Ariana | Blogger | X X

wtorek, 31 maja 2016

004. Recenzja: FIFTH HARMONY '7/27' (Deluxe), 2016


Dziewczyny z Fifth Harmony poznałam za sprawą okropnego singla Bo$$, który promował ich pierwsze studyjne wydawnictwo Reflection. W ubiegłym roku zespół wydał singiel Worth It, którego także nie można zaliczyć do udanych numerów. Gdy usłyszałam pierwszy utwór zapowiadający 7/27, czyli Work From Home, pomyślałam że być może w końcu dziewczyny przekonają mnie do siebie. Dlatego więc, postanowiłam zapoznać się z tym krążkiem. Czy było warto? Niebawem się przekonacie.

Płyta rozpoczyna się obiecująco. Numer, który otwiera krążek, czyli That's My Girl to bardzo fajna, taneczna kompozycja. Może refren jest mało oryginalny, ale dziewczyny brzmią świetnie. Podoba mi się muzyka, tekst i wykonanie. Idąc dalej mamy singiel Work From Home, który nagrany został we współpracy z Ty Dolla $ign'em. Jak dla mnie rapera mogłoby tam nie być. Jego zwrotka jest męcząca i zbędna. Sam utwór jest przyjemny, być może dlatego, że utrzymany jest w fajnym klimacie r&b.Kolejne piosenki, które bardzo mi się spodobały to duety: All In My Head i Not That Kinda Girl. Obie są przebojowe, utrzymane w popowym klimacie.  Być może nic ambitnego, ale naprawdę świetnie się tego słucha. Swoją drogą, dobór gości w przypadku tych piosenek jest bardzo dobry.


Recenzując pierwszą płytę Fifth Harmony, zarzuciłam dziewczynom brak chociażby jednej ballady. Na 7/27 znaleźć można kilka delikatnych, spokojniejszych numerów. Najlepiej z nich wypadło Write On Me, którego jedynym, małym minusem jest brak solówki Dinah Jane. Strasznie nad tym ubolewam, bo dziewczyna ma wspaniały głos. Inne piosenki, które warto przesłuchać to: Dope i No Way. Szczególnie ta ostatnia zasługuje na pochwałę. Głosy dziewczyn idealnie tu brzmią. Według mnie to kolejne mocne punkty krążka.
"Everyone comes with scars but you can love them away
I told you that I wasn't perfect, you told me the same"
Najsłabszym punktem krążka jest numer The Life. Nie może on zostać przeze mnie uznany za dobry. Utwór ma bardzo irytujący refren, który zabija resztę. To piosenka bez żadnego stylu, klimatu, po prostu męcząca i zbędna. Niezbyt dobrze wypadł też numer Squeeze, ale tą piosenkę dziewczyny ratują wokalami. Choć, muszę przyznać, że utwór może nudzić.

Podsumowując, drugi album dziewczyn z Fifth Harmony to przebojowa, taneczna mieszanka z kilkoma naprawdę fajnymi, spokojnymi numerami. W  moim odczuciu krążek ten wypadł tylko nieco lepiej od poprzednika. Mam wrażenie, że dziewczyny ciągle szukają swojego stylu. Po Reflection byłam bardzo rozczarowana. Tym razem miałam większe oczekiwania, bo Work From Home dało fajny przedsmak. Muszę przyznać, że nie jestem fanką tego zespołu, nigdy jakoś szczególnie za nimi nie przepadałam. Dziewczyny zaimponowały mi tymi delikatniejszymi numerami. Write On Me i No Way wypadły znakomicie, a to właśnie takich piosenek zabrakło mi na debiutanckim albumie.  Najmocniejszym punktem płyty są głosy wokalistek. Na Reflection zdecydowanie dominowała Camila, co było dla mnie niezrozumiałe i wkurzające. Tym razem pozostałe dziewczyny mają więcej do 'powiedzenia'. Od strony tekstowej bywa różnie, ale w większości numerów teksty są ciekawe, nawet bardzo dobre. Warto wspomnieć, że trzy z nich napisała wokalistka r&b - Tinashe.  7/27 spodobało mi się odrobinę bardziej niż debiutancki materiał, ale ciągle czegoś mi brakuje.

MOJA OCENA: ⭐⭐⭐
Najlepsze utwory: That's My Girl, Dope, Write On Me, No Way