozycji, bazujących przede wszystkim na muzyce electro-popowej i synth-popowej. Do najmocniejszych punktów krążka należy stylowa, zadziorna oraz świetnie wyprodukowana piosenka I Did Something Bad. Taylor eksperymentuje tu z cięższym brzmieniem, co skutkuje bardzo dobrym numerem. Do moich ulubieńców zaliczam również Dancing With Our Hands Tied, w którym na pierwszy plan wychodzi genialny bit. Nie sposób przejść obojętnie obok wyrazistego Don't Blame Me, łączącego spokojny wstęp z mocnym refrenem. Do elity Reputation należy So It Goes, ukazujące delikatną stronę wokalistki. Uwielbiam ten stylowy, cudownie brzmiący refren. Warto posłuchać również zmysłowego Dress oraz romantycznego Delicate.

"Nowa Taylor" daje o sobie znać także w electro-popowym Ready For It?. Kompozycja ta łączy ze sobą mocne, drapieżne zwrotki z popowym, łatwo wpadającym w ucho refrenem. Ciekawie brzmi End Game, w którym doszukać się można hip-hopowych inspiracji. Piosenkarce towarzyszą tu: raper Future i wokalista Ed Sheeran. Uwagę słuchacza przyciąga również This Is Why We Can't Have Nice Things, poświęcone Kanye West'owi. Numer odróżnia się od pozostałych lekkim i odrobinę zabawnym tonem.
Here's a toast to my real friends
They don't care about that he said, she said
And here's to my baby
He ain't reading what they call me lately
And here's to my momma
Had to listen to all this drama
And here's to you
‘Cause forgiveness is a nice thing to do
I can't even say it with a straight face
Czy stara Taylor Swift faktycznie nie żyje? Nie do końca. Nawiązaniem do wcześniejszej twórczości są utwory: Call It What You Want oraz New Year's Day. Pierwsza kompozycja utrzymana jest w synth-popowej stylistyce, połączonej z rhythmandblues'owymi brzmieniami. Druga zaś, to prosta, cicha piosenka, oparta na dźwiękach pianina. Niestety, nie każdy powrót do dawnej stylistyki okazał się być trafiony. Jest tak w przypadku popowego Gorgeous. O ile zwrotki jeszcze mi się podobają, to refren brzmi bardzo banalnie. Jeszcze gorzej wypada nijakie Getaway Car, będące zbędnym zapychaczem na płycie. Na miano najgorszej kompozycji na albumie zasługuje King Of My Heart, irytujące słabym refrenem i linią melodyczną.

Najnowsze wydawnictwo Taylor Swift okazało się ogromnym zaskoczeniem. Przyznam szczerze, że nigdy nie lubiłam tej wokalistki. Odstraszała mnie nie tyle jej muzyka, co sama osoba Taylor. Po Reputation sięgnęłam z czystej, muzycznej ciekawości. Nie żałuję, bo odkryłam na niej kilka naprawdę dobrych kompozycji. Album jest bardzo spójny i świetnie wyprodukowany. Tak naprawdę, tylko trzy piosenki obniżają wartość krążka. Pozostałe numery utrzymane są na wysokim poziomie. Od strony tekstowej Reputation ma się całkiem nieźle. Piosenki podzielić można na dwie grupy: te subtelne, traktujące o miłości oraz te mocniejsze, poświęcone prywatnym porachunkom Swift. Wszystkie razem tworzą bardzo dobrą całość. Najnowszy krążek Taylor Swift może się podobać. Okazuje się, że nowoczesne synth-popowe brzmienia idealnie pasują do wokalistki. Mam nadzieję, że jest to kierunek, w którym będzie dalej podążać.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐+
Najlepsze: I Did Something Bad, Don't Blame Me, So It Goes, Dancing With Our Hands Tied
Najsłabsze: Gorgeous, Getaway Car, King Of My Heart


sobota, 25 listopada 2017

071. Recenzja: MILEY CYRUS 'Younger Now' (2017)

Miley Cyrus jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych gwiazd młodego pokolenia. Swoją przygodę z show biznesem rozpoczęła w 2006 roku, za sprawą serialu młodzieżowego "Hannah Montana". Przyznam szczerze, że lubiłam Miley w tej roli. Od samego początku była w nim bardzo naturalna, widać było, że czuje się przed kamerą bardzo swobodnie. Wizerunek grzecznej, słodkiej dziewczynki, Cyrus porzuciła w roku 2010, kiedy to ukazał się jej trzeci krążek Can't Be Tamed. Artystka przyjęła bardziej drapieżny image, który nie do końca spodobał się fanom. Z każdym kolejnym rokiem, Miley coraz częściej eksperymentowała z wyglądem, coraz częściej także, pojawiała się w prasie kolorowej. W 2013 roku ukazał się album Bangerz, który przyniósł hity takie jak: Wrecking Ball czy We Can't Stop. Była to najbardziej skandaliczna era w karierze młodziutkiej gwiazdy. Kuse stylizacje, wulgarne sesje zdjęciowe i bardzo odważne występy towarzyszyły jej aż do 2016 roku. Rok 2017 natomiast, przyniósł nam stonowaną, skromną i bardzo wrażliwą artystkę.

W maju 2017 roku Miley Cyrus powróciła z nową muzyką. Piosenka Malibu zapowiadać miała jej najnowsze wydawnictwo. Okazała się być ogromnym zaskoczeniem. Nie było już śladu po skandalistce, śpiewającej komercyjne numery. Malibu to bardzo spokojna, wyważona kompozycja, łącząca delikatne popowe brzmienia z soft rockiem. Miley przekazała słuchaczom wiadomość, że dojrzała i że taka właśnie będzie jej nowa muzyka - pełna spokoju i dojrzałości. Idealnym tego przykładem jest tytułowe Younger Now. Jest to oldschool'owa, chwytliwa kompozycja, będąca świetnym otwarciem krążka. Polubiłam również Week Without You, w którym do głosu dochodzą bardzo nowoczesne brzmienia country. Sensualność i ogromna dojrzałość w głosie Miley, sprawiają że numer jest jednym z najlepszych na płycie. Warto sięgnąć po utrzymane w klimatach retro Miss You So Much oraz po delikatne, wypełnione miłością I Would Die For You. Ponadto, lubię wracać do emocjonalnego i uroczego She's Not Him, które pozostawia po sobie bardzo pozytywne, przyjemne wrażenia.
I wanna start by saying "Thank you"
I'm gonna miss you, honey
You gave me things that I can't buy back with money
You changed my life
You've been my world
Ciekawie wypadły numery, należące do nieco bardziej przebojowej kategorii. Mowa tu o Thinkin', Bad Mood i Love Someone. Pierwszy, to komercyjny, idealny do radia kawałek - na szczęście, w ten pozytywny sposób. Utwór posiada fajny beat, który sprawia, że Thinkin' jest moim guilty pleasure tego albumu. Bad Mood zaskakuje świetną, rytmiczną melodią. Jest to najlepsza kompozycja w całej stawce. Love Someone jest natomiast nieco tajemnicze, ale za to jakże chwytliwe.

Mieszane odczucia towarzyszą mi, gdy słucham Inspired. Z jednej strony, subtelność i klimat tego utworu podobają mi się, z drugiej natomiast, mam wrażenie, iż jest to zbyt prosta i przeciętna kompozycja. Kompletnie nie spodobała mi się jedyna kolaboracja na Younger Now. Mam na myśli piosenkę Rainbowland, nagraną z Dolly Parton. Jest to akustyczny numer, który brzmi odrobinę mdło. Według mnie, jest zwyczajnie nudny. Ponadto, nie wnosi nic szczególnego ani wartościowego na album.

Younger Now to ciekawe wydawnictwo. Składa się na nie jedenaście piosenek, utrzymanych w stylistyce łączącej country pop z folkiem i soft rockiem. Jest to płyta zupełnie inna, od tego co Miley Cyrus prezentowała do tej pory. Wypełniona jest delikatnością, dojrzałością i miłością. Każda piosenka jest dopracowana i bardzo dobrze napisana. Melodie, w których przeważają dźwięki gitary, są ładnie skomponowane, a głos piosenkarki brzmi cudownie. Nie jest to krążek idealny, ani bezbłędny, ale bardzo pozytywny. Miley ogromnie mnie zaskoczyła tym materiałem. Younger Now ukazuje ją w zupełnie innym wydaniu, w którym jest jej do twarzy. Wokalistka ma w sobie ogromną siłę i bardzo dużo wewnętrznego spokoju, czego może pozazdrościć jej niejedna gwiazda.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Najlepsze: Malibu, Week Without You, Thinkin', Bad Mood
Najsłabsze: Rainbowland

sobota, 18 listopada 2017

070. Throwback: X AMBASSADORS 'Vhs' (2015)

X Ambassadors to grupa muzyczna, powstała w 2009 roku w Nowym Yorku. W skład zespołu wchodzą bracia: Sam i Casey Harris, a także Noah Feldshuh oraz Adam Levin. Panowie tworzą muzykę z pogranicza alternatywnego rocka i indie popu. W swoim muzycznym dorobku mają jeden studyjny krążek oraz trzy epki. Debiutancki longplay X Ambassadors ukazał się w czerwcu 2015 roku, a promowały go takie przeboje jak Renegades czy Unsteady

Jeszcze do niedawna, twórczość zespołu X Ambassadors była mi zupełnie obca. Znałam tylko: singlowe Renegades, które bardzo lubiłam oraz numer Sucker For Pain, w którym panowie mieli swój maleńki udział. Jakiś czas temu, postanowiłam sobie, że zapoznam się z materiałem, stworzonym przez formację. Zaczęłam od jedynej do tej pory, studyjnej płyty grupy i przyznam, że tego nie żałuję.

Na krążek VHS składa się trzynaście kompozycji. Utrzymane są one w stylistyce indie i alternatywnego rocka, ale zawierają także elementy muzyki elektronicznej. Ścisłą elitę albumu stanowią trzy piosenki: Renegades, Unsteady oraz Jungle. Pierwsza z nich to folkowo-rockowa, bardzo spokojna, gitarowa kompozycja, będąca jedną z najbardziej przebojowych na płycie. Unsteady natomiast, czaruje swoją prostotą oraz świetną warstwą tekstową. Prawdziwą petardą jest mocne, energetyczne, odrobinę mroczne Jungle, w którym grupie towarzyszy wokalista Jamie N Commons. To właśnie on śpiewa główne partie w piosence. Jego wokal jest ogromnym plusem numeru.
Mama, come here
Approach, appear
Daddy, I'm alone
'Cause this house don't feel like home
Bardzo mocną stroną albumu VHS jest także piosenka Gorgeous. Brzmi ona jakby wyjęto ją z krążka zespołu One Republic. Jest to świetny numer, z chwytliwym, charakterystycznym refrenem. Moją uwagę przykuł również stonowany bridge. Spodobały mi się także: nieco oldchool'owe Nervous i mocne, ciężkie wręcz B.I.G. Są to piosenki, które zwracają na siebie uwagę słuchacza i zapadają w pamięć. Podobnie jest z przepełnionym energią i świeżością Fear, w którym grupie towarzyszy inny indie rockowy band - Imagine Dragons. Utwór z pewnością odróżnia się na tle pozostałych. Stało się tak za sprawą bardzo mocnej perkusji, która wychodzi na pierwszy plan. Numer Fear robi wrażenie, ale nie do końca zachwyca. Lepiej wypada (druga już) kolaboracja z Jamie N Commons'em, czyli bardzo wyważony, delikatny kawałek Low Life. Warto posłuchać także spokojnego Feather oraz naładowanego energią Loveless.

Debiutancki krążek zespołu ma również pewne mankamenty. Do kompozycji najsłabszych i jednocześnie  nieudanych zaliczyć muszę Hang On i Naked. Obydwie piosenki kompletnie mi się nie podobają. Pierwsza z nich jest chaotyczna, nieuporządkowana i po prostu przekombinowana. Druga zaś, bardzo szybko ucieka z pamięci, nie pozostawiając po sobie niczego specjalnego. Są to przeciętne kompozycje, zmniejszające wartość albumu.

Pierwszy studyjny longplay grupy X Ambassadors jest ciekawym muzycznym doznaniem. Kompozycje na nim zawarte są spójne i bardzo dobrze ze sobą współgrają. Podzielić je można na dwie grupy. Pierwszą są energetyczne, mocne numery (np. JungleB.I.G), drugą stanowią stonowane, klimatyczne, gitarowe kawałki (np. Renegades, Low Life). W każdej z nich znalazłam perełki, do których z ogromną przyjemnością będę wracała. Mocnym punktem VHS jest głos wokalisty. Przyznam, że bardzo mi się spodobał. Jest szorstki, mocny, ale momentami brzmi bardzo delikatnie. Wszystkie piosenki są dobrze wyprodukowane, a od strony tekstowej, album prezentuje się ciekawie, niebanalnie. Jest to kolejna mocna strona krążka. Niestety, nie do końca przekonują mnie niektóre elektroniczne chwyty. Czasami brzmią nieco męcząco. Biorąc pod uwagę wszystkie "za" i "przeciw", stwierdzam, że VHS jest płytą dobrą. Warto po nią sięgnąć, chociażby ze względu na takie perełki jak Unsteady czy Renegades.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Najlepsze: Renegades, Unsteady, Gorgeous, Jungle
Najsłabsze: Hang On, Naked


poniedziałek, 13 listopada 2017

069. Moje przeboje tygodnia #4

Cześć wszystkim! Zapraszam do zapoznania się z moim najnowszym postem, w którym  podzielę się z Wami moimi ulubieńcami ostatniego tygodnia! Zachęcam do komentowania. Polecam także zakładkę "Zgłoś płytę", w której możecie zgłaszać albumy do recenzji. 

 PIOSENKI

KRZYSZTOF ZALEWSKI - MIŁOŚĆ MIŁOŚĆ
Piosenka, od której zaczynam zestawienie, pojawiła się w mojej playliście pod koniec tygodnia. Część z Was pewnie wie, że nie przepadam za polską muzyką i raczej jest mi ona obca. Czytałam wiele dobrych recenzji na temat krążka Złoto, ale przyznam szczerze, że nie znałam ani jednej piosenki z tego albumu. Na szczęście coś mnie podkusiło, żeby włączyć ten utwór i nie żałuję! W najbliższym tygodniu koniecznie będę musiała nadrobić całą płytę. Miłość Miłość jest kompozycją nietuzinkową, piękną i bardzo emocjonalną. 


MIGUEL - TOLD YOU SO
W ubiegłym tygodniu swoją premierę miał najnowszy numer Miguela - Told You So. Jest to kolejna kompozycja, zapowiadająca nadchodzące, czwarte wydawnictwo artysty. To bardzo przyjemny, energetyczny kawałek, do którego nagrano fajny, prosty klip. Takie numery jak Told You So, czy wcześniejsze Sky WalkerShockandawe zaostrzają mój apetyt i sprawiają, że nie mogę się doczekać nadchodzącego albumu, zatytułowanego War & Leisure


ED SHEERAN - THE MAN
Ubiegły tydzień umilały mi również dźwięki z płyty X Ed'a Sheeran'a. Jedną z najlepszych kompozycji na tym wydawnictwie jest The Man, w którym wokalista zaskakuje rapowanymi zwrotkami. Ale to nie one szczególnie mi się spodobały. Moje serce skradł genialnie brzmiący, nieco soulowy refren. Sprawia on, że przez długi czas nie można uwolnić się od tej melodii. The Man błyskawicznie znalazło się w mojej ulubionej playliście i czuję, że szybko z niej nie zniknie.



X AMBASSADORS FT. JAMIE N COMMONS - JUNGLE
Kilka dni temu, postanowiłam zapoznać się z twórczością zespołu X Ambassadors. Zaczęłam od albumu VHS i szczerze powiem, że nie żałuję. Znalazłam tam klika fajnych numerów, do których z pewnością należy Jungle. W utworze gościnnie wystąpił wokalista Jamie N Commons i to właśnie on śpiewa główne partie. Kompozycja utrzymana jest w stylistyce alternatywnego rocka, ale zawiera również elementy muzyki elektronicznej. Jungle to bardzo energetyczny kawałek. Nie potrzebna mi żadna poranna kawa, skoro mam na playliscie taki numer.




TOP 3 ALBUMY
1. X Ambassadors - VHS
2. Ed Sheeran - X
3. Rihanna - Rated R

czwartek, 9 listopada 2017

068. Throwback: RIHANNA 'Rated R' (2009) & 'Loud' (2010)

Rated R
Jest rok 2009. Świat obiega informacja, że Rihanna została brutalnie pobita przez swojego ówczesnego chłopka - Chrisa Browna. Wokalista zostaje uznany przez sąd za winnego. Artystka w tym czasie przygotowuje się do wydania nowego krążka. Spekulacje na temat tego, czy nowy materiał dotyczyć będzie Browna nie ustają. Współpracownicy wokalistki zapowiadają, że Rated R będzie swego rodzaju wyzwoleniem Rihanny. Sama zainteresowana natomiast, określiła to wydawnictwo, jako jej najbardziej osobiste. Barbadoska przemalowała włosy na kolor blond, a jej image stał się jeszcze bardziej drapieżny. Artystka porzuciła wesołe, przebojowe numery z poprzednich płyt, na rzecz mocniejszych, mroczniejszych i ambitniejszych kompozycji. I to jej się bardzo opłaciło.

W tworzeniu materiału na Rated R, Rihannie pomagali między innymi: Ne-Yo, Justin Timberlake, The Dream, Stargate, will.i.am, a także duet Chase & Status. Album diametralnie różni się od swoich poprzedników. Dojrzałość i odwaga wysuwają się tu na pierwszy plan. Weźmy na przykład otwierające płytę Mad House. Jest to kompozycja niezwykle tajemnicza i mroczna, brzmi naprawdę świetnie. Jest idealnym otwarciem i z pewnością oddaje charakter krążka. Nie można oderwać się od genialnego Wait Your Turn, które łączy ze sobą hip-hop i dubstep. Imponująco brzmi również mocne Hard, w którym Rihanna brzmi nad wyraz korzystnie.
Never lying, truth-teller
That Rihanna reign just won't let up
Rated R pełne jest numerów, w których Rihanna pokazuje swój "pazur". Jednym z nich jest Rockstar 101, w którym mamy do czynienia z obliczem wściekłej Barbadoski. Utwór jest idealnym połączeniem muzyki rhythandblues'owej z rockiem. Uwielbiam także zadziorne, seksowne Rude Boy, w którym wykorzystano elementy dancehallu. Jest to taneczna, bardzo stylowa kompozycja, do której lubię wracać i robię to często. Nie sposób przejść obojętnie obok naładowanego elektroniką G4L oraz inspirowanego muzyką latino Te Amo. Czwarty krążek wokalistki bogaty jest także w ballady. Mamy tu np. osobistą, piękną kompozycję Stupid In Love oraz emocjonalnie zaśpiewane, singlowe Russian Roulette. Na miano najlepszej ballady na Rated R zasługuje natomiast Cold Case Love. Cudowna melodia wzbogacona została instrumentami smyczkowymi, które nadają piosence uroku. Warto zwrócić tu uwagę na genialnie brzmiący bridge. Niestety, krążek ma również słabe punkty, którymi są Fire Bomb i Photographs. Pierwsza z nich jest troszeczkę nieuporządkowana. Wkradł tu się drobny chaos, ale na plus odbieram ciekawe gitarowe riffy. Druga natomiast kompletnie nie pasuje mi do ogólnego zamysłu albumu. Nie jest ani zadziorna, ani tajemnicza, ani emocjonalna... jest to prostu nijaka na tle całej reszty. Myślę, że lepiej pasowałaby na Good Girl Gone Bad.

Bardzo polubiłam czwarty krążek Rihanny. Rated R jest materiałem bardzo spójnym i uporządkowanym.  Kompozycje zawarte na płycie, w niczym nie przypominają jej wcześniejszych dokonań. Są przepełnione dojrzałością, odwagą, siłą. Bardzo lubię Rihannę w takim właśnie wydaniu - drapieżnym, w nieco gangsterskim stylu. Ballady zawarte na Rated R są niezwykle emocjonalne i bardzo prawdziwe. Nie znalazłam tu nudy, komercji, ani przeciętności. Niewiele jest tu słabych punktów, a to jest chyba największa zaleta. Oby jak najczęściej Rihanna częstowała nas takimi kompozycjami.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐
Najlepsze: Wait Your Turn, Hard, Rockstar 101, Rude Boy, Cold Case Love
Najsłabsze: Fire Bomb, Photographs


Loud
Rok po wydaniu krążka Rated R, Rihanna prezentuje światu swoje piąte wydawnictwo. Jak sama wcześniej zapowiadała, miał to być jej najbardziej energetyczny album. Artystka chciała się zabawić i stworzyć iście klubowy, taneczny materiał. Po raz kolejny, jej image uległ diametralnej zmianie. Riri zaskoczyła wszystkich swoją nową, czerwoną fryzurą. Wokalistka często podkreślała, że jest bardzo dumna z tej płyty. Twierdziła, iż nie chce się zatrzymywać w miejscu, tylko przenosić swoją muzykę na kolejny poziom. Ja nie do końca to rozumiem, ponieważ materiał zawarty na Loud jest jej najsłabszym i mało wartościowym. Płyta osiągnęła jednak ogromny komercyjny sukces. Wszystko za sprawą bardzo przebojowych, tanecznych kompozycji, których na Loud nie brakuje.

Album otwiera piosenka S&M. Jest to bardzo seksowny, taneczny, przepełniony elektroniką kawałek. Przyznam, że denerwuje mnie ta kompozycja. Zwrotek da się jeszcze  słuchać, ale irytujący refren wszystko zabija. Lepiej wypada lekkie i chwytliwe What's My Name. Utwór jest połączeniem rhythmandblues'owych brzmień z elektroniką, które idealnie sprawdziło się w radiach na całym świecie. Przyjemnie słucha się pozytywnego Cheers (Drink To That), w którym Rihanna zachęca słuchaczy do cieszenia się życiem. Niestety nie rozumiem, czemu postanowiono wpleść tu wokal Avril Lavigne z piosenki I'm With You, ponieważ brzmi to dość dziwacznie. Przeciętnie wypada popowe Fading. Utwór zaczyna się bardzo spokojnie i prosto, aczkolwiek słaby refren psuje ten numer. Prawdziwą energetyczną bombą jest, nagrodzone nagrodą Grammy, Only Girl (In The World). Ta jakże przebojowa piosenka, jest idealna na każdą imprezę. Swego czasu była jedną z moich guilty pleasures.
Want you to make me feel
Like I'm the only girl in the world
Like I'm the only one that you'll ever love
Like I'm the only one who knows your heart
Odpoczynkiem od tych energetycznych, naładowanych elektroniką kawałków są kompozycje California King Bed i Man Down. Ta pierwsza jest rhythmandblues'ową balladą, w której doszukać można się rockowych inspiracji. Druga natomiast to nieco mroczna piosenka, utrzymana w klimacie reggae. Niestety ten odpoczynek nie trwa długo, ponieważ pojawia się numer Raining Men. Kompletnie nie da się go słuchać! Jest to najgorsza piosenka Rihanny, jaką słyszałam. Irytujący bit w połączeniu z okropnym wykonaniem, sprawiają że nie potrafię dotrwać do końca piosenki. Nie polubiłam także dance-popowego Complicated, które denerwuje mnie okropną linią melodyczną. Na ratunek przychodzi zmysłowa kompozycja Skin. Jest to pięknie zaśpiewany, bardzo stylowy numer, będący moim ulubieńcem na Loud. Album zamyka Love The Way You Lie Pt. II. To bardzo emocjonalna ballada, w której najbardziej spodobała mi się genialna zwrotka Eminema.

Piąty album Barbadoski nie zrobił na mnie wrażenia. Nie jestem w stanie zrozumieć fenomenu tego krążka. Niby jest przebojowy, kompozycje są chwytliwe, ale to wszystko jest bardzo puste. Stylistyka, w której utrzymana jest płyta, nie jest moją ulubioną. Loud nie jest materiałem ani ambitnym, ani nowatorskim. Z tego jakże klubowego albumu, najbardziej podobają mi się te stonowane numery, takie jak Skin czy Man Down, dlatego szczerze wątpię czy kiedykolwiek wrócę do tego krążka. Tak jak wspominałam wcześniej, wole Rihannę w zupełnie innej stylistyce.

MOJA OCENA: ⭐⭐+
Najlepsze: Man Down, Skin, Love The Way You Lie Pt. II
Najsłabsze: S&M, Raining Men, Complicated


P.S. Proszę o zgłaszanie Waszych propozycji, dotyczących płyt do zrecenzowania! Wszystkie szczegóły w zakładce "Zgłoś płytę!".

sobota, 4 listopada 2017

067. Throwback: MIGUEL 'Kaleidoscope Dream' (2012) & 'Wildheart' (2015)

Kaleidoscope Dream (Deluxe)
Miguel Pimentel jest amerykańskim wokalistą, producentem, autorem tekstów, a także kompozytorem, pochodzenia meksykańskiego. Artysta tworzy muzykę łączącą takie gatunki jak współczesne r&b, neo soul, funk i rock. Swój pierwszy kontrakt płytowy podpisał w roku 2007, a jego debiutancka płyta All I Want Is You ukazała się trzy lata później. Dwa kolejne albumy wokalisty: Kaleidoscope Dream i Wildheart, otrzymały wiele pozytywnych recenzji od krytyków i wzbudziły ogromne zainteresowanie artystą. Obecnie Miguel jest jedną z najciekawszych postaci we współczesnej muzyce, a w szczególności w muzyce rhythandblues'owej. Czy słusznie? Jak najbardziej. Zapraszam zatem do lektury.

Album otwiera utwór Adorn. Jest to bardzo zmysłowa kompozycja, utrzymana w rhythmandblues'owej stylistyce. Za ten numer Miguel otrzymał nagrodę Grammy w kategorii Best R&B Song. Jest to jedna z najlepszych piosenek tego gatunku, wydana w przeciągu ostatnich kilku lat. Bardzo spodobało mi się nieco oldchool'owe Don't Look Back, w którym uwagę przykuwają świetnie brzmiące zwrotki. Warto posłuchać także przyjemnie kołyszącego Use Me oraz nieco mocniejszego The Thrill.

Miguel jest artystą, z którym naprawdę nie można się nudzić. Idealnym przykładem jest utwór Do Yo.... Jest to bardzo chillująca kompozycja, wprowadzająca w błogi nastrój. Być może jest to spowodowane tematyką piosenki, w której wokalista pyta "Do you like drugs?". Wyróżniającym się numerem jest Kaleidoscope Dream, w którym na pierwszy plan wybija się genialny bit. Do moich ulubieńców w ostatnim czasie dołączyła również piosenka How Many Drinks?. Utwór łączy ze sobą r&b, soul i funk. Miguel czaruje tu swoim falsetem, a także zaskakuje rapowaną zwrotką (w wersji deluxe krążka, wokaliście towarzyszy raper Kendrick Lamar). Ogromnym atutem płyty jest Arch & Point. Kompozycja ta utrzymana jest w jednostajnym, ale nie monotonnym tempie. To bardzo prosty, ale jakże stylowy kawałek.
Oh, paparazzi flash baby anything goes
Feeling, though keep your eyes closed
'Cause when it feel this good baby just come natural
Do gustu przypadły mi także bardziej stonowane kompozycje: Pussy Is Mine oraz Candles In The Sun. Pierwsza to gitarowa ballada, która sprawia że słuchacz przenosi się z Miguelem do studia nagraniowego. Druga zaś, to genialnie skomponowany numer, z bardzo dobrą warstwą tekstową. Warto posłuchać również Where's The Fun In Forever, w którym chórki śpiewa sama Alicia Keys (jest także współautorką piosenki)! Na pochwałę zasłużyły także bonusowe kompozycje, które zaskakują elementami elektroniki. Mowa tu o sensualnym Gravity oraz odrobinę klubowym ...All.

Kaleidoscope Dream to album, w którym nie doszukałam się słabych stron. Jest to jeden z najlepszych rhythandblues'owych krążków jakie znam. Wywarł  na mnie ogromne wrażenie. Podoba mi się sposób, w jaki skomponowano utwory. Są dopracowane, wręcz dopieszczone. Bardzo spodobała mi się również stylistyka, w której obraca się Miguel. Wokalista wypada w niej bardzo naturalnie. Poza tym, wokal Miguela absolutnie mnie powala. Bardzo polecam ten album, bo warto mu poświęcić czas.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐⭐
Najlepsze: Adorn, Kaleidoscope Dream, How Many Drinks?, Arch & Point, Candles In The Sun, Gravity
Najsłabsze: -


Wildheart
Trzeci krążek Miguela wywołał sporo zamieszania w muzycznym świecie. Stało się tak, po części z powodu samej tematyki albumu, po części z powodu okładki, ale również z powodów czysto muzycznych.Wildheart różni się od swojego poprzednika. Dzieje się tu troszkę więcej. Oprócz typowych rhythandblues'owych brzmień, usłyszeć tu możemy przede wszystkim inspiracje rockowe i neo soulowe. Być może dla wielu z Was, połączenie r&b z muzyką rockową wydawałoby się zaskakujące i niecodzienne, ale Miguel robi to niezwykle umiejętnie.

Album składa się z dwunastu kompozycji. Każda z nich jest wyjątkowa i wnosi dużo świeżości. Miguel po raz kolejny zaprasza słuchacza w niezwykłą muzyczną podróż, która pełna jest niespodzianek. Płytę otwiera zadziorne A Beautiful Exit. Jest to gitarowy, mocny kawałek, idealnie sprawdzający się jako otwarcie krążka. Świetnie słucha się utworu Deal, który przyciąga uwagę swoją oryginalnością. Polubiłam także, na swój sposób przebojowe, The Valley. Jedną z perełek na Wildheart jest zmysłowe, ociekające sensualnością Coffee. Jest to kompozycja, którą określić można jako delikatną rhythandblues'ową pościelówkę.

Miguel lubi eksperymentować z brzmieniem, czego dowodem jest numer NWA. Moją uwagę, w pierwszej kolejności, przyciągnął genialny bit, sprawiający że piosenka jest ciekawa. Artyście towarzyszy tu raper Kurupt, którego zwrotka jest strzałem w dziesiątkę. Prawdziwą petardą na krążki jest natomiast kompozycja Waves, będąca mają ulubioną z całej stawki. Ten numer to prawdziwy ogień! Jest szalenie seksowny i wprowadza w taneczny klimat. Warto przesłuchać również stonowanego, wręcz smutnego What's Normal Anyway, w którym wokalista odnosi się do swojego dzieciństwa.
Too proper for the black kids, too black for the Mexicans
Too square to be a hood nigga, what's normal anyway?
Too opinionated for the pacifist, too out of touch to be in style
Too broke for the rich kids, I don't know what normal is.
 
Na co jeszcze warto zwrócić uwagę na Wildheart? Z pewnością na świetnie zaśpiewane Flesh. Jest to piękna ballada z cudowną linią melodyczną. Na pochwałę zasługuje także pełen lekkości i delikatności utwór Leaves oraz numer Face The Sun, w którym usłyszeć można, grającego na gitarze Lennego Kravitza. Pozytywne wrażenia pozostawia po sobie również Hollywood Dreams. Nie do końca spodobała mi się natomiast piosenka ...Goingtohell. Jest to zwyczajnie nudna kompozycja, która podoba mi się tylko krótkimi fragmentami. Jest to najsłabsza pozycja na albumie. 

Podobnie jak Kaleidoscope Dream, Wildheart wywarło na mnie duże wrażenie. Jest to krążek bardzo spójny, na którym żadna piosenka nie znalazła się przypadkowo. Porządna produkcja, bardzo dobre teksty oraz genialne wykonanie utworów, sprawiają że jest to świetny album. Porównując obydwa krążki, przyznać muszę, iż bardziej polubiłam Kaleidoscope Dream. Nie oznacza to jednak, że nie doceniam kunsztu Wildheart. Przesłuchanie tych płyt, sprawiło że postanowiłam śledzić dalsze muzyczne poczynania Miguela. Jest on artystą, na którego warto zwrócić uwagę. Po zapoznaniu się z częścią jego twórczości, dowiedziałam się nie tylko o jego niespotykanym talencie, ale również o tym, że jest największym muzycznym uwodzicielem. I co do tego nie mam żadnych wątpliwości. 

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐+
Najlepsze: A Beautiful Exit, Coffee, NWA, Waves, Flesh
Najsłabsze: ...Goingtohell

P.S. Proszę o zgłaszanie Waszych propozycji, dotyczących płyt do zrecenzowania! Wszystkie szczegóły w zakładce "Zgłoś płytę!".


Lydia Land of Grafic