Ariana | Blogger | X X

niedziela, 16 września 2018

127. Recenzja: LENNY KRAVITZ "Raise Vibration" (2018)

Lenny Kravitz jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych artystów ostatnich kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu lat. Mimo, że jego utwory rzadko docierały do szczytów list przebojów, to i tak osiągnął ogromny, światowy sukces. Na muzycznej scenie jest obecny od 1989 roku. W ciągu niespełna trzydziestu lat, wydał jedenaście albumów, dwie epki i ponad pięćdziesiąt singli.

Lenny Kravitz jest wokalistą, multiinstrumentalistą, autorem tekstów i producentem muzycznym. Ponadto, mogliśmy zobaczyć go w kilku produkcjach filmowych, takich jak "Igrzyska Śmierci". Analizując biografię artysty, możemy dostrzec wszechstronność i bardzo duży talent Kravitza. Jego twórczość jest mieszanką bluesa, rocka, soulu, r&b, a także funku i popu.  Mimo takiej rozbieżności gatunkowej, albumy wokalisty są spójne i lekkie. Jak zatem, na tle poprzedników, wypada tegoroczne Raise Vibration? Okazuje się, że całkiem dobrze.


Raise Vibration składa się z dwunastu kompozycji. Mogłoby się wydawać, że jest to idealna liczba - nie za dużo, nie za mało. Niestety, większość piosenek jest za długa. Sześcio, a nawet siedmiominutowe utwory są mankamentem tej płyty. Weźmy na przykład subtelne i niezwykle sensualne It's Enough. Jest to jedno z lepszych nagrań na krążku, ale trwa prawie osiem minut! Gdyby numer był o połowę krótszy, nie miałabym do niego żadnych zastrzeżeń. Muszę jednak docenić tą kompozycję, bo linie basu są tu rewelacyjne. Do elity zaliczam seksowne, nieco funkowe Low, będące jednym z najlepszych utworów tego roku. Genialna perkusja i chwytliwy, uzależniający refren sprawiają, że chce się włączyć replay. Co ciekawe, w piosence wykorzystano wokale Michaela Jacksona, więc warto się wsłuchać. Moje serce skradł numer Who Really Are The Monsters. Utrzymany jest w electro-funkowym stylu i nieco psychodelicznym nastroju. Świetnie wypadają tu recytowane fragmenty, a całość jest pełna świeżości. Warto zatrzymać się przy balladzie Here To Love, zaaranżowanej na fortepian. Kompozycja ukazuje Lennego od najlepszej wokalnej strony i co najważniejsze, jest bardzo emocjonalna.
"We must all unite, there's no more segregation
When you've seen the light there's nowhere else to go
And with peace in sight no walls could separate us
We would be as one because this earth's our home"
Kolejna piosenka, na którą trzeba zwrócić uwagę, to wyluzowane We Can Get It All Together. Utwór jest rytmiczny i bardzo energetyczny, dlatego idealnie wpasowuje się w twórczość Kravitza. Tytułowe Raise Vibration intryguje od pierwszych sekund.  To fajny, pulsujący numer, utrzymany w blues-rockowej stylistyce. Podoba mi się w nim to, że się rozwija z minuty na minutę, nie jest monotonny. Johnny Cash polubiłam za szczerość i nastrojowość. Nagranie to opowiada o miłości i stracie, jest ładne i zaskakuje delikatnością. Zupełnym jego przeciwieństwem jest wakacyjne 5 More Days 'Til Summer. To barwna, lekka, ciepła kompozycja, wprowadzająca ogrom słońca i zabawy.  Dobrze brzmi, wypełnione pozytywnymi wibracjami The Majesty Of Love, w którym na pochwałę zasługuje cudowny gitarowy riff. Co jeszcze znajdziemy na Raise Vibration? Mamy tu spokojne, wyważone Ride oraz romantyczne, pościelowe I'll Always Be Inside Your Soul. Najsłabszą piosenką jest natomiast wolne Gold Dust, które ani nie zachwyca, ani nie ciekawi. 

Jedenasty krążek Lennego Kravitza to dopracowany materiał. Od wielu lat, wokalista prezentuje bardzo równy, stabilny poziom. Atutem albumu są przede wszystkim melodie. Mimo, że niektóre z nich są proste, to i tak zwracają na siebie uwagę. Nie brakuje tu oryginalnych, nietypowych brzmień, co dodaje płycie różnorodności i wyjątkowości. Zaletą Raise Vibration są również partie wokalne. Głos artysty jest aksamitny i czysty, co sprawia, że słucha się go z ogromną przyjemnością. Najnowsze wydawnictwo Kravitza zrobiło na mnie pozytywne wrażenie. Jest to porządna dawka przyjemnej, gitarowej muzyki. Szkoda tylko, że krążek jest tak długi. Część piosenek ciągnie są w nieskończoność, a przecież można było ograniczyć ich długość do 3-4 minut.  

*MOJA OCENA: ⭐⭐⭐⭐+
Najlepsze utwory: Low, Who Really Are The Monsters, Here To Love, It's Enough

*skala ocen 1-6