Ariana | Blogger | X X

niedziela, 31 grudnia 2017

061. Ranking: Single z 2017 roku, cz. III

Cześć wszystkim! Witam Was w ostatnim dniu 2017 roku. Dzisiejszy post poświęcony jest najlepszym singlom ostatnich dwunastu miesięcy.  Jest to trzecia i zarazem ostatnia część zestawienia. Jeśli ktoś z Was przegapił poprzednie części, to oczywiści podlinkuję je na końcu wpisu. Zapraszam. :)

MIEJSCE 5. REGGAETON LENTO (REMIX) - CNCO & LITTLE MIX
Data wydania: 18.08.2017
Gatunek: latin pop, reggaeton
Album: Glory Days: Platinum Edition

Numer Reggaeton Lento nagrany został przez boysband CNCO. Utwór znalazł się na debiutanckim krążku grupy, a jako singiel osiągnął ogromny sukces w krajach latynoamerykańskich. Teledysk do piosenki odtworzono na You Tubie ponad miliard razy. Chłopcy z CNCO są jedynym boysbandem, który osiągnął taki wynik. W sierpniu ukazała się nowa wersja numeru, w którym gościnnie występują panie z Little Mix. Przyznam, że od razu spodobała mi się ta kompozycja. Jest lekka, energetyczna i bardzo przyjemna. Wprowadza słuchacza w wesoły, wakacyjny klimat. Swego czasu słuchałam tej piosenki non stop. Ostatnio wracam do niej nieco rzadziej, ale zawsze z tym samym uśmiechem. Remix utworu Reggaeton Lento znaleźć można na platynowej wersji czwartego albumu Little Mix, zatytułowanego Glory Days.
Ulubiony fragment: Do you know I like it when I take you to the floor / I know you like this reggaetón lento / This ain't stopping, baby, 'til I say so / Come get, come get some more

MIEJSCE 4. TOLD YOU SO - MIGUEL
Data wydania: 03.11.2017
Gatunek: funk, r&b
Album: War & Leisure

Miguel Pimentel jest amerykańskim wokalistą, producentem, kompozytorem i autorem tekstów, pochodzenia meksykańskiego. Artysta tworzy muzykę, łączącą gatunki takie jak: r&b, funk, neo soul i rock. Pierwszego grudnia 2017 roku ukazał się jego czwarty krążek - War & Leisure. Drugim singlem, promującym te wydawnictwo jest numer Told You So.  Jest to niezwykle przyjemna i bardzo energetyczna kompozycja, utrzymana w funkowej stylistyce. Nagrano do niej fajny, prosty klip, nawiązujący do współczesnych, politycznych wydarzeń. Jest to piosenka, od której się uzależniłam i ciągle do niej wracam. Podobnie jak do całego wydawnictwa, które pełne jest świetnych, stylowych brzmień. Recenzja: Miguel "War & Leisure"
Ulubiony fragment: I am gonna show you / The world, and all that you desire / I said I, I don't wanna control you / I wanna set you free, just come with me

MIEJSCE 3. BELIEVER - IMAGINE DRAGONS
Data wydania: 01.02.2017
Gatunek: pop rock
Album: Evolve

Imagine Dragons powrócili w wielkim stylu! Tak właśnie pomyślałam, gdy pierwszy raz usłyszałam ten  numer. Energia, energia i jeszcze raz energia! Tak energetycznego utworu dawno już nie słyszałam. Nie jednemu z nas, potrafiłby zastąpić poranną kawę. Uwielbiam tą piosenkę. Jest mocna, niezwykle rytmiczna i ma świetną warstwę tekstową. Traktuje o tym, jak ból i życiowe niepowodzenia mogą być motywujące. Nawiązuje on do zdrowotnych problemów wokalisty zespołu - Dana Reynoldsa. Swoją drogą, jego wokal brzmi lepiej niż kiedykolwiek. Jest on tak autentyczny i naturalny w tym co robi, że wierzę w każde jego słowo. Mój ogromny sentyment do tego numeru wzbogacony jest o fakt, iż panowie z Imagine Dragons wydali go w dniu moich urodzin. Idealny prezent.
Ulubiony fragment: I let the bullets fly, oh let them rain /My life, my love, my drive, it came from / Pain / You made me a, you made me a believer, believer

MIEJSCE 2. SIGN OF THE TIMES - HARRY STYLES
Data wydania: 07.04.2017
Gatunek: pop rock, soft rock
Album: Harry Styles

Harry Styles to bożyszcze nastolatek na całym świecie. Karierę rozpoczynał jako nastolatek, w popularnym boysbandzie One Direction. Po rozpadzie zespołu, każdy z panów postanowił spróbować własnych sił jako solista. Po bardzo dobrym debiucie Zayn'a Malika, otrzymaliśmy kolejny świetny debiut. W kwietniu, Harry zaprezentował światu numer Sign Of The Times.  Jest to genialna kompozycja, utrzymana  w pop rockowej stylistyce, zahaczającej o soft rock. Utwór ma balladowy, emocjonalny charakter. W piosence na pierwszy plan wysuwa się mocny i barwny wokal artysty. Sign Of The Times wyróżnia się także bardzo dobrą warstwą tekstową. Uwielbiam tą kompozycję. Stanowi jeden z mocniejszych, jak nie najmocniejszy punkt debiutanckiego krążka wokalisty. Recenzja: Harry Styles "Harry Styles"
Ulubiony fragment: Just stop your crying / It's a sign of the times / Welcome to the final show / Hope you're wearing your best clothes

MIEJSCE 1. SKY WALKER - MIGUEL FT. TRAVIS SCOTT
Data wydania: 24.08.2017
Gatunek: r&b
Album: War & Leisure

Rok 2017, a szczególnie jego koniec, minął mi pod znakiem Miguela. Twórczość tego artysty pochłonęła znaczą część mojego wolnego czasu.  Bardzo polubiłam jego wcześniejszą twórczość, co sprawiło, że nie mogłam się doczekać najnowszego albumu. Głównym singlem promującym War & Leisure został numer Sky Walker. Po pierwszym przesłuchaniu piosenki, odniosłam wrażenie, że jest to bardzo wakacyjna kompozycja. Z czasem zaczęłam dostrzegać jej uniwersalność. Jest wesoła, "z przymrużeniem oka", a przy tym bardzo stylowa. Swoje robi tu tekst, melodia oraz samo wykonanie. Zwrotka Travisa Scotta jest trafiona, nie przeszkadza, brzmi naprawdę dobrze. Sky Walker to kompozycja, którą warto znać. Polecam każdemu twórczość Miguela.
Ulubiony fragment: I'm outstandin' so I stand out (stand out) / I'm more bathed than a bathhouse (yo) / Top Gun, on my Tom Cruise / I play for keeps and I don't lose


wtorek, 26 grudnia 2017

060. Ranking: Single z 2017 roku, cz. II

Rok 2017 powoli przechodzi do historii, dlatego warto przyjrzeć się dokładniej numerom, które ukazały się w ostatnich 12-stu miesiącach. Postanowiłam przygotować ranking najciekawszych, najlepszych, ale przede wszystkim moich ulubionych piosenek, wydanych jako SINGLE. Ranking będzie podzielony na trzy posty. Uprzedzam, że będzie to bardzo komercyjne zestawienie. Zapraszam do komentowania. 

MIEJSCE 10. ROCKSTAR - POST MALONE FT. 21 SAVAGE
Data wydania: 15.09.2017
Gatunek: hip hop
Album: Beerbongs & Bentleys

Post Malone jest amerykańskim raperem młodego pokolenia. Zadebiutował w roku 2015 singlem White Iverson, który dotarł do czternastego miejsca w zestawieniu Billboard Hot 100.  W 2017 roku podbił listy przebojów singlami Congratulations i Rockstar. Szczególnie ta druga kompozycja przypadła mi do gustu. Mimo, że nie lubię hip hopu i prawie w ogóle go nie słucham, to do tej piosenki wracam często. Jest to fajny, niebanalny numer, zahaczający o trapowe brzmienia. Najmocniejszymi punktami tego utworu są świetny flow i spokojny, nieprzekombinowany bit. Nie spodziewałam się, że taka kompozycja może znaleźć się w gronie moich ulubieńców, ale lubię takie niespodzianki. W końcu jest to kawałek, który przez wiele tygodni królował na listach przebojów.
Ulubiony fragment: I've been fuckin' hoes and poppin' pillies / Man, I feel just like a rockstar / All my brothers got that gas / And they always be smokin' like a Rasta

MIEJSCE 9. DESPACITO - LUIS FONSI FT. DADDY YANKEE
Data wydania: 12.01.2017
Gatunek: reggaeton pop
Album: -

Luis Fonsi to wokalista, pochodzący z Portoryko, który ma w swoim dorobku osiem studyjnych krążków. Pierwszy z nich ukazał się blisko dwie dekady temu, bo w 1998 roku. Wokaliście długo nie udawało się przebić poza kraje latynoamerykańskie. Sytuacja ta uległa zianie, gdy piosenkarz zaprezentował światu Despacito. Ten numer zna chyba każdy. Królował na listach przebojów na całym świecie przez całe wakacje, puszczano go dosłownie wszędzie. Można o nim wiele mówić, i to nawet tych złych rzeczy, ale trzeba przyznać, że idealnie umilał czas. Despacito to prosta kompozycja, utrzymana w latynoskich klimatach, idealnie sprawdzająca się na każdej imprezie. Warto wspomnieć, że w remiksie piosenki wystąpił Justin Bieber. Wersja z Kanadyjczykiem jest przyjemna, ale przyznam, że wolę oryginał.
Ulubiony fragment: Pasito a pasito, suave suavecito / Nos vamos pegando poquito a poquito / Cuando tú me besas con esa destreza  / Veo que eres malicia con delicadeza

MIEJSCE 8. LOST IN YOUR LIGHT - DUA LIPA FT. MIGUEL
Data wydania: 21.04.2017
Gatunek: electro-pop, synth-pop
Album: Dua Lipa

Dua Lipa jest jedną z moich ulubionych debiutantek ostatnich miesięcy. Bardzo spodobał mi się jej pierwszy krążek. Pełen jest świetnych numerów, łączących elektroniczne brzmienia z synth-popem.  Jednym z najlepszych utworów jest Lost In Your Light. Numer wydano jako singiel w kwietniu bieżącego roku. Powstał do niego fajny, stylowy klip, który szybko przypadł mi do gustu. Wokalistce towarzyszy piosenkarz r&b Miguel. Jego głos świetnie komponuje się z wokalem Lipy. Brzmią razem przepięknie. Piosenka utrzymana jest electro-popowej stylistyce. W kompozycji Lost In Your Light doszukać się można także inspiracji muzyką disco, co tylko podnosi jej wartość. Szkoda tylko, że numer ten nie został, w należyty sposób, doceniony  przez słuchaczy.
Ulubiony fragment: Now everything's vivid, vivid / Touch attempted with pleasure / Reckless, tangled, suspended / You want it all, nothing's wasted / Woman

MIEJSCE 7. NO MORE SAD SONGS - LITTLE MIX FT. MACHINE GUN KELLY
Data wydania: 03.03.2017
Gatunek: electro-pop, tropical-pop
Album: Glory Days: Platinum Edition

Dziewczyny z Little Mix nie zwalniają tempa. Rok po premierze Get Weird, ukazał się krążek Glory Days, który promowały hity Shout Out To My Ex i Touch. Trzecim singlem został utwór No More Sad Songs. Wydano jego nową wersję, w której dziewczynom towarzyszy raper Machine Gun Kelly. Numer utrzymany jest w electro-popowej stylistyce, zawierającej elementy muzyki tropical-pop. Bardzo polubiłam tą kompozycję i mocno trzymałam kciuki, żeby to właśnie ona została singlem z albumu. Tak się stało, ale z przykrością muszę stwierdzić, że nie wykorzystano jej potencjału. Dziewczynom, po raz kolejny, zabrało promocji utworu, szkoda. Jeśli ktoś nie słyszał tego numeru, to bardzo serdecznie polecam go przesłuchać. Pełno w nim świeżości, energii i talentu. 
Ulubiony fragment: For tonight, I'm going to get my mind off it / Don't care that someone's got his hands all over my body / Stay out all night, go where the music is loud / So I don't have to think about it, I'm beggin', please, don't play no more sad songs

MIEJSCE 6. SHAPE OF YOU - ED SHEERAN
Data wydania: 06.01.2017
Gatunek: pop
Album: Divide

Rok 2017 należał do Ed'a Sheeran'a. Artysta zdobywał szczyty list przebojów na całym świecie singlami: Shape Of You, Castle On The Hill, Galway Girl i Perfect, a także krążkiem Divide. Bił także rekord za rekordem w serwisach streamingowych. Przyznam, że ogromnie lubię tego wokalistę. Jest bardzo skromny, wie czego chce i tworzy bardzo przyjemną muzykę. Jednym z jego lepszych  utworów jest Shape Of You. Nie jest to typowa dla Shreeran'a, balladowa, bądź akustyczna piosenka. To porządnie wyprodukowana, niezwykle przebojowa kompozycja. Słuchanie jej zawsze sprawia mi przyjemność. Shape Of You to nie tylko jeden z lepszych tegorocznych singli, ale przede wszystkim, jest to największy hit 2017 roku. 
Ulubiony fragment: Say, boy, let's not talk too much / Grab on my waist and put that body on me / Come on now, follow my lead / Come, come on now, follow my lead

Pierwszą część rankingu znajdziecie TUTAJ

sobota, 23 grudnia 2017

059. Ranking: Single z 2017 roku, cz. I

Rok 2017 powoli przechodzi do historii, dlatego warto przyjrzeć się dokładniej numerom, które ukazały się w ostatnich 12-stu miesiącach. Postanowiłam przygotować ranking najciekawszych, najlepszych, ale przede wszystkim moich ulubionych piosenek, wydanych jako SINGLE. Ranking będzie podzielony na trzy posty. Uprzedzam, że będzie to bardzo komercyjne zestawienie. Zapraszam do komentowania. 

MIEJSCE 15. PARTY - CHRIS BROWN FT. USHER & GUCCI MANE
Data wydania: 16.12.2016
Gatunek: r&b, hip hop
Album: Heartbreak On A Full Moon

Chris Brown jest jednym z najpopularniejszych wokalistów muzyki r&b. Ma na swoim koncie osiem studyjnych krążków, które całkiem nieźle były odbierane przez krytyków. Ostatni z nich, Heartbreak On A Full Moon, ukazał się 31 października bieżącego roku, a jednym z singli promujących został numer Party. Co prawda, piosenka miała swoją premierę pod koniec 2016 roku, ale mimo to postanowiłam ją umieścić w tym rankingu, ponieważ to właśnie w roku 2017 gościła na listach przebojów m.in. w Stanach Zjednoczonych. Numer utrzymany jest w typowej dla Browna rhythmandblues'owej stylistyce, zawierającej także elementy trapu i hip hopu. Artyście towarzyszą raper Gucci Mane i wokalista Usher. Bardzo często słuchałam tej kompozycji, ze względu na jej fajny flow i bardzo dobry bit.
Ulubiony fragment: Yeah, I just got the ring, I think I deserve a toast / Shout out to my team, we be out there doin' the most

MIEJSCE 14. WILD THOUGHTS - DJ KHALED FT. RIHANNA & BRYSON TILLER
Data wydania: 16.06.2017
Gatunek: hip hop, r&b
Album: Grateful

Dj Khaled był w roku 2017 jedną z najjaśniejszych gwiazd. Wydał porządny album, przepełniony kolaboracjami z największymi sławami, a także kilka świetnie sprzedających się singli. Jednym z nich jest numer Wild Thoughts, nagrany wraz z Rihanną i Bryson'em Tiller'em. Polubiłam ten utwór od pierwszego przesłuchania. Ma w sobie lekkość, świeżość i bardzo fajną energię. W genialny sposób wykorzystano tu kultową piosenkę Maria Maria Santany. Przyznam, że połączenie latynoskiej melodii z hip hopowym bitem sprawdziło się idealnie. Wokal Rihanny jest zmysłowy, a zwrotka Brysona fajnie komponuje się z całością. Cieszę się, że właśnie ten kawałek umilał mi wakacyjne dni.
Ulubiony fragment: Diamonds ain't nothing when I'm rockin' with ya / Diamonds ain't nothing when I'm shinin' with ya / Just keep it white and black as if I'm ya sista / I'm too hip to hop around town out here with ya

MIEJSCE 13. NEW RULES - DUA LIPA
Data wydania: 21.07.2017
Gatunek: tropical house, electropop
Album: Dua Lipa

Dua Lipa zadebiutowała w roku 2016 singlem Be The One. Szybko okrzyknięto ją jedną z najciekawszych i najlepszych  wokalistek młodego pokolenia. Jej debiutancki krążek ukazał się 2 czerwca, zbierając wiele pozytywnych recenzji. W lipcu wokalistka zaprezentowała teledysk do singla New Rules. Piosenka szybko stała się hitem na całym świecie, umilając słuchaczom nie tylko wakacje, ale i jesienne dni. Kompozycja jest zgrabnym połączeniem electropopu z modnym ostatnio tropical housem. Ogromnymi atutami piosenki są przede wszystkim: nowatorska linia melodyczna, piękny, głęboki wokal Lipy oraz świetna warstwa tekstowa. /Recenzja albumu DUA LIPA/
Ulubiony fragment: One, don't pick up the phone / You know he's only calling 'cause he's drunk and alone / Two, don't let him in / You have to kick him out again

MIEJSCE 12. STRIP THAT DOWN - LIAM PAYNE FT. QUAVO
Data wydania: 19.05.2017
Gatunek: r&b, pop
Album: -

Liam Payne jest jednym z eks-członków grupy One Direction. To właśnie on kazał najdłużej czekać swoim fanom na debiutancki, solowy materiał. Jego pierwszy singiel ukazał się w maju i szybko przypadł do gustu miłośniczkom zespołu. Przyznam szczerze, że nigdy nie byłam fanką ani Liama, ani One Direction, ale spodobał mi się ten numer. Nie jest to szczyt muzycznych możliwości wokalisty, nie nazwałabym też tej kompozycji ambitną czy nowatorską, ale ma swój urok. Strip That Down utrzymane jest w rhythmandblues'owej stylistyce, zahaczającej o bardzo popowe brzmienia. Piosenkarzowi towarzyszy, wszechobecny ostatnio, raper grupy Migos - Quavo. Numer jest jednym z moich guilty pleasures i lubię czasem do niego wracać, chociaż ostatnio rzadziej mi się to zdarza.
Ulubiony fragment: You know, I used to be in 1D (now I'm out, free) / People want me for one thing (that's not me) / I'm not changing, the way, that I (used to be) / I just wanna have fun and (get rowdy)

MIEJSCE 11. FETISH - SELENA GOMEZ FT. GUCCI MANE
Data wydania: 13.07.2017
Gatunek: indie pop
Album: -

Rok 2017 był dla Seleny wyjątkowy oraz bardzo ciężki. W maju ukazał się jej singiel Bad Liar, który otrzymał same pozytywne recenzje, a w lipcu światło dzienne ujrzał numer Fetish, nagrany z Gucci Manem. Niestety, piosenkarka nie miała okazji promować tego kawałka, ze względu na swoją chorobę. Szkoda, bo to bardzo dobry i niezwykle stylowy utwór. Utrzymany jest, w nowej dla niej, indie popowej stylistyce. Przyznam, że bardzo "do twarzy" Selenie w tym gatunku. Powiedzmy sobie szczerze, Gomez nigdy na grzeszyła dobrym wokalem. W tej kompozycji, podobnie jak w Bad Liar, brzmi ładnie, a jej głos idealnie wkomponowuje się w stylistykę piosenki. Mam nadzieję, że podąży w tym kierunku, bo świetnie się w nim odnajduje. Trzymam za nią kciuki i czekam na album.
Ulubiony fragment: I'm not surprised / I sympathize, ah / I can't deny / Your appetite, ah / You got a fetish for my love / I push you out and you come right back

wtorek, 12 grudnia 2017

058. Recenzja: MIGUEL 'War & Leisure' (2017)

Od fonograficznego debiutu Miguela minęło siedem lat. Artysta niezwykle rozwinął się przez ten czas. Z każdym kolejnym krążkiem, urozmaicał swoją twórczość o coraz to nowsze brzmienia. Zaczynał od typowego r&b, aby potem sięgać po bardzo nowoczesne, ambitne rozwiązania. Eksperymentował, łącząc rhythandblues'owe melodie z rockowymi dźwiękami, co spowodowało, że zaczęto nazywać go drugim Princem.

Poprzednie albumy Miguela wzbudziły wiele zainteresowania, zbierając świetne recenzje. Ja również jestem oczarowana jego twórczością. Przyznam, że z ogromną niecierpliwością czekałam na najnowszy materiał wokalisty. Każda kolejna kompozycja, zapowiadająca nadchodzące wydawnictwo zaostrzała mój apetyt. Album ukazał się pierwszego grudnia, nakładem wytwórni RCA. Składa się na niego dwanaście numerów, utrzymanych w stylistyce, łączącej r&b, funk i pop.


Album War & Leisure otwiera kompozycja Criminal, w której gościnny udział ma raper Rick Ross. Zaznaczę od razu, że jest to najgorsza piosenka w całej stawce. Jest przyjemna, ale niestety - bardzo przeciętna, a chwilami nawet monotonna. Na szczęście, dalej jest już tylko lepiej. Mamy tu stylowe, genialnie wykonane Pineapple Skies, które wprowadza słuchacza w absolutnie błogi stan. Podobnie jest w przypadku singlowego Sky Walker. Jest to kompozycja "z przymrużeniem oka", będąca moją ulubioną piosenką 2017 roku. Słucha się jej z ogromną przyjemnością, a tego naturalnego, niewymuszonego luzu, Miguel'owi pozazdrościłoby wielu z nas. 
"Got the baes lookin' at me like it's dinnertime
I know she vegan, but she want the steak tonight, yeah"
Utwory zawarte na czwartym krążku wokalisty, udowadniają, że z Miguel'em nie można się nudzić. Weźmy na przykład numer Banana Clip. Jest to piosenka o poważnej tematyce, bo traktuje o miłości w czasie wojny, ale nie jest to smutna kompozycja. Wręcz przeciwnie - jest wesoła, pełna swobody. Jedną z lepszych piosenek na War & Leisure jest także Told You So. To bardzo energetyczny kawałek, ze świetną warstwą tekstową. Podoba mi się również gitarowe City Of Angels i zabawne Caramelo Duro. Szczególnie ta druga przykuwa uwagę słuchacza. Przyznam, że nie potrafię słuchać jej z poważną miną. Za każdym razem, gdy słucham Caramelo Duro, uśmiech gości mi na twarzy. Jest to kompozycja, którą Miguel bardzo mnie zaskoczył. Utworami, które idealnie wpasowałyby się na poprzednie wydawnictwa artysty są Wolf i Harem. Pierwszy, to niezwykle sensualny kawałek, w którym gościnnie udziela się Quin. Drugi natomiast, jest bardzo intrygujący, między innymi za sprawą wyjątkowej linii melodycznej. Słuchając War & Leisure, nie można przejść obojętnie obok Come Through And Chill. Jest to świetnie skomponowana piosenka, z bardzo dobrymi rapowanymi zwrotkami J. Cola. Faktycznie, jak sam tytuł głosi, można przy niej "poczilować".

Przed premierą krążka, Miguel zapowiadał, że jest to jego najbardziej polityczny album. Wokalista chciał poruszyć w swoich numerach tematykę społeczną, dotyczącą wspomnianej polityki, a także tolerancji. Kwestie te, poruszane są w niemal każdej kompozycji na War & Leisure, oczywiście w różnym stopniu. Najbardziej "politycznym" numerem jest jednak Now, traktujące przede wszystkim o wolności. Jest to piosenka z niezwykłym przesłaniem społecznym, idealnie spisująca się w roli numeru zamykającego krążek. 
"Is that the look of freedom, now?
Is that the sound of freedom, now?"
War & Leisure jest albumem spełniającym moje oczekiwania. A zaznaczyć muszę, że były one bardzo wysokie. Miguel przyzwyczaił swoich fanów do muzyki na najwyższym poziomie i ten poziom zachował. Każda kompozycja jest dopracowana i idealnie współgra z resztą. Numery są świetnie wyprodukowane i co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Uwielbiam głos Miguela, ponieważ ma absolutnie przepiękną barwę, a co najważniejsze, nigdy nie brzmi męcząco czy monotonnie. Od warstwy tekstowej, album także ma się bardzo dobrze. Wokalista porusza, typowe dla siebie, tematy miłosne i seksualne, ale także wspomniane wcześniej kwestie społeczno-polityczne. Oczywiście, zdarzało mu się to wcześniej, ale jednak nie w tak dużym stopniu. Cóż, Miguel Pimentel wciąż zachwyca, czaruje i ... uwodzi.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐+
Najlepsze utwory: Pineapple Skies, Sky Walker, Banana Clip, Wolf, Told You So, Come Through And Chill


czwartek, 7 grudnia 2017

057. Z list przebojów #1

Cześć wszystkim! :) W przerwie między kolejnymi recenzjami, chciałabym przybliżyć Wam kompozycje, które w ostatnim czasie podbijają listy przebojów na świecie. Dokonam ich charakterystyki oraz oceny. Zapraszam serdecznie do komentowania :)


POST MALONE FT. 21 SAVAGE - ROCKSTAR
Post Malone jest amerykańskim raperem młodego pokolenia. Zadebiutował w 2015 roku singlem White Iverson. W swoim dorobku ma jeden studyjny krążek, wydany w 2016 roku, oraz jeden mixtape. W 2018 roku ukaże się nowe wydawnictwo rapera, które promuje singiel Rockstar. Jest to bardzo przebojowa kompozycja, która na długo pozostaje w pamięci. Ma niezwykły, wciągający flow. Utrzymana jest w hip hopowej stylistyce, ale zawiera także elementy trapu. Nie przepadam za tym gatunkiem muzycznym, ale ten numer bardzo mi się podoba. Nie bez powodów króluje na liście Billboard Hot 100 od kilku tygodni. Klip do piosenki opublikowano 21 listopada. Jest nieco mroczny i krwawy. Z pewnością ogląda się go z dużym zaciekawieniem, ale przyznam, że dla niektórych może być zbyt drastyczny. 
Piosenka: ⭐⭐⭐⭐+
Teledysk: ⭐⭐⭐⭐


CAMILA CABELLO FT. YOUNG THUG - HAVANA
Camila Cabello jeszcze do niedawna była częścią girlsbandu Fifth Harmony. Od samego początku istnienia grupy, wokalistka była kreowana na największą gwiazdę pośród dziewcząt. Przyznam szczerze, że nigdy nie lubiłam Cabello, a jej głos wydawał mi się nieco irytujący. Nie wróżyłam wokalistce większego solowego sukcesu, tym bardziej, że pierwszy singiel - Crying In The Club, okazał się być niewypałem. Numer Havana od pierwszego przesłuchania bardzo mi się spodobał. Jest lekki, rytmiczny, stylowy. Kompozycja łączy latynoskie klimaty z popem i brzmi to naprawdę nieźle. W takiej stylistyce Camila wypada dobrze, dlatego w tym kierunku powinna dalej podążać. Co do klipu mam mieszane odczucia. Tak naprawdę podobają mi się tylko pozamuzyczne sceny. Momenty, nawiązujące do brazylijskiej czy też meksykańskiej telenoweli są ciekawym rozwiązaniem. Niestety, cała reszta jest bardzo przeciętna i nieco nudna.

Piosenka: ⭐⭐⭐⭐
Teledysk: ⭐⭐⭐


ED SHEERAN - PERFECT
Ed Sheeran jest jedną z największych gwiazd współczesnej muzyki pop. Skromny, młody chłopak z gitarą bardzo szybko podbił serca słuchaczy na całym świecie. Ma w dorobku trzy studyjne krążki, a ostatni z nich promowały hity Shape Of You i Galway Girl. Najnowszym singlem z Divide została piosenka Perfect. Jest to piękna, delikatna, balladowa kompozycja, utrzymana w bardzo romantycznym klimacie. Spodobała mi się w niej zarówno melodia, jak i ciekawy tekst. Ed doskonale radzi sobie z tego rodzaju numerami. Potrafi grać na emocjach słuchacza i to jest jego ogromny atut. Teledysk do piosenki wydano dziewiątego listopada. Jestem nim kompletnie zawiedziona. Spodziewałam się czegoś lepszego. Niby mamy tu piękną historię, cudowną, zimową scenerię, ale obsadzenie wokalisty w głównej roli było błędem. Ed jest bardzo...sztywny. Mam wrażenie, że zwyczajnie peszy się przed kamerą. Cała historia wygląda przez to nienaturalnie. 

Piosenka: ⭐⭐⭐⭐⭐
Teledysk: ⭐⭐


czwartek, 30 listopada 2017

056. Recenzja: TAYLOR SWIFT 'Reputation' (2017)

Taylor Swift rozpoczęła karierę jako wokalistka country. To właśnie w tej stylistyce nagrała większość swoich albumów. W 2012 roku piosenkarka po raz pierwszy zaprezentowała się światu w popowym brzmieniu. Z czasem stała się jedną z największych gwiazd muzyki. Liczne nagrody, sukcesy na listach przebojów oraz kolejne skandale z jej udziałem stały się chlebem powszednim. Po zakończeniu ery albumu 1989, Taylor zniknęła z mediów na kilka miesięcy. Pracowała w tym czasie nad nowym materiałem, który miał być jej odpowiedzią na ostatnie konflikty. 

"I'm sorry, the old Taylor can't come to the phone right now. Why? Oh, 'couse she's dead". Tymi słowami wokalistka zapowiadała swoje nadchodzące wydawnictwo. Dała znak światu, że zamierza rozliczyć się ze swoimi wrogami, a także zmienić brzmienie. W sierpniu ukazał się pierwszy singiel zapowiadający album - Look What You Made Me Do. To właśnie z tego numeru pochodzą wspomniane słowa. Utwór utrzymany jest w mrocznej, electro-popowej stylistyce, a tekst piosenki poświęcony został największemu wrogowi Taylor - Kanye West'owi.
"I don't trust nobody and nobody trusts me
I'll be the actress starring in your bad dreams"
Na album Reputation składa się piętnaście kompozycji, bazujących przede wszystkim na muzyce electro-popowej i synth-popowej. Do najmocniejszych punktów krążka należy stylowa, zadziorna oraz świetnie wyprodukowana piosenka I Did Something Bad. Taylor eksperymentuje tu z cięższym brzmieniem, co skutkuje bardzo dobrym numerem. Do moich ulubieńców zaliczam również Dancing With Our Hands Tied, w którym na pierwszy plan wychodzi genialny bit. Nie sposób przejść obojętnie obok wyrazistego Don't Blame Me, łączącego spokojny wstęp z mocnym refrenem. Do elity Reputation należy So It Goes, ukazujące delikatną stronę wokalistki. Uwielbiam ten stylowy, cudownie brzmiący refren. Warto posłuchać również zmysłowego Dress oraz romantycznego Delicate.

"Nowa Taylor" daje o sobie znać także w electro-popowym Ready For It?. Kompozycja ta łączy ze sobą mocne, drapieżne zwrotki z popowym, łatwo wpadającym w ucho refrenem. Ciekawie brzmi End Game, w którym doszukać się można hip-hopowych inspiracji. Piosenkarce towarzyszą tu: raper Future i wokalista Ed Sheeran. Uwagę słuchacza przyciąga również This Is Why We Can't Have Nice Things, poświęcone Kanye West'owi. Numer odróżnia się od pozostałych lekkim i odrobinę zabawnym tonem.
"Here's a toast to my real friends
They don't care about that he said, she said
And here's to my baby
He ain't reading what they call me lately
And here's to my momma
Had to listen to all this drama
And here's to you
‘Cause forgiveness is a nice thing to do
I can't even say it with a straight face"
Czy stara Taylor Swift faktycznie nie żyje? Nie do końca. Nawiązaniem do wcześniejszej twórczości są utwory: Call It What You Want oraz New Year's Day. Pierwsza kompozycja utrzymana jest w synth-popowej stylistyce, połączonej z rhythmandblues'owymi brzmieniami. Druga zaś, to prosta, cicha piosenka, oparta na dźwiękach pianina. Niestety, nie każdy powrót do dawnej stylistyki okazał się być trafiony. Jest tak w przypadku popowego Gorgeous. O ile zwrotki jeszcze mi się podobają, to refren brzmi bardzo banalnie. Jeszcze gorzej wypada nijakie Getaway Car, będące zbędnym zapychaczem na płycie. Na miano najgorszej kompozycji na albumie zasługuje King Of My Heart, irytujące słabym refrenem i linią melodyczną.

Najnowsze wydawnictwo Taylor Swift okazało się ogromnym zaskoczeniem. Przyznam szczerze, że nigdy nie lubiłam tej wokalistki. Odstraszała mnie nie tyle jej muzyka, co sama osoba Taylor. Po Reputation sięgnęłam z czystej, muzycznej ciekawości. Nie żałuję, bo odkryłam na niej kilka naprawdę dobrych kompozycji. Album jest bardzo spójny i świetnie wyprodukowany. Tak naprawdę, tylko trzy piosenki obniżają wartość krążka. Pozostałe numery utrzymane są na wysokim poziomie. Od strony tekstowej Reputation ma się całkiem nieźle. Piosenki podzielić można na dwie grupy: te subtelne, traktujące o miłości oraz te mocniejsze, poświęcone prywatnym porachunkom Swift. Wszystkie razem tworzą bardzo dobrą całość. Najnowszy krążek Taylor Swift może się podobać. Okazuje się, że nowoczesne synth-popowe brzmienia idealnie pasują do wokalistki. Mam nadzieję, że jest to kierunek, w którym będzie dalej podążać.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐+
Najlepsze utwory: I Did Something Bad, Don't Blame Me, So It Goes, Dancing With Our Hands Tied


sobota, 25 listopada 2017

055. Recenzja: MILEY CYRUS 'Younger Now' (2017)

Miley Cyrus jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych gwiazd młodego pokolenia. Swoją przygodę z show biznesem rozpoczęła w 2006 roku, za sprawą serialu młodzieżowego "Hannah Montana". Przyznam szczerze, że lubiłam Miley w tej roli. Od samego początku była w nim bardzo naturalna, widać było, że czuje się przed kamerą bardzo swobodnie. Wizerunek grzecznej, słodkiej dziewczynki, Cyrus porzuciła w roku 2010, kiedy to ukazał się jej trzeci krążek Can't Be Tamed. Artystka przyjęła bardziej drapieżny image, który nie do końca spodobał się fanom. Z każdym kolejnym rokiem, Miley coraz częściej eksperymentowała z wyglądem, coraz częściej także, pojawiała się w prasie kolorowej. W 2013 roku ukazał się album Bangerz, który przyniósł hity takie jak: Wrecking Ball czy We Can't Stop. Była to najbardziej skandaliczna era w karierze młodziutkiej gwiazdy. Kuse stylizacje, wulgarne sesje zdjęciowe i bardzo odważne występy towarzyszyły jej aż do 2016 roku. Rok 2017 natomiast, przyniósł nam stonowaną, skromną i bardzo wrażliwą artystkę.


W maju 2017 roku Miley Cyrus powróciła z nową muzyką. Piosenka Malibu zapowiadać miała jej najnowsze wydawnictwo. Okazała się być ogromnym zaskoczeniem. Nie było już śladu po skandalistce, śpiewającej komercyjne numery. Malibu to bardzo spokojna, wyważona kompozycja, łącząca delikatne popowe brzmienia z soft rockiem. Miley przekazała słuchaczom wiadomość, że dojrzała i że taka właśnie będzie jej nowa muzyka - pełna spokoju i dojrzałości. Idealnym tego przykładem jest tytułowe Younger Now. Jest to oldschool'owa, chwytliwa kompozycja, będąca świetnym otwarciem krążka. Polubiłam również Week Without You, w którym do głosu dochodzą bardzo nowoczesne brzmienia country. Sensualność i ogromna dojrzałość w głosie Miley, sprawiają że numer jest jednym z najlepszych na płycie. Warto sięgnąć po utrzymane w klimatach retro Miss You So Much oraz po delikatne, wypełnione miłością I Would Die For You. Ponadto, lubię wracać do emocjonalnego i uroczego She's Not Him, które pozostawia po sobie bardzo pozytywne, przyjemne wrażenia.
"I wanna start by saying "Thank you"
I'm gonna miss you, honey
You gave me things that I can't buy back with money
You changed my life
You've been my world"
Ciekawie wypadły numery, należące do nieco bardziej przebojowej kategorii. Mowa tu o Thinkin', Bad Mood i Love Someone. Pierwszy, to komercyjny, idealny do radia kawałek - na szczęście, w ten pozytywny sposób. Utwór posiada fajny beat, który sprawia, że Thinkin' jest moim guilty pleasure tego albumu. Bad Mood zaskakuje świetną, rytmiczną melodią. Jest to najlepsza kompozycja w całej stawce. Love Someone jest natomiast nieco tajemnicze, ale za to jakże chwytliwe.

Mieszane odczucia towarzyszą mi, gdy słucham Inspired. Z jednej strony, subtelność i klimat tego utworu podobają mi się, z drugiej natomiast, mam wrażenie, iż jest to zbyt prosta i przeciętna kompozycja. Kompletnie nie spodobała mi się jedyna kolaboracja na Younger Now. Mam na myśli piosenkę Rainbowland, nagraną z Dolly Parton. Jest to akustyczny numer, który brzmi odrobinę mdło. Według mnie, jest zwyczajnie nudny. Ponadto, nie wnosi nic szczególnego ani wartościowego na album.

Younger Now to ciekawe wydawnictwo. Składa się na nie jedenaście piosenek, utrzymanych w stylistyce łączącej country pop z folkiem i soft rockiem. Jest to płyta zupełnie inna, od tego co Miley Cyrus prezentowała do tej pory. Wypełniona jest delikatnością, dojrzałością i miłością. Każda piosenka jest dopracowana i bardzo dobrze napisana. Melodie, w których przeważają dźwięki gitary, są ładnie skomponowane, a głos piosenkarki brzmi cudownie. Nie jest to krążek idealny, ani bezbłędny, ale bardzo pozytywny. Miley ogromnie mnie zaskoczyła tym materiałem. Younger Now ukazuje ją w zupełnie innym wydaniu, w którym jest jej do twarzy. Wokalistka ma w sobie ogromną siłę i bardzo dużo wewnętrznego spokoju, czego może pozazdrościć jej niejedna gwiazda.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Najlepsze utwory: Malibu, Week Without You, Thinkin', Bad Mood

sobota, 18 listopada 2017

054. Throwback: X AMBASSADORS 'Vhs' (2015)

X Ambassadors to grupa muzyczna, powstała w 2009 roku w Nowym Yorku. W skład zespołu wchodzą bracia: Sam i Casey Harris, a także Noah Feldshuh oraz Adam Levin. Panowie tworzą muzykę z pogranicza alternatywnego rocka i indie popu. W swoim muzycznym dorobku mają jeden studyjny krążek oraz trzy epki. Debiutancki longplay X Ambassadors ukazał się w czerwcu 2015 roku, a promowały go takie przeboje jak Renegades czy Unsteady

Jeszcze do niedawna, twórczość zespołu X Ambassadors była mi zupełnie obca. Znałam tylko: singlowe Renegades, które bardzo lubiłam oraz numer Sucker For Pain, w którym panowie mieli swój maleńki udział. Jakiś czas temu, postanowiłam sobie, że zapoznam się z materiałem, stworzonym przez formację. Zaczęłam od jedynej do tej pory, studyjnej płyty grupy i przyznam, że tego nie żałuję.

Na krążek VHS składa się trzynaście kompozycji. Utrzymane są one w stylistyce indie i alternatywnego rocka, ale zawierają także elementy muzyki elektronicznej. Ścisłą elitę albumu stanowią trzy piosenki: Renegades, Unsteady oraz Jungle. Pierwsza z nich to folkowo-rockowa, bardzo spokojna, gitarowa kompozycja, będąca jedną z najbardziej przebojowych na płycie. Unsteady natomiast, czaruje swoją prostotą oraz świetną warstwą tekstową. Prawdziwą petardą jest mocne, energetyczne, odrobinę mroczne Jungle, w którym grupie towarzyszy wokalista Jamie N Commons. To właśnie on śpiewa główne partie w piosence. Jego wokal jest ogromnym plusem numeru.
"Mama, come here
Approach, appear
Daddy, I'm alone
'Cause this house don't feel like home"
Bardzo mocną stroną albumu VHS jest także piosenka Gorgeous. Brzmi ona jakby wyjęto ją z krążka zespołu One Republic. Jest to świetny numer, z chwytliwym, charakterystycznym refrenem. Moją uwagę przykuł również stonowany bridge. Spodobały mi się także: nieco oldchool'owe Nervous i mocne, ciężkie wręcz B.I.G. Są to piosenki, które zwracają na siebie uwagę słuchacza i zapadają w pamięć. Podobnie jest z przepełnionym energią i świeżością Fear, w którym grupie towarzyszy inny indie rockowy band - Imagine Dragons. Utwór z pewnością odróżnia się na tle pozostałych. Stało się tak za sprawą bardzo mocnej perkusji, która wychodzi na pierwszy plan. Numer Fear robi wrażenie, ale nie do końca zachwyca. Lepiej wypada (druga już) kolaboracja z Jamie N Commons'em, czyli bardzo wyważony, delikatny kawałek Low Life. Warto posłuchać także spokojnego Feather oraz naładowanego energią Loveless.


Debiutancki krążek zespołu ma również pewne mankamenty. Do kompozycji najsłabszych i jednocześnie  nieudanych zaliczyć muszę Hang On i Naked. Obydwie piosenki kompletnie mi się nie podobają. Pierwsza z nich jest chaotyczna, nieuporządkowana i po prostu przekombinowana. Druga zaś, bardzo szybko ucieka z pamięci, nie pozostawiając po sobie niczego specjalnego. Są to przeciętne kompozycje, zmniejszające wartość albumu.

Pierwszy studyjny longplay grupy X Ambassadors jest ciekawym muzycznym doznaniem. Kompozycje na nim zawarte są spójne i bardzo dobrze ze sobą współgrają. Podzielić je można na dwie grupy. Pierwszą są energetyczne, mocne numery (np. JungleB.I.G), drugą stanowią stonowane, klimatyczne, gitarowe kawałki (np. Renegades, Low Life). W każdej z nich znalazłam perełki, do których z ogromną przyjemnością będę wracała. Mocnym punktem VHS jest głos wokalisty. Przyznam, że bardzo mi się spodobał. Jest szorstki, mocny, ale momentami brzmi bardzo delikatnie. Wszystkie piosenki są dobrze wyprodukowane, a od strony tekstowej, album prezentuje się ciekawie, niebanalnie. Jest to kolejna mocna strona krążka. Niestety, nie do końca przekonują mnie niektóre elektroniczne chwyty. Czasami brzmią nieco męcząco. Biorąc pod uwagę wszystkie "za" i "przeciw", stwierdzam, że VHS jest płytą dobrą. Warto po nią sięgnąć, chociażby ze względu na takie perełki jak Unsteady czy Renegades.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Najlepsze utwory: Renegades, Unsteady, Gorgeous, Jungle


poniedziałek, 13 listopada 2017

053. Moje przeboje tygodnia #4

Cześć wszystkim! Zapraszam do zapoznania się z moim najnowszym postem, w którym  podzielę się z Wami moimi ulubieńcami ostatniego tygodnia! Zachęcam do komentowania. Polecam także zakładkę "Zgłoś płytę", w której możecie zgłaszać albumy do recenzji. 


 PIOSENKI

KRZYSZTOF ZALEWSKI - MIŁOŚĆ MIŁOŚĆ
Piosenka, od której zaczynam zestawienie, pojawiła się w mojej playliście pod koniec tygodnia. Część z Was pewnie wie, że nie przepadam za polską muzyką i raczej jest mi ona obca. Czytałam wiele dobrych recenzji na temat krążka Złoto, ale przyznam szczerze, że nie znałam ani jednej piosenki z tego albumu. Na szczęście coś mnie podkusiło, żeby włączyć ten utwór i nie żałuję! W najbliższym tygodniu koniecznie będę musiała nadrobić całą płytę. Miłość Miłość jest kompozycją nietuzinkową, piękną i bardzo emocjonalną.


MIGUEL - TOLD YOU SO
W ubiegłym tygodniu swoją premierę miał najnowszy numer Miguela - Told You So. Jest to kolejna kompozycja, zapowiadająca nadchodzące, czwarte wydawnictwo artysty. To bardzo przyjemny, energetyczny kawałek, do którego nagrano fajny, prosty klip. Takie numery jak Told You So, czy wcześniejsze Sky WalkerShockandawe zaostrzają mój apetyt i sprawiają, że nie mogę się doczekać nadchodzącego albumu, zatytułowanego War & Leisure


ED SHEERAN - THE MAN
Ubiegły tydzień umilały mi również dźwięki z płyty X Ed'a Sheeran'a. Jedną z najlepszych kompozycji na tym wydawnictwie jest The Man, w którym wokalista zaskakuje rapowanymi zwrotkami. Ale to nie one szczególnie mi się spodobały. Moje serce skradł genialnie brzmiący, nieco soulowy refren. Sprawia on, że przez długi czas nie można uwolnić się od tej melodii. The Man błyskawicznie znalazło się w mojej ulubionej playliście i czuję, że szybko z niej nie zniknie.



X AMBASSADORS FT. JAMIE N COMMONS - JUNGLE
Kilka dni temu, postanowiłam zapoznać się z twórczością zespołu X Ambassadors. Zaczęłam od albumu VHS i szczerze powiem, że nie żałuję. Znalazłam tam klika fajnych numerów, do których z pewnością należy Jungle. W utworze gościnnie wystąpił wokalista Jamie N Commons i to właśnie on śpiewa główne partie. Kompozycja utrzymana jest w stylistyce alternatywnego rocka, ale zawiera również elementy muzyki elektronicznej. Jungle to bardzo energetyczny kawałek. Nie potrzebna mi żadna poranna kawa, skoro mam na playliscie taki numer.




TOP 3 ALBUMY
1. X Ambassadors - VHS
2. Ed Sheeran - X
3. Rihanna - Rated R

czwartek, 9 listopada 2017

052. Throwback: RIHANNA 'Rated R' (2009) & 'Loud' (2010)

Rated R
Jest rok 2009. Świat obiega informacja, że Rihanna została brutalnie pobita przez swojego ówczesnego chłopka - Chrisa Browna. Wokalista zostaje uznany przez sąd za winnego. Artystka w tym czasie przygotowuje się do wydania nowego krążka. Spekulacje na temat tego, czy nowy materiał dotyczyć będzie Browna nie ustają. Współpracownicy wokalistki zapowiadają, że Rated R będzie swego rodzaju wyzwoleniem Rihanny. Sama zainteresowana natomiast, określiła to wydawnictwo, jako jej najbardziej osobiste. Barbadoska przemalowała włosy na kolor blond, a jej image stał się jeszcze bardziej drapieżny. Artystka porzuciła wesołe, przebojowe numery z poprzednich płyt, na rzecz mocniejszych, mroczniejszych i ambitniejszych kompozycji. I to jej się bardzo opłaciło.

W tworzeniu materiału na Rated R, Rihannie pomagali między innymi: Ne-Yo, Justin Timberlake, The Dream, Stargate, will.i.am, a także duet Chase & Status. Album diametralnie różni się od swoich poprzedników. Dojrzałość i odwaga wysuwają się tu na pierwszy plan. Weźmy na przykład otwierające płytę Mad House. Jest to kompozycja niezwykle tajemnicza i mroczna, brzmi naprawdę świetnie. Jest idealnym otwarciem i z pewnością oddaje charakter krążka. Nie można oderwać się od genialnego Wait Your Turn, które łączy ze sobą hip-hop i dubstep. Imponująco brzmi również mocne Hard, w którym Rihanna brzmi nad wyraz korzystnie.
"Never lying, truth-teller
That Rihanna reign just won't let up"
Rated R pełne jest numerów, w których Rihanna pokazuje swój "pazur". Jednym z nich jest Rockstar 101, w którym mamy do czynienia z obliczem wściekłej Barbadoski. Utwór jest idealnym połączeniem muzyki rhythandblues'owej z rockiem. Uwielbiam także zadziorne, seksowne Rude Boy, w którym wykorzystano elementy dancehallu. Jest to taneczna, bardzo stylowa kompozycja, do której lubię wracać i robię to często. Nie sposób przejść obojętnie obok naładowanego elektroniką G4L oraz inspirowanego muzyką latino Te Amo. Czwarty krążek wokalistki bogaty jest także w ballady. Mamy tu np. osobistą, piękną kompozycję Stupid In Love oraz emocjonalnie zaśpiewane, singlowe Russian Roulette. Na miano najlepszej ballady na Rated R zasługuje natomiast Cold Case Love. Cudowna melodia wzbogacona została instrumentami smyczkowymi, które nadają piosence uroku. Warto zwrócić tu uwagę na genialnie brzmiący bridge. Niestety, krążek ma również słabe punkty, którymi są Fire Bomb i Photographs. Pierwsza z nich jest troszeczkę nieuporządkowana. Wkradł tu się drobny chaos, ale na plus odbieram ciekawe gitarowe riffy. Druga natomiast kompletnie nie pasuje mi do ogólnego zamysłu albumu. Nie jest ani zadziorna, ani tajemnicza, ani emocjonalna... jest to prostu nijaka na tle całej reszty. Myślę, że lepiej pasowałaby na Good Girl Gone Bad.

Bardzo polubiłam czwarty krążek Rihanny. Rated R jest materiałem bardzo spójnym i uporządkowanym.  Kompozycje zawarte na płycie, w niczym nie przypominają jej wcześniejszych dokonań. Są przepełnione dojrzałością, odwagą, siłą. Bardzo lubię Rihannę w takim właśnie wydaniu - drapieżnym, w nieco gangsterskim stylu. Ballady zawarte na Rated R są niezwykle emocjonalne i bardzo prawdziwe. Nie znalazłam tu nudy, komercji, ani przeciętności. Niewiele jest tu słabych punktów, a to jest chyba największa zaleta. Oby jak najczęściej Rihanna częstowała nas takimi kompozycjami.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐
Najlepsze utwory: Wait Your Turn, Hard, Rockstar 101, Rude Boy, Cold Case Love


Loud
Rok po wydaniu krążka Rated R, Rihanna prezentuje światu swoje piąte wydawnictwo. Jak sama wcześniej zapowiadała, miał to być jej najbardziej energetyczny album. Artystka chciała się zabawić i stworzyć iście klubowy, taneczny materiał. Po raz kolejny, jej image uległ diametralnej zmianie. Riri zaskoczyła wszystkich swoją nową, czerwoną fryzurą. Wokalistka często podkreślała, że jest bardzo dumna z tej płyty. Twierdziła, iż nie chce się zatrzymywać w miejscu, tylko przenosić swoją muzykę na kolejny poziom. Ja nie do końca to rozumiem, ponieważ materiał zawarty na Loud jest jej najsłabszym i mało wartościowym. Płyta osiągnęła jednak ogromny komercyjny sukces. Wszystko za sprawą bardzo przebojowych, tanecznych kompozycji, których na Loud nie brakuje.

Album otwiera piosenka S&M. Jest to bardzo seksowny, taneczny, przepełniony elektroniką kawałek. Przyznam, że denerwuje mnie ta kompozycja. Zwrotek da się jeszcze  słuchać, ale irytujący refren wszystko zabija. Lepiej wypada lekkie i chwytliwe What's My Name. Utwór jest połączeniem rhythmandblues'owych brzmień z elektroniką, które idealnie sprawdziło się w radiach na całym świecie. Przyjemnie słucha się pozytywnego Cheers (Drink To That), w którym Rihanna zachęca słuchaczy do cieszenia się życiem. Niestety nie rozumiem, czemu postanowiono wpleść tu wokal Avril Lavigne z piosenki I'm With You, ponieważ brzmi to dość dziwacznie. Przeciętnie wypada popowe Fading. Utwór zaczyna się bardzo spokojnie i prosto, aczkolwiek słaby refren psuje ten numer. Prawdziwą energetyczną bombą jest, nagrodzone nagrodą Grammy, Only Girl (In The World). Ta jakże przebojowa piosenka, jest idealna na każdą imprezę. Swego czasu była jedną z moich guilty pleasures.
"Want you to make me feel
Like I'm the only girl in the world
Like I'm the only one that you'll ever love
Like I'm the only one who knows your heart"
Odpoczynkiem od tych energetycznych, naładowanych elektroniką kawałków są kompozycje California King Bed i Man Down. Ta pierwsza jest rhythmandblues'ową balladą, w której doszukać można się rockowych inspiracji. Druga natomiast to nieco mroczna piosenka, utrzymana w klimacie reggae. Niestety ten odpoczynek nie trwa długo, ponieważ pojawia się numer Raining Men. Kompletnie nie da się go słuchać! Jest to najgorsza piosenka Rihanny, jaką słyszałam. Irytujący bit w połączeniu z okropnym wykonaniem, sprawiają że nie potrafię dotrwać do końca piosenki. Nie polubiłam także dance-popowego Complicated, które denerwuje mnie okropną linią melodyczną. Na ratunek przychodzi zmysłowa kompozycja Skin. Jest to pięknie zaśpiewany, bardzo stylowy numer, będący moim ulubieńcem na Loud. Album zamyka Love The Way You Lie Pt. II. To bardzo emocjonalna ballada, w której najbardziej spodobała mi się genialna zwrotka Eminema.

Piąty album Barbadoski nie zrobił na mnie wrażenia. Nie jestem w stanie zrozumieć fenomenu tego krążka. Niby jest przebojowy, kompozycje są chwytliwe, ale to wszystko jest bardzo puste. Stylistyka, w której utrzymana jest płyta, nie jest moją ulubioną. Loud nie jest materiałem ani ambitnym, ani nowatorskim. Z tego jakże klubowego albumu, najbardziej podobają mi się te stonowane numery, takie jak Skin czy Man Down, dlatego szczerze wątpię czy kiedykolwiek wrócę do tego krążka. Tak jak wspominałam wcześniej, wole Rihannę w zupełnie innej stylistyce.

MOJA OCENA: ⭐⭐+
Najlepsze utwory: Man Down, Skin, Love The Way You Lie Pt. II


P.S. Proszę o zgłaszanie Waszych propozycji, dotyczących płyt do zrecenzowania! Wszystkie szczegóły w zakładce "Zgłoś płytę!".

sobota, 4 listopada 2017

051. Throwback: MIGUEL 'Kaleidoscope Dream' (2012) & 'Wildheart' (2015)

Kaleidoscope Dream (Deluxe)
Miguel Pimentel jest amerykańskim wokalistą, producentem, autorem tekstów, a także kompozytorem, pochodzenia meksykańskiego. Artysta tworzy muzykę łączącą takie gatunki jak współczesne r&b, neo soul, funk i rock.

Swój pierwszy kontrakt płytowy podpisał w roku 2007, a jego debiutancka płyta All I Want Is You ukazała się trzy lata później. Dwa kolejne albumy wokalisty: Kaleidoscope Dream i Wildheart, otrzymały wiele pozytywnych recenzji od krytyków i wzbudziły ogromne zainteresowanie artystą. Obecnie Miguel jest jedną z najciekawszych postaci we współczesnej muzyce, a w szczególności w muzyce rhythandblues'owej. Czy słusznie? Jak najbardziej. Zapraszam zatem do lektury.

Album otwiera utwór Adorn. Jest to bardzo zmysłowa kompozycja, utrzymana w rhythmandblues'owej stylistyce. Za ten numer Miguel otrzymał nagrodę Grammy w kategorii Best R&B Song. Jest to jedna z najlepszych piosenek tego gatunku, wydana w przeciągu ostatnich kilku lat. Bardzo spodobało mi się nieco oldchool'owe Don't Look Back, w którym uwagę przykuwają świetnie brzmiące zwrotki. Warto posłuchać także przyjemnie kołyszącego Use Me oraz nieco mocniejszego The Thrill.

Miguel jest artystą, z którym naprawdę nie można się nudzić. Idealnym przykładem jest utwór Do Yo.... Jest to bardzo chillująca kompozycja, wprowadzająca w błogi nastrój. Być może jest to spowodowane tematyką piosenki, w której wokalista pyta "Do you like drugs?". Wyróżniającym się numerem jest Kaleidoscope Dream, w którym na pierwszy plan wybija się genialny bit. Do moich ulubieńców w ostatnim czasie dołączyła również piosenka How Many Drinks?. Utwór łączy ze sobą r&b, soul i funk. Miguel czaruje tu swoim falsetem, a także zaskakuje rapowaną zwrotką (w wersji deluxe krążka, wokaliście towarzyszy raper Kendrick Lamar). Ogromnym atutem płyty jest Arch & Point. Kompozycja ta utrzymana jest w jednostajnym, ale nie monotonnym tempie. To bardzo prosty, ale jakże stylowy kawałek.
"Oh, paparazzi flash baby anything goes
Feeling, though keep your eyes closed
'Cause when it feel this good baby just come natural"
Do gustu przypadły mi także bardziej stonowane kompozycje: Pussy Is Mine oraz Candles In The Sun. Pierwsza to gitarowa ballada, która sprawia że słuchacz przenosi się z Miguelem do studia nagraniowego. Druga zaś, to genialnie skomponowany numer, z bardzo dobrą warstwą tekstową. Warto posłuchać również Where's The Fun In Forever, w którym chórki śpiewa sama Alicia Keys (jest także współautorką piosenki)! Na pochwałę zasłużyły także bonusowe kompozycje, które zaskakują elementami elektroniki. Mowa tu o sensualnym Gravity oraz odrobinę klubowym ...All.

Kaleidoscope Dream to album, w którym nie doszukałam się słabych stron. Jest to jeden z najlepszych rhythandblues'owych krążków jakie znam. Wywarł  na mnie ogromne wrażenie. Podoba mi się sposób, w jaki skomponowano utwory. Są dopracowane, wręcz dopieszczone. Bardzo spodobała mi się również stylistyka, w której obraca się Miguel. Wokalista wypada w niej bardzo naturalnie. Poza tym, wokal Miguela absolutnie mnie powala. Bardzo polecam ten album, bo warto mu poświęcić czas.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐⭐
Najlepsze utwory: Adorn, Kaleidoscope Dream, How Many Drinks?, Arch & Point, Candles In The Sun, Gravity


Wildheart
Trzeci krążek Miguela wywołał sporo zamieszania w muzycznym świecie. Stało się tak, po części z powodu samej tematyki albumu, po części z powodu okładki, ale również z powodów czysto muzycznych.Wildheart różni się od swojego poprzednika. Dzieje się tu troszkę więcej. Oprócz typowych rhythandblues'owych brzmień, usłyszeć tu możemy przede wszystkim inspiracje rockowe i neo soulowe. Być może dla wielu z Was, połączenie r&b z muzyką rockową wydawałoby się zaskakujące i niecodzienne, ale Miguel robi to niezwykle umiejętnie.

Album składa się z dwunastu kompozycji. Każda z nich jest wyjątkowa i wnosi dużo świeżości. Miguel po raz kolejny zaprasza słuchacza w niezwykłą muzyczną podróż, która pełna jest niespodzianek. Płytę otwiera zadziorne A Beautiful Exit. Jest to gitarowy, mocny kawałek, idealnie sprawdzający się jako otwarcie krążka. Świetnie słucha się utworu Deal, który przyciąga uwagę swoją oryginalnością. Polubiłam także, na swój sposób przebojowe, The Valley. Jedną z perełek na Wildheart jest zmysłowe, ociekające sensualnością Coffee. Jest to kompozycja, którą określić można jako delikatną rhythandblues'ową pościelówkę.

Miguel lubi eksperymentować z brzmieniem, czego dowodem jest numer NWA. Moją uwagę, w pierwszej kolejności, przyciągnął genialny bit, sprawiający że piosenka jest ciekawa. Artyście towarzyszy tu raper Kurupt, którego zwrotka jest strzałem w dziesiątkę. Prawdziwą petardą na krążki jest natomiast kompozycja Waves, będąca mają ulubioną z całej stawki. Ten numer to prawdziwy ogień! Jest szalenie seksowny i wprowadza w taneczny klimat. Warto przesłuchać również stonowanego, wręcz smutnego What's Normal Anyway, w którym wokalista odnosi się do swojego dzieciństwa.
"Too proper for the black kids, too black for the Mexicans
Too square to be a hood nigga, what's normal anyway?
Too opinionated for the pacifist, too out of touch to be in style
Too broke for the rich kids, I don't know what normal is."
Na co jeszcze warto zwrócić uwagę na Wildheart? Z pewnością na świetnie zaśpiewane Flesh. Jest to piękna ballada z cudowną linią melodyczną. Na pochwałę zasługuje także pełen lekkości i delikatności utwór Leaves oraz numer Face The Sun, w którym usłyszeć można, grającego na gitarze Lennego Kravitza. Pozytywne wrażenia pozostawia po sobie również Hollywood Dreams. Nie do końca spodobała mi się natomiast piosenka ...Goingtohell. Jest to zwyczajnie nudna kompozycja, która podoba mi się tylko krótkimi fragmentami. Jest to najsłabsza pozycja na albumie. 

Podobnie jak Kaleidoscope Dream, Wildheart wywarło na mnie duże wrażenie. Jest to krążek bardzo spójny, na którym żadna piosenka nie znalazła się przypadkowo. Porządna produkcja, bardzo dobre teksty oraz genialne wykonanie utworów, sprawiają że jest to świetny album. Porównując obydwa krążki, przyznać muszę, iż bardziej polubiłam Kaleidoscope Dream. Nie oznacza to jednak, że nie doceniam kunsztu Wildheart. Przesłuchanie tych płyt, sprawiło że postanowiłam śledzić dalsze muzyczne poczynania Miguela. Jest on artystą, na którego warto zwrócić uwagę. Po zapoznaniu się z częścią jego twórczości, dowiedziałam się nie tylko o jego niespotykanym talencie, ale również o tym, że jest największym muzycznym uwodzicielem. I co do tego nie mam żadnych wątpliwości. 

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐⭐
Najlepsze utwory: A Beautiful Exit, Coffee, NWA, Waves, Flesh


P.S. Proszę o zgłaszanie Waszych propozycji, dotyczących płyt do zrecenzowania! Wszystkie szczegóły w zakładce "Zgłoś płytę!".


niedziela, 29 października 2017

050. Moje przeboje tygodnia #3

Cześć. Dzisiejszy post poświęcony został numerom, które najczęściej gościły w moich głośnikach i słuchawkach w ciągu ostatnich kilku dni. Znajdziecie tu zarówno nowości, jak i utwory starsze, do których ostatnio powróciłam. Zapraszam do komentowania i dzielenia się swoimi ulubieńcami. 


PIOSENKI
KELLY ROWLAND FT. KEVIN COSSOM - TALK A GOOD GAME
Kelly Rowland jest wokalistką, którą darzę ogromną sympatią. Jej ostatni krążek - Talk A Good Game, jest jednym z moich ulubionych w gatunku r&b. Uwielbiam do niego powracać, dlatego obecność tytułowego numeru z tego albumu nie jest tu przypadkowa. Jest to bardzo sensualna, zmysłowa kompozycja. Utrzymana jest w typowej dla wokalistki, rhythandblues'owej stylistyce. Stanowi bardzo mocny punkt płyty. 


NIALL HORAN - ON THE LOOSE & MIRRORS
Ostatni tydzień minął mi w towarzystwie pierwszego solowego krążka Niall'a Horana. Album okazał się być bardzo miłym zaskoczeniem. Flicker zawiera kilka bardzo dobrych kompozycji, z których moje serce najbardziej podbiły: On The Loose i Mirrors. Pierwsza z nich jest niezwykle przebojowa i chwytliwa, druga natomiast czaruje delikatnymi zwrotkami i zapadającym w pamięci refrenem. 

 


USHER FT. JAY Z - HOT TOTTIE
Szczerze przyznam, że w ostatnim czasie bardzo rzadko słucham muzyki Ushera. Jest to dosyć dziwne i zaskakujące, ponieważ jest moim ulubionym wokalistą. Jednakże, często zdarzało mi się wracać do piosenki Hot Tottie. Numer pochodzi z rozszerzonej wersji krążka Raymond vs Raymond i jest moim absolutnym guilty pleasure. Nie jest to utwór wybitny, ani szczególnie odkrywczy, ale mam do niego słabość. 


JOHN LEGEND FT. MIGUEL - OVERLOAD
Grono moich ulubieńców minionego tygodnia zamyka piosenka Overload. Pochodzi ona z ostatniego albumu Johna Legenda, zatytułowanego Darkness And Light. Jest to niezwykła i bardzo czarująca kompozycja. Rozpoczyna się akustycznie, aby później zaskoczyć genialnym bitem. Nigdy nie zastanawiałam się, jakby brzmiało połączenie głosów Johna Legenda i Miguela. Okazało się że brzmi bardzo stylowo. 


ALBUMY
1. Niall Horan - Flicker
2. Miguel - Wildheart
3. Kelly Rowland - Talk A Good Game

wtorek, 24 października 2017

049. Recenzja: NIALL HORAN 'Flicker' (Deluxe), 2017

Niall Horan jest wokalistą, kompozytorem oraz autorem tekstów, pochodzenia irlandzkiego. Olbrzymi rozgłos przyniosło mu członkostwo w jednym z najpopularniejszych boybandów na świecie - One Direction. Jest trzecim, po Zaynie i Harrym, członkiem grupy, który zaprezentował światu debiutancką płytę. Wydawnictwo, zatytułowane Flicker, ukazało się 20 października, nakładem wytwórni Capitol Records.

Nigdy nie byłam fanką zespołu One Direction. Muszę jednak przyznać, że Niall wzbudzał we mnie sympatię. Mam wrażenie, że ten bardzo utalentowany chłopak, zawsze znikał w cieniu Malika i Stylesa. Czy tym razem jest podobnie? Po części na pewno tak.

Rozszerzona wersja Flicker składa się z trzynastu kompozycji, bazujących na muzyce z pogranicza folku i rocka, a także popu. Album otwiera utwór On The Loose. Jest to świetny, najbardziej energetyczny i z pewnością mój ulubiony kawałek na krążku. Od dwóch dni nie potrafię się od niego uwolnić. Zapada w pamięć, i to w ten najbardziej pozytywny sposób. Do bardzo udanych piosenek zaliczam również niezwykle przebojowe Slow Hands. Numer ten utrzymany jest w popowej stylistyce, ale wyczuwalne są tu inspiracje funkiem i rockiem. Bardzo przyjemnie się go słucha. Nie potrafię przejść obojętnie obok Too Much To Ask. Jest to prosta, nieskomplikowana i niezwykle klimatyczna ballada. Lubię do niej powracać.
"Waiting here for someone
Only yesterday we were on the run"
Pierwszym singlem, zapowiadającym debiutanckie wydawnictwo wokalisty, była kompozycja This Town.  Jest to akustyczny utwór, oparty na dźwiękach gitary. Mógłby wydawać się nijaki, ale wcale tak nie jest. Ma w sobie delikatność i urok. Podobnie jest z popowo-folkowym Paper House. Intrygująco brzmi Seeing Blind. Jest to jedyny duet na albumie. Horanowi towarzyszy w nim wokalistka country Maren Morris. Numer jest przyjemny, ale nie zachwycający. Podoba mi się bardzo chwytliwe Since We're Alone, którego refren na długo pozostaje w głowie. Mieszane odczucia towarzyszą mi, gdy słucham tytułowego Flicker. Z jednej strony podoba mi się prostota tej piosenki, z drugiej zaś wydaje mi się być nieco nudna. Warto natomiast sięgnąć po pełne subtelności Fire Away oraz po mocniejsze, bardzo melodyjne You And Me.


Dziesięć kompozycji, składających się na debiut Niall'a zaskoczyło mnie na tyle, że zdecydowałam się posłuchać trzech bonusowych utworów. Pierwszy z nich okazał się być dużą pomyłką. On My Own nie podoba mi się. Jest najgorszą piosenką z całej stawki. Dużo, dużo lepiej wypada pięknie skomponowane i bardzo dobrze wykonane Mirrors. Całość zamyka poprawne, ale przeciętne The Tide.

Flicker jest albumem, który nie tylko mnie zaskoczył, ale także bardzo spodobał. Odbieram go pozytywnie. Przywołuje mi na myśl pierwsze muzyczne dokonania Ed'a Sheeran'a. Wszystkie numery utrzymane są gitarowych brzmieniach. Oscylują na granicach muzyki rockowej, folkowej, a także popowej. Są to bardzo melodyjne piosenki, czarujące prostotą i subtelnością. Nie jest to natomiast materiał, który mógłby przebić debiutanckie dokonania Zayna i Harrego. Trzeba przyznać, że panowie wysoko powiesili poprzeczkę. Horan po raz kolejny pozostaje w ich cieniu, ale nie aż tak bardzo, jak mogłoby się wydawać.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Najlepsze utwory: On The Loose, Slow Hands, Too Much To Ask, Mirrors

piątek, 20 października 2017

048. Recenzja: DEMI LOVATO 'Tell Me You Love Me' (2017)

Demi Lovato jest jedną z największych gwiazd, wykreowanych przez Disney Channel. Karierę rozpoczynała od aktorstwa. Na ekranie zadebiutowała jako mała dziewczynka w produkcji pt. Barney & Friends. Ogromną sławę zapewnił jej udział w filmie muzycznym Camp Rock oraz serialu Słoneczna Sonny. Artystka nie związała się jednak z aktorstwem. Postawiła zatem na śpiew. Dziś jest piosenkarką rozpoznawalną i docenianą przez słuchaczy i krytyków muzycznych. Jej debiutancki krążek, Don't Forget, ukazał się w 2008 roku. Od tamtego czasu, Demi wydała kolejne pięć albumów, a ostatni z nich, Tell Me You Love Me, do sprzedaży trafił 29 września tego roku.

Album Tell Me You Love Me jest moim pierwszym, tak bliskim spotkaniem z twórczością Demi Lovato. Oczywiście znaczna część jej singli nie była mi obca. Jednakże, nigdy nie pokusiłam się o przesłuchanie całej płyty wokalistki. Najnowsze wydawnictwo piosenkarki składa się z dwunastu kompozycji. Wszystkie bazują przede wszystkim na muzyce popowej i rhythandblues'owej. Głównym singlem promującym album został numer Sorry Not Sorry. Jest to bardzo energetyczna, electro-popowa piosenka, w której doszukać możemy się elementów trapu. Nie do końca przekonuje mnie ten utwór. Wydaje mi się być taki aż nadto komercyjny i przereklamowany. W podobnej stylistyce utrzymane są kompozycje Sexy Dirty Love i Daddy Issues. Pierwsza z nich to taneczny banger, któremu zabrakło oryginalności. Druga natomiast zawiera bardzo nieznośny i irytujący refren, który mnie zniechęca do ponownego włączenia.


Demi Lovato jest wokalistką, której dużo lepiej wychodzą kompozycje spokojniejsze oraz te bardzo emocjonalne. Jednym z mocniejszych punktów na Tell Me You Love Me jest utwór tytułowy. Piosenka ta bez wątpienia ma swój urok. Określiłabym ją mianem "energetycznej ballady". Spodobała mi się przede wszystkim warstwa tekstowa, towarzysząca tej kompozycji. Nie najgorzej prezentuje się także You Don't Do It For Me Anymore, które także zwraca na siebie uwagę bardzo szczerym tekstem. Na miano mojej ulubionej piosenki na krążku zasługuje zmysłowe Ruin The Friendship. Jest to bardzo delikatnie, a zarazem emocjonalnie wykonany utwór. Podoba mi się sposób, w jaki wykorzystano tu instrumenty dęte. Idealnie pasują do bitu podszytego dźwiękami r&b. Warto także zwrócić uwagę na tekst, który według wielu spekulacji, opowiada o Nicku Jonasie. Czy tak jest w rzeczywistości? Pozostaje nam się tylko domyślać.
"Put down your cigar and pick me up
Play me your guitar, that song I love
Thirsty for your love, fill up my cup
I got only good intentions, so give me your attention"
Muszę przyznać, że Demi Lovato bardzo mnie zaskoczyła swoją delikatnością i subtelnością w niektórych piosenkach. Podoba mi się bardzo przyjemne, nieprzekombinowane Only Forever oraz przebojowe Games, które wyróżnia się fajnym bitem. Mieszane odczucia towarzyszą mi, gdy słucham nowoczesnego Lonely, w którym wokalistce towarzyszy Lil Wayne. Numer ten jest utrzymany w wolniejszym, nieco monotonnym tempie, sprawiającym że utwór staje się nudny. Na wielką pochwałę zasługuje natomiast kompozycja Cry Baby, w której do głosu dochodzą inspiracje muzyką soul. Album zamykają piosenki Concentrate i Hitchhiker. Obydwie utrzymane są w podobnej stylistyce. Pierwsza zaskakuje ciekawą linią melodyczną, druga zaś wprowadza bardzo romantyczny klimat. 

Tell Me You Love Me to album, który wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Szczerze przyznam, że podchodziłam do niego z dużą rezerwą, ponieważ nie przepadam za Demi Lovato. Obawiałam się, iż nie będę mogła spojrzeć na ten krążek obiektywnie. Jak się okazało, wokalistka, która za często przekrzykuje swoje piosenki, potrafi od czasu do czasu, choćby na chwilę, powściągnąć swój temperament i zaśpiewać delikatnie, spokojnie. To właśnie jest atutem tej płyty - delikatność i subtelność, przeplatana energią i emocjami. Tell Me You Love Me nie jest płytą, do której będę wracać często, ale z pewnością niejednokrotnie posłucham jeszcze numerów takich jak Ruin The Friendship czy Cry Baby.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Najlepsze utwory: Tell Me You Love Me, Ruin The Friendship, Cry Baby, Hitchhiker