Ariana | Blogger | X X

czwartek, 23 czerwca 2016

006. Recenzja: TINASHE 'Aquarius' (2014)


O Tinashe  usłyszałam w roku 2014, gdy wokalistka wydała singiel 2 On. Muszę przyznać, że od razu mi się spodobał. Kilka miesięcy później ukazał się jej debiutancki album Aquarius, którym młoda artystka narobiła sporo hałasu, tego pozytywnego oczywiście. Ja płytę znam 'od deski do deski' od bardzooo dawna, ale dopiero teraz zdecydowałam się na napisanie recenzji. Cóż, z całą pewnością mogę powiedzieć, że za każdym kolejnym przesłuchaniem odkrywam tę płytę na nowo. Zapraszam do przeczytania mojej recenzji.

Zacznijmy od otwierającego album numeru. Aquarius to ciekawa, zmysłowa kompozycja, w której pełno ciekawych, nowoczesnych brzmień. Podobnie jest z Bet, gdzie Tinashe zachwyca swoim wokalem. Nie można przejść obojętnie obok Cold Sweat. Piosenka jest jednym z wielu mocniejszych punktów albumu. Klimat, w jaki wprowadza nas artystka jest wyjątkowy, a wokal hipnotyzujący.
"This pressure ain't for everybody
Weighing so heavy on my body, body"
Obok tych zmysłowych, delikatnych numerów mamy kilka fajnych, nieco bardziej tanecznych piosenek. Są to na przykład: Thug Cry czy All Hands on Deck. Pierwszy z nich to utwór produkcji Will Made It, który zachwycił mnie od pierwszego przesłuchania. Drugi natomiast, to bardzo energetyczny kawałek, w tanecznym klimacie. Piosenka ta doczekała się także drugiej wersji, z gościnnym udziałem Iggy Azalei. Pisząc o tym krążku, nie można zapomnieć o pierwszym singlu promującym album, a zarazem największym hicie artystki, czyli o utworze 2 On. Piosenka utrzymana jest w stylistyce electro r&b. Ma fajny, nieco taneczny beat i szybko wpada w ucho. Gościnny udział w utworze ma Schoolboy Q, który tak naprawdę jest tu zbędny. Na Aquarius znajdziemy także zmysłowe How Many Times oraz nieco liryczne Bated Breath.


W momencie ukazania się płyty, Tinashe miała 21 lat. Młoda wokalistka świetnie poradziła sobie z debiutanckim albumem. Jak wiadomo, Aquarius nie jest jej pierwszym dziełem. Wcześniej artystka wydała kilka mixtape'ów i nieźle radziła sobie w Internecie. Podsumowując cały album trzeba przyznać, że Tinashe idealnie odnalazła się w klimacie nowoczesnego, nowatorskiego r&b. Krążek jest spójny, dopracowany, a wręcz dopieszczony. Podoba mi się to połączenie delikatnych, zmysłowych kawałków z tymi nieco bardziej tanecznymi. Aquarius ma wiele plusów. Jednym z nich jest bark słabych piosenek. Żadna z kompozycji nie jest zła, absolutnie wszystkie stoją na wysokim poziomie, przez co trudno jest wskazać także te najlepsze numery. Kolejny plus to świetna produkcja. Na wysokim poziomie stoją także teksty, za które w większości odpowiada wokalistka. Na koniec zostawiłam sobie kwestię wokalną. Głos Tinashe jest przepiękny. Momentami mamy tu liryczny, zmysłowy wokal, a czasami zadziorny, mocny. W każdym wydaniu wokalistka wypada świetnie. Podsumowując, Aquarius to jeden z najlepszych debiutów ostatnich kilkudziesięciu miesięcy, a już na pewno najlepszy debiut w muzyce r&b. Polecam serdecznie!

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐⭐⭐
Najlepsze utwory: Bet, 2 On, Cold Sweat, All Hands On Deck, Thug Cry, Wildfire



czwartek, 9 czerwca 2016

005. Recenzja: JUSTIN BIEBER 'Purpose' (2015)


Justina Biebera, tak jak każdy, poznałam za sprawą okropnej piosenki Baby. Po kilku niezbyt udanych albumach ukazało się jego najnowsze wydawnictwo. Nigdy nie pomyślałabym, że dam mu szansę. Gdy usłyszałam pierwszy raz What Do You Mean pomyślałam, że może coś z niego będzie. Nie zawiodłam się też kolejnymi singlami z płyty, dlatego postanowiłam przesłuchać cały krążek. Co wynikło z mojego spotkania z Purpose? Cóż, przekonajmy się! Zapraszam do przeczytania mojej recenzji.
Album otwiera przyjemny numer Mark My Words. Ciekawe, nowoczesne brzmienie plus bardzo fajny tekst składają się na naprawdę dobry utwór. Podobnie jest z I'll Show You, dla mnie to jeden z najlepszych numerów na całym albumie. Piosenka utrzymana jest w klimacie r&b, co jest ogromnym atutem. Świetnie wypadły także singlowe What Do You Mean i Sorry. Justin naprawdę odnalazł się w klimacie tropical hause. A dancehall'owe elementy w Sorry także idealnie się wkomponowywały w piosenkę. Według mnie, to jednak Love yourself zasługuje na miano najlepszej piosenki albumu! Piosenka jest po prostu piękna. Doskonale słychać tu wkład Eda Sheerana. Zarówno tekst, jak i melodia są idealne!
"My mama don't like you and she likes everyone
And I never like to admit that I was wrong
And I've been so caught up in my job, didn't see what's going on
And now I know, I'm better sleeping on my own"
Kolejna piosenka, która jest plusem na albumie to Company. Czwarty singiel promujący Purpose podobnie jak poprzednie utrzymany jest w klimacie electro, zawiera także elementy r&b. Nie najgorzej wypadła także piosenka The Feeling, czyli duet z Halsey. Jej największym atutem jest ciekawy refren w wykonaniu wokalistki. Podoba mi się także duet z Big Seanem No Pressure. To bardzo dobra kompozycja w stylistyce r&b.


Żeby nie było tak kolorowo, na płycie jest kilka numerów, które są nijakie -  nie zachwycają, nie są także złe. Mam tu na myśli: No Sense, Life Is Worth Living i Purpose. Zdecydowanie najgorzej wypadają jednak Where Are U Now i Children. To piosenki, których brzmienie mnie przerasta. Naprawdę nie jestem w stanie przez nie przebrnąć. Mogłabym się rozpisać jak bardzo nie podobają mi się te utwory, ale napiszę tylko, ze NIE POLECAM.

Podsumowując, Justin Bieber wydał swój najlepszy w karierze album. Odnalazł także swoje brzmienie, które naprawdę może się podobać. Na Purpose znaleźć można kilka świetnych numerów, które bez wątpienia są wizytówką piosenkarza. Podoba mi się umiejętne połączenie brzmień hause/electro z r&b. Od strony tekstowej płyta nie wypada słabo. Teksty są dojrzałe, ciekawe. Jeśli chodzi o wokal, Justin może nie zachwyca, ale daje radę. Kurczę, naprawdę nie spodziewałam się tak dobrego albumu od Justina Biebera!

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐
Najlepsze utwory: Sorry, Love Yourself, I'll Show You, Company