niedziela, 29 października 2017

068. Moje przeboje tygodnia #3

Cześć. Dzisiejszy post poświęcony został numerom, które najczęściej gościły w moich głośnikach i słuchawkach w ciągu ostatnich kilku dni. Znajdziecie tu zarówno nowości, jak i utwory starsze, do których ostatnio powróciłam. Zapraszam do komentowania i dzielenia się swoimi ulubieńcami. 

PIOSENKI
KELLY ROWLAND FT. KEVIN COSSOM - TALK A GOOD GAME
Kelly Rowland jest wokalistką, którą darzę ogromną sympatią. Jej ostatni krążek - Talk A Good Game, jest jednym z moich ulubionych w gatunku r&b. Uwielbiam do niego powracać, dlatego obecność tytułowego numeru z tego albumu nie jest tu przypadkowa. Jest to bardzo sensualna, zmysłowa kompozycja. Utrzymana jest w typowej dla wokalistki, rhythandblues'owej stylistyce. Stanowi bardzo mocny punkt płyty. 


NIALL HORAN - ON THE LOOSE & MIRRORS
Ostatni tydzień minął mi w towarzystwie pierwszego solowego krążka Niall'a Horana. Album okazał się być bardzo miłym zaskoczeniem. Flicker zawiera kilka bardzo dobrych kompozycji, z których moje serce najbardziej podbiły: On The Loose i Mirrors. Pierwsza z nich jest niezwykle przebojowa i chwytliwa, druga natomiast czaruje delikatnymi zwrotkami i zapadającym w pamięci refrenem. 

 


USHER FT. JAY Z - HOT TOTTIE
Szczerze przyznam, że w ostatnim czasie bardzo rzadko słucham muzyki Ushera. Jest to dosyć dziwne i zaskakujące, ponieważ jest moim ulubionym wokalistą. Jednakże, często zdarzało mi się wracać do piosenki Hot Tottie. Numer pochodzi z rozszerzonej wersji krążka Raymond vs Raymond i jest moim absolutnym guilty pleasure. Nie jest to utwór wybitny, ani szczególnie odkrywczy, ale mam do niego słabość. 


JOHN LEGEND FT. MIGUEL - OVERLOAD
Grono moich ulubieńców minionego tygodnia zamyka piosenka Overload. Pochodzi ona z ostatniego albumu Johna Legenda, zatytułowanego Darkness And Light. Jest to niezwykła i bardzo czarująca kompozycja. Rozpoczyna się akustycznie, aby później zaskoczyć genialnym bitem. Nigdy nie zastanawiałam się, jakby brzmiało połączenie głosów Johna Legenda i Miguela. Okazało się że brzmi bardzo stylowo. 


ALBUMY
1. Niall Horan - Flicker
2. Miguel - Wildheart
3. Kelly Rowland - Talk A Good Game

wtorek, 24 października 2017

067. Recenzja: NIALL HORAN 'Flicker' (Deluxe), 2017

Niall Horan jest wokalistą, kompozytorem oraz autorem tekstów, pochodzenia irlandzkiego. Olbrzymi rozgłos przyniosło mu członkostwo w jednym z najpopularniejszych boybandów na świecie - One Direction. Jest trzecim, po Zaynie i Harrym, członkiem grupy, który zaprezentował światu debiutancką płytę. Wydawnictwo, zatytułowane Flicker, ukazało się 20 października, nakładem wytwórni Capitol Records.

Nigdy nie byłam fanką zespołu One Direction. Muszę jednak przyznać, że Niall wzbudzał we mnie sympatię. Mam wrażenie, że ten bardzo utalentowany chłopak, zawsze znikał w cieniu Malika i Stylesa. Czy tym razem jest podobnie? Po części na pewno tak.

Rozszerzona wersja Flicker składa się z trzynastu kompozycji, bazujących na muzyce z pogranicza folku i rocka, a także popu. Album otwiera utwór On The Loose. Jest to świetny, najbardziej energetyczny i z pewnością mój ulubiony kawałek na krążku. Od dwóch dni nie potrafię się od niego uwolnić. Zapada w pamięć, i to w ten najbardziej pozytywny sposób. Do bardzo udanych piosenek zaliczam również niezwykle przebojowe Slow Hands. Numer ten utrzymany jest w popowej stylistyce, ale wyczuwalne są tu inspiracje funkiem i rockiem. Bardzo przyjemnie się go słucha. Nie potrafię przejść obojętnie obok Too Much To Ask. Jest to prosta, nieskomplikowana i niezwykle klimatyczna ballada. Lubię do niej powracać.
Waiting here for someone
Only yesterday we were on the run
Pierwszym singlem, zapowiadającym debiutanckie wydawnictwo wokalisty, była kompozycja This Town.  Jest to akustyczny utwór, oparty na dźwiękach gitary. Mógłby wydawać się nijaki, ale wcale tak nie jest. Ma w sobie delikatność i urok. Podobnie jest z popowo-folkowym Paper House. Intrygująco brzmi Seeing Blind. Jest to jedyny duet na albumie. Horanowi towarzyszy w nim wokalistka country Maren Morris. Numer jest przyjemny, ale nie zachwycający. Podoba mi się bardzo chwytliwe Since We're Alone, którego refren na długo pozostaje w głowie. Mieszane odczucia towarzyszą mi, gdy słucham tytułowego Flicker. Z jednej strony podoba mi się prostota tej piosenki, z drugiej zaś wydaje mi się być nieco nudna. Warto natomiast sięgnąć po pełne subtelności Fire Away oraz po mocniejsze, bardzo melodyjne You And Me.

Dziesięć kompozycji, składających się na debiut Niall'a zaskoczyło mnie na tyle, że zdecydowałam się posłuchać trzech bonusowych utworów. Pierwszy z nich okazał się być dużą pomyłką. On My Own nie podoba mi się. Jest najgorszą piosenką z całej stawki. Dużo, dużo lepiej wypada pięknie skomponowane i bardzo dobrze wykonane Mirrors. Całość zamyka poprawne, ale przeciętne The Tide.

Flicker jest albumem, który nie tylko mnie zaskoczył, ale także bardzo spodobał. Odbieram go pozytywnie. Przywołuje mi na myśl pierwsze muzyczne dokonania Ed'a Sheeran'a. Wszystkie numery utrzymane są gitarowych brzmieniach. Oscylują na granicach muzyki rockowej, folkowej, a także popowej. Są to bardzo melodyjne piosenki, czarujące prostotą i subtelnością. Nie jest to natomiast materiał, który mógłby przebić debiutanckie dokonania Zayna i Harrego. Trzeba przyznać, że panowie wysoko powiesili poprzeczkę. Horan po raz kolejny pozostaje w ich cieniu, ale nie aż tak bardzo, jak mogłoby się wydawać.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Najlepsze: On The Loose, Slow Hands, Too Much To Ask, Mirrors
Najsłabsze: On My Own

piątek, 20 października 2017

066. Recenzja: DEMI LOVATO 'Tell Me You Love Me' (2017)

Demi Lovato jest jedną z największych gwiazd, wykreowanych przez Disney Channel. Karierę rozpoczynała od aktorstwa. Na ekranie zadebiutowała jako mała dziewczynka w produkcji pt. Barney & Friends. Ogromną sławę zapewnił jej udział w filmie muzycznym Camp Rock oraz serialu Słoneczna Sonny. Artystka nie związała się jednak z aktorstwem. Postawiła zatem na śpiew. Dziś jest piosenkarką rozpoznawalną i docenianą przez słuchaczy i krytyków muzycznych. Jej debiutancki krążek, Don't Forget, ukazał się w 2008 roku. Od tamtego czasu, Demi wydała kolejne pięć albumów, a ostatni z nich, Tell Me You Love Me, do sprzedaży trafił 29 września tego roku.

Album Tell Me You Love Me jest moim pierwszym, tak bliskim spotkaniem z twórczością Demi Lovato. Oczywiście znaczna część jej singli nie była mi obca. Jednakże, nigdy nie pokusiłam się o przesłuchanie całej płyty wokalistki. Najnowsze wydawnictwo piosenkarki składa się z dwunastu kompozycji. Wszystkie bazują przede wszystkim na muzyce popowej i rhythandblues'owej. Głównym singlem promującym album został numer Sorry Not Sorry. Jest to bardzo energetyczna, electro-popowa piosenka, w której doszukać możemy się elementów trapu. Nie do końca przekonuje mnie ten utwór. Wydaje mi się być taki aż nadto komercyjny i przereklamowany. W podobnej stylistyce utrzymane są kompozycje Sexy Dirty Love i Daddy Issues. Pierwsza z nich to taneczny banger, któremu zabrakło oryginalności. Druga natomiast zawiera bardzo nieznośny i irytujący refren, który mnie zniechęca do ponownego włączenia.

Demi Lovato jest wokalistką, której dużo lepiej wychodzą kompozycje spokojniejsze oraz te bardzo emocjonalne. Jednym z mocniejszych punktów na Tell Me You Love Me jest utwór tytułowy. Piosenka ta bez wątpienia ma swój urok. Określiłabym ją mianem "energetycznej ballady". Spodobała mi się przede wszystkim warstwa tekstowa, towarzysząca tej kompozycji. Nie najgorzej prezentuje się także You Don't Do It For Me Anymore, które także zwraca na siebie uwagę bardzo szczerym tekstem. Na miano mojej ulubionej piosenki na krążku zasługuje zmysłowe Ruin The Friendship. Jest to bardzo delikatnie, a zarazem emocjonalnie wykonany utwór. Podoba mi się sposób, w jaki wykorzystano tu instrumenty dęte. Idealnie pasują do bitu podszytego dźwiękami r&b. Warto także zwrócić uwagę na tekst, który według wielu spekulacji, opowiada o Nicku Jonasie. Czy tak jest w rzeczywistości? Pozostaje nam się tylko domyślać.
Put down your cigar and pick me up
Play me your guitar, that song I love
Thirsty for your love, fill up my cup
I got only good intentions, so give me your attention
Muszę przyznać, że Demi Lovato bardzo mnie zaskoczyła swoją delikatnością i subtelnością w niektórych piosenkach. Podoba mi się bardzo przyjemne, nieprzekombinowane Only Forever oraz przebojowe Games, które wyróżnia się fajnym bitem. Mieszane odczucia towarzyszą mi, gdy słucham nowoczesnego Lonely, w którym wokalistce towarzyszy Lil Wayne. Numer ten jest utrzymany w wolniejszym, nieco monotonnym tempie, sprawiającym że utwór staje się nudny. Na wielką pochwałę zasługuje natomiast kompozycja Cry Baby, w której do głosu dochodzą inspiracje muzyką soul. Album zamykają piosenki Concentrate i Hitchhiker. Obydwie utrzymane są w podobnej stylistyce. Pierwsza zaskakuje ciekawą linią melodyczną, druga zaś wprowadza bardzo romantyczny klimat. 

Tell Me You Love Me to album, który wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Szczerze przyznam, że podchodziłam do niego z dużą rezerwą, ponieważ nie przepadam za Demi Lovato. Obawiałam się, iż nie będę mogła spojrzeć na ten krążek obiektywnie. Jak się okazało, wokalistka, która za często przekrzykuje swoje piosenki, potrafi od czasu do czasu, choćby na chwilę, powściągnąć swój temperament i zaśpiewać delikatnie, spokojnie. To właśnie jest atutem tej płyty - delikatność i subtelność, przeplatana energią i emocjami. Tell Me You Love Me nie jest płytą, do której będę wracać często, ale z pewnością niejednokrotnie posłucham jeszcze numerów takich jak Ruin The Friendship czy Cry Baby.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Najlepsze: Tell Me You Love Me, Ruin The Friendship, Cry Baby, Hitchhiker
Najsłabsze: Sorry Not SorryDaddy Issues


czwartek, 12 października 2017

065. Recenzja: DUA LIPA 'Dua Lipa' (2017)

Piękna, utalentowana, wyrazista. Tymi trzema słowami opisać można artystkę, która podbiła serca słuchaczy na całym świecie. Dua Lipa jest brytyjską wokalistką i autorką tekstów pochodzenia albańskiego. Swoją karierę rozpoczynała od umieszczania filmików na You Tubie. Pierwszy kontrakt płytowy podpisała w roku 2015, a kilka miesięcy później ukazał się jej debiutancki singiel - Be The One, który okazał się wielkim hitem w Europie.  Pierwszy studyjny album wokalistki do sprzedaży trafił w czerwcu 2017 roku.  Zawiera on dwanaście kompozycji, utrzymanych w stylistyce łączącej pop z housem i muzyką elektroniczną. 

Płytę otwiera bardzo klimatyczny, nieco tajemniczy utwór - Genesis. Jest to piosenka, w której szczególną uwagę przykuwa, zapadający w pamięć refren. Dużo bardziej spodobał mi się numer Lost In Your Light, inspirowany dźwiękami muzyki disco. Jest to mój ulubiony kawałek na krążku. Towarzyszący artystce, wokalista r&b Miguel, idealnie odnalazł się w tej kompozycji. Połączenie ich wokali jest dla mnie strzałem w dziesiątkę. Bardzo dobrze brzmi również singlowe Hotter Than Hell, w którym do głosu dochodzą elementy EDM-u i tropical housu. Nie można przejść obojętnie obok synth-popowego Be The One, które urzeka swoją barwnością i przebojowością.
Oh, baby come on, let me get to know you
Just another chance so that I can show
That I won't let you down, oh no
No, I won't let you down, oh no
Co jeszcze znajdziemy na debiutanckim albumie wokalistki? Mamy tu ciekawe, charakterne IDGAF, a także melodyjne Garden, zawierające bardzo emocjonalny refren. Spodobało mi się electro-popowe Blow Your Mind (Mwah), w którym artystka posyła nam całusa. Numer ten brzmi świetnie i bardzo świeżo. Do grona moich ulubionych utworów na krążku zaliczam natomiast Thinking 'Bout You. Jest to niezwykle przyjemny, subtelny kawałek, czarujący dźwiękami gitary. Jednym z mocniejszych punktów jest również Homesick. Ta piękna, spokojna ballada, oparta jest na dźwiękach fortepianu. Wokalistce towarzyszy tu Chris Martin, który jest także współautorem numeru.  Nie polubiłam za to piosenki No Goodbyes, która kompletnie przepadła pośród pozostałych. Podobnie jest z numerem Begging, o którym można bardzo szybko zapomnieć. Warto sięgnąć po popularne w ostatnim czasie New Rules. To kolejna kompozycja, w której usłyszeć można inspiracje tropical housem. W piosence tej szczególnie podoba mi się bardzo fajna warstwa tekstowa. 
One, don't pick up the phone
You know he's only calling 'cause he's drunk and alone
Two, don't let him in
You have to kick him out again
Fonograficzny debiut młodziutkiej Brytyjki jest dla mnie dużym zaskoczeniem. Dawno już nie słuchałam tak ambitnej, pełnej świeżości, a zarazem tak bardzo popowej muzyki. Bez wątpienia, w dzisiejszej muzyce popularnej, Dua Lipa jest postacią wyróżniającą się. Jej wokal jest przepiękny i nietuzinkowy. W każdej piosence na krążku, wokalistka brzmi świetnie, dojrzale i bardzo barwnie. Ogromnym atutem płyty jest również warstwa tekstowa, poruszająca nie tylko kwestie miłosne, ale także np. motyw biblijny. Podoba mi się ten krążek. Jest bardzo przebojowy i stylowy. Na jego sukces składają się dojrzałe teksty, świetna produkcja oraz przepiękny, głęboki głos artystki. Dua Lipa zrobiła na mnie duże wrażenie i z pewnością będę często wracać do tego wydawnictwa.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐+
Najlepsze: Lost In Your Light, Be The One, Thinking 'Bout You, Homesick
Najsłabsze: No Goodbyes

piątek, 6 października 2017

064. Recenzje EPek: FIFTH HARMONY, THAT POPPY, BRIDGIT MENDLER

FIFTH HARMONY 'Better Together EP' (2013)
Debiutancki materiał dziewczyn z Fifth Harmony, ukazał się osiemnastego października 2013 roku. Epka, zatytułowana Better Together, jest pierwszym wspólnym projektem zespołu, który zaistniał dzięki amerykańskiej wersji X Factor. Album składa się z pięciu kompozycji, utrzymanych w popowej stylistyce. Pierwszą z nich jest taneczne Don't Wanna Dance Alone. Szczególnie podoba mi się sam początek piosenki, brzmi on bardzo dobrze. Może nie jest to utwór, do którego często będę wracała, ale jest całkiem niezły. Mieszane odczucia towarzyszą mi, gdy słucham numeru Miss Movin' On. Fajnie brzmi, podszyty rockowym bitem refren oraz melodyjny bridge, ale zwrotki pozostawiają wiele do życzenia. Nieco lepiej wypada wesołe Better Together, utrzymane w teen popowej stylistyce. Na miano najlepszego utworu zasługuje natomiast Who Are You. Jest to bardzo ładna ballada, z piękną linią melodyczną. Numer idealnie podkreśla świetne wokale dziewczyn. Moim zdaniem, jest to jedna z lepszych kompozycji w dyskografii Fifth Harmony, a na szczególną uwagę zasługuje genialnie brzmiący bridge. Krążek zamyka piosenka Leave My Heart Out Of This, która brzmi dość przewidywalnie i przeciętnie. 

Debiutancka epka girlbandu Fifth Harmony, to zbiór popowych, w większości pozytywnych numerów, które skierowane są w szczególności do młodszych słuchaczy. Numery są dobrze napisane, świetnie zaśpiewane, ale brakuje im sporo do perfekcyjności. Kilka piosenek zapadło mi w pamięci, ale nie wiem, czy kiedykolwiek do nich wrócę. Aczkolwiek, na tle pozostałych albumów grupy, nie wypada aż tak blado. 

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐
Najlepsze: Who Are You
Najsłabsze: Leave My Heart Out Of This

THAT POPPY 'Bubblebath EP' (2016)
Bubblebath trafiło do mnie dzięki Waszym propozycjom. Szczerze przyznam, że nie miałam pojęcia o istnieniu niejakiej Poppy. Znalezienie podstawowych informacji  na jej temat, początkowo było trudne. Co o niej wiemy? Nazywa się Mariah Pereira, pochodzi z Los Angeles, ma szesnaście lat. Byłam bardzo zaskoczona, gdy zobaczyłam jeden z jej filmików na You Tube. Poppy, bez wątpienia, jest postacią ciekawą, intrygującą, nietuzinkową. Wydawać by się mogło, że jej muzyka także taka będzie. Niestety, na Bubblebath niczego zaskakującego i odkrywczego nie znalazłam. Album otwiera numer Lowlife, który dawał nadzieję na coś fajnego. Przyznam, że przyjemnie się go słucha. Podoba mi się sposób, w jaki wykorzystano tu elementy reggae. Dalej jest natomiast słabo. Mamy tu np. utwór Money, który męczy mnie dźwiękami z pogranicza muzyki dance i popu. Plusem tej piosenki jest wyłącznie jej refleksyjny tekst na temat tytułowych pieniędzy. Bardzo blado wypada, utrzymane w electropopowej stylistyce, kompletnie nieudane Altar. Mało w nim oryginalności i przebojowości. Nieźle brzmi natomiast, spokojniejsza od poprzednich, kompozycja American Kids.

Bubblebath pozostawiło po sobie pewien niesmak. Muzyka, jaką prezentuje Poppy, wydaje mi się być nijaka. Kompletnie tego nie kupuję. Numery Money i Altar nie zachęcają do ponownego odsłuchania, co więcej, męczą słuchacza. Nie przekonuje mnie także wizerunek tej dziewczyny. Odnoszę wrażenie, że znana youtuberka miała kaprys, żeby zostać piosenkarką. Być może się mylę, ale Bubblebath w żaden sposób nie zachęca mnie do zapoznania się z jej nowszą twórczością.

MOJA OCENA: ⭐+
Najlepsze: Lowlife
Najsłabsze: Money, Altar

BRIDGIT MENDLER 'Nemesis EP' (2016)
Bridgit Mendler swoją karierę zaczynała od aktorstwa. Swego czasu była jedną z czołowych gwiazd Disney'a. Występowała między innymi w produkcjach: Powodzenia Charlie, Czarodzieje z Waverly Place oraz w filmie muzycznym Lemoniada Gada. W roku 2012 ukazał się jej debiutancki krążek Hello My Name Is.... Przyznam, że nie poznałam go w całości, ale numery które udało mi się usłyszeć pozostały w mojej pamięci. Epka Nemesis, podobnie jak Bubblebath, trafiła na mojego bloga dzięki Waszym zgłoszeniom. Nie znajdziemy na niej piosenek przypominających tych z debiutu. Nemesis utrzymane jest w stylistyce łączącej indie pop z muzyką r&b. Już od pierwszych dźwięków utworu Atlantis, Bridgit przekonuje mnie swoją muzyką. Ten niezwykle klimatyczny numer, przepełniony jest nowoczesnymi, hipnotyzującymi wręcz bitami. Idealnie sprawdziło się połączenie ciekawego, barwnego wokalu artystki z elektroniką. Początek piosenki Library sygnalizować mógłby spokojny, balladowy numer. Jak się okazało, jest to bardzo przyjemny, bujający utwór. Uwielbiam także rhythandblues'owe Do You Miss Me At All, w którym wokalistka pokazuje słuchaczom swoją wrażliwość. Nie można przejść obojętnie obok piosenki Snap My Fingers, która stylistycznie odrobinę odbiega od wcześniejszych kompozycji. Jest świetnym zamknięciem albumu.

Nemesis jest materiałem, który zrobił na mnie duże wrażenie. Stylistyka, w której obraca się ostatnio Bridgit Mendler, bardzo do niej pasuje. Połączenie alternatywy z indie popem i r&b okazuje się być strzałem w dziesiątkę. Wokal artystki brzmi bardzo korzystnie w każdym z numerów. Mocną stronę epki stanowią również osobiste i przemyślane teksty. Cóż, nie pozostało mi nic innego niż czekać z niecierpliwością na longplay Bridgit, utrzymany w takiej samej stylistyce.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐+
Najlepsze: Atlantis, Snap My Fingers
Najsłabsze: -

wtorek, 3 października 2017

063. Recenzje: FERGIE 'The Dutchess' (2006) & 'Double Dutchess' (2017)

The Dutchess
Amerykańska wokalistka i autorka tekstów - Fergie, zadebiutowała w roku 2002, kiedy to dołączyła do hip hopowej grupy The Balck Eyed Peas. Wraz z zespołem wydała cztery, świetnie sprzedające się albumy. Pierwszy solowy materiał wokalistki ukazał się w roku 2006, a za jego produkcję, w znacznej części, odpowiada jej kolega z formacji BEP - will.i.am. 

Na krążek The Dutchess składa się trzynaście kompozycji, bazujących przede wszystkim na muzyce hip hopowej i rhythmandblues'owej. Moim ulubionym utworem na płycie jest London Bridge. Uwielbiam ten zadziorny i pełen pazura numer. Mam do niego ogromny sentyment. Pokochałam także przebojowe Pedestal, które jest niezwykle zmysłowo zaśpiewane. Nie sposób przejść obojętnie, obok emocjonalnego Big Girls Don't Cry. Bardzo lubię akustyczny początek tej piosenki. Grono moich faworytów zamyka nastrojowe Losing My Ground, w którym piękne dźwięki gitary, połączone są ze stylowym bitem.
Where do I go?
What do I do?
Who do I turn to?
I'm losing my ground
Do grona udanych kompozycji zaliczam Fergalicious. Utwór łączy ze sobą taneczne, electropop'owe dźwięki z hip hopowym bitem. Podoba mi się sposób, w jaki artystka bawi się swoim wokalem. Pozytywnie odbieram także rytmiczne All That I Got, które zaczarowało mnie delikatnym wykonaniem. Mocnym punktem The Dutchess jest singlowe Glamorous, utrzymane w rhythmandblues'owej stylistce. Ciekawym utworem jest Mary Jane Shoes, w którym wykorzystano elementy kultowego No Woman No Cry Boba Marley'a. Ponadto, numer zaskakuje mocniejszym, gitarowym bridgem. Podobać może się również soulowe Finally, gdzie artystce akompaniuje John Legend. Niestety, album ma także słabe punkty. Na miano najgorszej kompozycji zasłużyła piosenka Voodoo Doll. Zaczyna się ona obiecująco, ale w momencie, gdy Fergie zaczyna śpiewać czar pryska. Lepiej nie jest w przypadku electropopowego Clumsy, które męczy mnie niezwykle irytującą melodią. 

The Dutchess to bardzo ciekawy i zróżnicowany krążek, który pozostawia po sobie pozytywne odczucia. Piosenki są porządnie wyprodukowane i ukazują wokalistkę od najlepszej strony. W każdym numerze Fergie udowadnia, że potrafi bawić się dźwiękami i cieszyć się z tworzenia muzyki. Nie jest to album idealny, ale na pewno dobry. Bardzo miło było wrócić do tego materiału.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Najlepsze: London Bridge, Pedestal, Big Girls Don't Cry, Losing My Ground
Najgorsze: Clumsy, Voodoo Doll


Double Dutchess
Historia drugiego solowego krążka Fergie ciągnie się w nieskończoność. Data premiery albumu była kilkakrotnie przesuwana. Pierwszym przedsmakiem nadchodzącego albumu był singiel L.A.Love (La La), który ukazał się październiku 2014 roku. Kolejna zapowiedź Double Dutchess miała miejsce półtorej roku później, kiedy to światło dzienne ujrzał numer M.I.L.F. $. Po kolejnych komplikacjach, związanych miedzy innymi z wyciekiem płyty do internetu, album w końcu ujrzał światło dzienne. Na Double Dutchess, podobnie jak na debiucie, znajdziemy trzynaście utworów. Stylistycznie dzieje się tu więcej. Oprócz charakterystycznych dla Fergie klimatów hip hopowych i rhythmandblues'owych, znajdziemy tu dużo więcej muzyki z pogranicza electro i dance, a także popu.

Album otwiera mroczne Hungry, które bardzo mi się spodobało. Numer umiejętnie łączy ze sobą hip hop, r&b oraz trap. Lubię ten utwór i na pewno będę do niego wracać. Pozytywne wrażenie pozostawiła po sobie kompozycja Just Like You. Jest bardzo emocjonalna i zapadająca w pamięć. Jedną z moich ulubionych piosenek na albumie jest Tension. W tym numerze Fergie częstuje słuchaczy bardzo klubowymi klimatami. Nie spodziewałabym się, że taki utwór może mi się aż tak spodobać. Momentami, mam wrażenie jakbym słuchała świetnego kawałka Britney Spears. Tension gwarantuje dobrą zabawę. Na miano najlepszej ballady zasługuje kompozycja Love Is Pain. Ma ona bolesny, bardzo emocjonalny charakter.
It's fire we're playing with
And I'm like a moth attracted to the flame
One day when you wake up missing me
I hope you go insane
Co jeszcze prezentuje nam Fergie? Mamy tu ciekawe, hip hopowe Like It Ain't Nuttin', które z czasem staje się nudne i nieco męczące, bardzo popowe Life Goes On, oraz singlowe L.A. Love (La La), będące połączeniem hip hopu z muzyką elektroniczną. Kompletnie nie rozumiem zamysłu na You Already Know, w którym do głosu dochodzą housowe brzmienia. Nie podoba mi się ten numer. W dodatku, mam wrażenie, że ciągnie się w nieskończoność. Nie przekonuje mnie także spokojne A Little Work. Przyjemnie wypada, świetnie zaśpiewane Save It Til Morning, które śmiało nazwać można odpowiednikiem Big Girls Don't Cry. Słowem "ciekawa" określić można piosenkę Enchante. W bardzo oryginalny sposób wykorzystano tu dziecięcy głos syna wokalistki. Numer jest fajny, ale nie zachwycający. Nie potrafię znaleźć pozytywnych stron w trapowym M.I.L.F. $, oraz w nieudanym Love Is Blind. Obydwie kompozycje są irytujące.

Double Dutchess podzielić można na trzy części. Na pierwszą z nich składają się kompozycje, w których przeważają hip hopowe brzmienia. Druga grupa składa się z bardziej tanecznych, popowo-klubowych numerów. Ostatnia natomiast, to piosenki spokojne, o balladowej stylistyce. W każdej z tej grup znaleźć można bardzo dobre kompozycje, ale także te bardzo nieudane. Double Dutchess nie do końca mnie przekonuje. Według mnie, Fergie straciła swój blask i swobodę, z jaką podchodziła do muzyki. Jeśli miałabym porównywać te dwa krążki, to zdecydowanie bardziej podoba mi się The Dutchess.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐
Najlepsze: Hungry, Just Like You, Tension, Love Is Pain
Najsłabsze: You Already Know, M.I.L.F. $, Love Is Blind


Lydia Land of Grafic